But na drodze

Spokój, porządek, wszystko na swoim miejscu i w swoim czasie. Rok szkolny trzeba uznać za rozpoczęty. No to lecimy jedziemy … i oby tylko nie pogubić butów.

Houston, mamy wyciek …

Rok szkolny dopiero co się zaczął. Pierwszy dzień w szkole (nie licząc 1 września) od razu zaserwował mi cierpką świadomość tego, co nas znowu czeka. Pobudka 6.00, zbieranie, szykowanie (jeśli aura będzie łaskawa, to bez dodatkowego obciążenia w postaci wnerwiających getrów, za wąskich rękawów, które jeszcze dzień wcześniej były za szerokie), praca, dom, dzieci, zajęcia, mamo chciałabym…, mamo czy mogłabym…. Jeszcze dobrze nie wsiadłam, a już czuję, jak mi paliwo wycieka.

But na drodze

 

Powrót do ‚normalności’ …

Podobno niektórzy z rodziców wyczekują z utęsknieniem na początek września, żeby życie znowu nabrało „normalnego” rytmu: rodzice wiadomo gdzie i kiedy, dzieci wiadomo gdzie i kiedy, grafik dograny i wszystko jakoś leci.  Ja wiem, że do nich nie należę. Mnie ta rozkręcająca się powoli machina powakacyjna raczej przytłacza niż cieszy. Wiem, że poddając się jej bezwiednie, bezrefleksyjnie wciągnie mnie, Tomka, dziewczyny i cały nasz świat w kręcącą się miarowo rutynę. Ta rutyna porządkuje życie, ale  i wysysa: siły i chęci.

Pamiętam końcówkę poprzedniego roku szkolnego, zmęczenie sięgające kresu. Nie tylko moje, Tomka, ale i dziewczyn. Może niekoniecznie fizyczne, ale psychiczne na pewno. Rutyna, ta co na pozór tak fajnie porządkuje poddusiła nas podstępnie, jak ulatniający się z piecyka gaz. Dlatego na progu nowego roku szkolnego zaczęłam rozmyślać co by tu, jak by tu, żeby się nie dać tym razem. Myślę, myślę… Niby recepta jest prosta: przełamywać rutynę, wyskakiwać na chwilę, co jakiś czas z kręcącej się codzienności. Kino, randka, kolacja na mieście, wieczór bez komputera, coś – cokolwiek, byle by nie pochodziło z codzienności i rutyny.

Dlaczego?

Myślałam dalej… jeśli więc rozwiązanie jest takie proste i pojawiło się w kilka sekund od postawionego problemu, to do cholery, dlaczego nie działa???

No i tu pogłówkować musiałam nieco dłuższą chwilkę, a jak skończyłam główkować, to się zawstydziłam. Zawstydziłam banalnością odpowiedzi. Nie działa, bo żeby rozwiązanie zadziałało musi zostać wprowadzone w życie.

– Poszlibyśmy do kina.

– Aha.

– Ale z kim dziewczyny zostawić…

– Dzisiaj nie, bo tyle rzeczy jeszcze trzeba przygotować…

– Jutro nie, bo w pracy….

– Pojutrze nie, bo…

– To ty idź z Ja i Mi na Dzwoneczka, a ja zostanę z Ba.

– Aha.

Jak bardzo nie byłoby genialne rozwiązanie problemu, póki nie zostanie wprowadzone w życie, jest tylko hipotezą. Dlatego ja w tym roku nie zamierzam poddać się rutynie, znużeniu i zniechęceniu. Nie wiem jeszcze jak technicznie to będzie wyglądało, ale mam zamiar rozpisać plan: co i kiedy ma nas wybijać z codzienności i rutyny. Ma być tego jak najwięcej, jak najczęściej i jak najatrakcyjniej. Pierwsza myśl: w piątkowe wieczory komputer mój i Tomka ląduje w czeluściach szuflady, a my jesteśmy tylko dla siebie.

Tak jak chcemy i kropka pl

W tym roku szkolnym nie pozwolę nas kąsać rutynie i znużeniu. Co więcej, nie pozwolę kąsać też naszych dziewczyn. Może to mało wychowawcze, ale mam zamiar w chwilach kryzysu z premedytacją przeprowadzać wagary. Bez wyrzutów sumienia, za to z książką w ręku i z okruchami w pościeli. Planuję też czasami trafić całkiem przypadkiem na Planty, zamiast w mury szkoły muzycznej. No i chcę, od czasu do czasu, porzucić dopieszczanie lekcji na rzecz umorusanych rąk i buź w cieście drożdżowym.

Bez paliwa nie pojedziesz. Może więc lepiej zamiast stać w miejscu, tankować co jakiś czas?

Pin It on Pinterest

Share This