pasek

Dwie sprawy tym razem. Rodzicielstwo to proces, a nie stan. I nie wystarczy być „miłym”, tu chodzi o coś znacznie więcej.

pasek 1500

Klapsy

Dyskusja o klapsach i przemocy zwykle z ogromną łatwością rozgrzewa emocje i kreatorów i konsumentów – tak zwanej – parentingowej blogosfery. Tego klapsa to można czy nie można? A czy ma znaczenie czy gołą ręką czy paskiem? A krzyk to też przemoc, czy może tylko jeden z możliwych kanałów komunikacji? Przytrzymanie za rękę, nakaz pozostania przy stole, spojrzenie w oczy, głęboko w oczy? Zabranie i zakaz używania telefonu, tabletu. A wyłączenie wifi? Gdzie jest granica pomiędzy przemocą, a przymusem czy rodzicielskim nakazem? A może nie istnieje. Temat wielki i szeroki jak Amazonka. A jest to tylko jeden z wielu ważnych tematów. Tak, ważny, a nawet bardzo, ale – powtarzam jeszcze raz i powoli, bardzo p o w o l i – to tylko jeden z wielu ważnych tematów. Bez większego trudu jestem w stanie wyobrazić sobie wiele scenariuszy wychowawczych bez przemocy i jednocześnie każdy z nich prowadzący do rodzicielskich, wychowawczych porażek.

Ale o co tutaj chodzi?

A może ma ktoś ochotę odpowiedzieć na pytanie: o co chodzi w byciu rodzicem?

Może o to, aby mieć się kim chwalić. Tak, jak można się chwalić hodowaną piękną rybką pływającą w czyściutkim, pełnym gadżetów akwarium. Kołyszące się roślinki, zanurzone w wodzie zamki, kamienie i muszelki. Pięknie jest. Gawiedź przychodzi, słucha, patrzy z podziwem, klepie po ramieniu. A nam serce z dumy rośnie. To moje dziecko. Wspaniałe takie.

A może o to, aby mieć ten pierniczony święty spokój. Niech robią i żyją jak chcą. Jeść dam, pić dam, łóżko jest, biurko i kilka półek też. Na głowę się nie leje, jest ciepło i sucho. A ja chcę mieć ten święty, pierniczony święty spokój. I czas na moje potrzeby. A już szczególnie, gdy dziecię stanie się nastolatkiem. W końcu dla jego dobra to i jakaś szkoła z internatem się znajdzie. Elitarna.

A może o to, żeby był ktoś kto da mi ciepło za którym tak tęsknię. Przytuli, pomizia, obdarzy buziakami i całusami. I będzie tak miło, przytulnie i słodko. Tak wspaniale. A reszta, a niech się dzieje jak chce. Byle było miło i przyjemnie.

A może …

Proces permanentny

Niezależność myślenia. Odpowiedzialność. Samodzielność. Przebojowość. Dobroć. Tożsamość. Szacunek dla ludzi i zwierząt. Prawdomówność. Uczciwość. Szlachetność. Komunikatywność. Odwaga, choć nie brawura. Aktywność i ruch. Kreatywność. Poczucie własnej wartości wynikającej z tego, że jestem, a nie z tego że coś zrobiłam (em). Umiejętność dostrzegania piękna w prostych rzeczach, w prostych czynnościach. Gotowanie wody i jajek na twardo, smażenie jajecznicy i zrobienie pizzy. I biszkoptu. Wytrwałość. Higiena i przynajmniej minimalny porządek. Czytanie. Słuchanie i konsumowanie muzyki, sztuki … i tak dalej … i tak dalej …
Tych wszystkich i wielu, wielu innych umiejętności i cech chciałbym nauczyć nasze córki. To jest moje rodzicielskie marzenie. Podejrzewam, że podobnie myślą wszyscy kochający swoje dzieci rodzice.

Nie wystarczy, że dla moich dzieci będę „miły”. Nie wystarczy, że nie podniosę ręki czy to gołej czy tym bardziej ‘uzbrojonej’. Jak każdy rodzic mam na sobie absolutnie niezbywalną odpowiedzialność za przygotowanie naszych młodych do szczęśliwego, dobrego życia. Mam obowiązek, aby wszystkie swoje siły zaprząc do tych zadań. Relatywnie łatwo zostać ojcem, ale trudniej być tatą.

Bycie rodzicem nie polega na osiągnięciu stanu, na zatwierdzeniu check listy, na przecięciu szarfy, zaliczeniu kilku kamieni milowych. To jest nieustanny, niekończący się proces. Nie da się zdobyć i mieć. Trzeba zdobywać. Trzeba nieustannie walczyć, codziennie szukać nowych, lepszych i niekoniecznie łatwiejszych dróg. Bycie rodzicem to proces, który spoczywa w naszych rękach, w naszych głowach, na naszych barkach. Proces, a nie stan.

Więcej

Podtrzymuję moje zdanie, że brak przemocy to jednak za mało, aby uznać siebie za „dobrego” rodzica. Jest to jeden z warunków koniecznych, ale to nie jest warunek wystarczający. A przy tym na tyle emocjonujący, że swoim pojawieniem się potrafi szybko zepchnąć na pobocze wiele innych spraw. Tak, przypominanie, dyskutowanie, rozmawianie o przemocy, o konieczności wyrugowania przemocy jest konieczne, jest potrzebna. Tylko pilnujmy, aby dyskusji o rodzicielstwie nie zredukować wyłącznie do tego obszaru.

Nie wystarczy być „miłym”, a rodzicielstwo to proces, a nie stan.
Pamiętaj(my).

Pin It on Pinterest

Share This