Klawiatura

Co powinni zrobić rodzice, gdy mała, 7-letnia rezolutna dziewczynka chce mieć własnego bloga? Zdusić temat w zarodku? A może wykorzystać chęci i spróbować zarobić? Zabronić, pozwolić, odsunąć na kiedyś? Bać się czy ucieszyć?

Klawiatura

Pomysł

Niedawno na naszym blogowym fan page’u wrzuciłem obrazek (ściślej to link do obrazka umieszczonego na insta), który narysowała nasza 7-letnia, średnia córka. Obrazek bardzo mi się spodobał. Narysowany kredkami, ‘z głowy’ – wiem, bo podczas tworzenia siedziałem tuż obok. Do statusu dorzuciłem zdanie, że przygotowuję bloga dla naszej 7-latki. Bloga, o który poprosiła mnie już kilka miesięcy temu. Cóż, trzeba się zaprzyjaźnić z faktem, że nasza córka należy do pokolenia Z.

Komentarz, który pojawił się pod opisanym wpisem zainspirował mnie do napisania tej notki. Treść komentarza sugerowała, że taki blog (dla 7-latki) to bardzo słaby pomysł, bo hejterzy, bo dzieci nie są gotowe na krytykę, na zachwyty, bo najpierw trzeba mieć co zaprezentować … i tak dalej.

No, to pora pospierać się z kilkoma, znalezionymi w tym komentarzu wątpliwościami i pytaniami. A i przy okazji powrzucać trochę własnych przemyśleń. Każda okazja jest dobra :)

Bo tyle jest śmieci w sieci

Tak, to prawda. Jest całe mnóstwo śmieci, marności, smrodu, brudu i syfu w sieci. Tak samo jak prawdą jest, że mnóstwo śmieci, marności, brudu, syfu i smrodu istnieje w otaczającym nas realnym świecie.

Można postawić mur, zamknąć drzwi, zatrzasnąć okno. Tylko, że zamknięcie (w klatce) choć izoluje i ułatwia utrzymanie bezpieczeństwa, to jednocześnie zabiera wolność, szansę rozwoju i niszczy marzenia. Możemy udawać, że czegoś nie ma, że nie istnieją ciemniejsze strony rzeczywistości, gorsze miejsca, ale to będzie co najwyżej tylko mistyfikacja. Przecież to, że czegoś nie widać, to, że coś schowamy, ukryjemy, nie oznacza, że tego nie ma.

Jednym z moich obowiązków jako rodzica jest takie przygotowanie dzieci, aby jak najlepiej potrafiły poradzić sobie w dorosłym życiu. Tak, aby umiały wybierać to, co wartościowe i odrzucać to, co jest śmieciem. I – nie łudzę się – nie zrobi tego za mnie, za Justynę, za nas, żadna szkoła, przedszkole, żaden urzędnik, żadna instytucja. A najlepszym na to sposobem, jest pokazywanie, uświadamianie, a nie zabawa w chowanego.

Bo trzeba mieć coś do powiedzenia, pokazania

Jak 7-latka może mieć coś do zaprezentowania?

Odkąd pamiętam zawsze miałem ogromną niechęć do szkolnych lekcji języka polskiego. Pozdrawiam serdecznie moje polonistki. Uwielbiałem i nadal uwielbiam czytać. Jednak pisanie wypracowań, czy innych zwartych tekstów było torturą. Nie cierpiałem, nie umiałem tego robić. Mógłbym na tym poprzestać i ograniczyć się do dłubania w matematyczno-fizycznych formułach, czy dogadywania się z maszynami. Jednak w pewnym momencie, już w całkiem dorosłym życiu, dobrych kilka lat temu zapragnąłem odcisnąć swój ślad w sieci. Pierwszy serwis, jakieś początki blogowania (jakchcemy.pl nie był moim pierwszym razem ;) ). Dzisiaj czytając to, co wtedy wyprodukowałem łapię się za głowę. Totalna marność nad marnościami. Na szczęście pisanie poprawia pisanie. Nie uważam się bynajmniej za … , ale i nie zamierzam odpuszczać. Nie miałem za wiele do zaprezentowania, a mimo to i na szczęście wystartowałem.

Nasza 7-latka wspaniale szkicuje, rysuje, świetnie maluje. Chwytając aparat fotograficzny uwiecznia naprawdę fajne zdjęcia. Tak, oczywiście, że nie jestem obiektywny, ale nie muszę, nie chcę być. Nasza 7-latka ma już swoje ‘coś’ do zaprezentowania. A jeżeli do tego kreatywnego zestawu dołączy pisanie to będę bardzo uradowany. Nie chodzi tu o plotkarskie opisy naszego domu, rodziny, koleżanek, czy szkoły, a raczej o opowiadania, bajki, historyjki.
Dlaczego nie zaświecić jej zielonego światła? Dlaczego nie wesprzeć jej, nie dodać otuchy, nie pomóc, nie założyć bloga, jako miejsca do prezentacji tworzonych prac, dlaczego nie otworzyć tej furtki? Ja nie widzę najmniejszego powodu dla uzasadnienia odmowy.

A jeżeli zmieni zdanie (w co osobiście szczerze wątpię), to ‚uśpimy’ bloga. I tyle.

Bo hejterzy

Hejterzy byli, są i będą. Hejtują z zazdrości, z głupoty, z braku własnych pomysłów na siebie i tak dalej i tak dalej. Łatwiej przywalić komuś, niż zrobić coś konstruktywnego, niż coś stworzyć, wykreować. Trzeba jeszcze pamiętać, że mowa nienawiści to nie tylko internetowe wypowiedzi. Hejt można spotkać na szkolnym korytarzu, na przyblokowym podwórku czy nawet przy rodzinnym stole podczas niedzielnego obiadu. Wszędzie, a skoro tak, to nie jesteśmy w stanie całkowicie wyeliminować ryzyka konfrontacji z przejawami hejterstwa.

Nie zgadzam się na to, aby życie moje, nasze, aby życie mojego dziecka miało być zdeterminowane przez poczynania hejterów.

Nasza 7-latka nie zostanie z blogiem sama, ja i Justyna będziemy filtrem i wsparciem. Przecież to nic innego, jak szansa na pokazanie jej, jak radzić sobie w przypadku pojawienia się troli, jak odróżniać krytykę od głupoty i hejtu.

Bo ktoś pochwali

Nie widzę nic złego w pochwałach, pod warunkiem, że dziecko posiada poczucie własnej wartości jako osoby. Wartości, która nie wynika z tego co robi i jak robi, ale z tego, że jest. I, że jest kochane.

Pochwały są miłe, ale nie mogą stać się podstawowym paliwem motywującym działania. To ryzykowna droga dla każdego, nie tylko dla małego dziecka.

I zupełnie podobnie, choć na drugim biegunie, ma się sprawa z krytyką. Posłuchać, zastanowić się, przeanalizować, wyciągnąć wnioski i żyć dalej, żyć lepiej.

Taka sytuacja

Większość codziennych sytuacji można rozegrać na co najmniej kilka sposobów.

– Tato, proszę daj mi nóż.
– Nie dam Ci, przecież możesz sobie zrobić krzywdę.
Koniec.

albo

– Tato, proszę daj mi nóż.
– A co chcesz zrobić? Po co Ci ten nóż?
– Chciałabym zrobić sobie kanapkę.
– Ja zrobię, tak będzie bezpieczniej.
Koniec.

albo

– Tato, proszę daj mi nóż.
– A co chcesz zrobić? Po co Ci ten nóż?
– Chciałabym zrobić sobie kanapkę.
– Fajnie. Pozwól, że pokażę Ci  jak go trzymać. Nóż może być niebezpieczny przy niewłaściwym używaniu.
– Dobra, pokaż mi.
Koniec.

I jak myślicie, który wariant jest mi najbliższy?

Wolność plus wartości

Mamy chronić nasze dzieci, a Internet to przecież siedlisko zła, najgorsze i najbardziej niebezpieczne miejsce. Bla, bla, bla … mamy chronić nasze dzieci, w Internecie jest mnóstwo niebezpieczeństw, ale to nie jest równoznaczne z jednokolorowym czy czarno-białym obrazem. Tam jest mnóstwo, gigantyczna ilość bardzo, bardzo wartościowych miejsc, treści, informacji. Szkoda, naprawdę szkoda byłoby z nich zrezygnować i w dodatku a priori.

Problem polega chyba na niewłaściwie rozumianej odpowiedzialności (rodziców) za bezpieczeństwo dzieci. Z jednej strony dzieci są wypychane na zajęcia, do żłobka, do przedszkola, do szkoły, bo to rozwijające. Rodzice się cieszą, jest spokój. Dzieci są umieszczone w dobrze określonych granicach, od do, tu i tu. Z drugiej strony narasta przekonanie o wszechogarniającym nas zagrożeniu. Wszystko i wszyscy stają się zagrożeniem i dla nas i dla naszych dzieci. A media (nie wszystkie, ale ich spora część) subtelnie dolewają benzyny do ognia, mamy się bać.

Jestem przeciwnikiem zamykania w klatce, zabierania wolności. Jestem przeciwnikiem wkładania w gotowe schematy, ciosania do foremki. Jednocześnie jestem wrogiem swobody absolutnej, samowoli bez żadnych reguł, robienia wszystkiego, na co tylko przyjdzie ochota. ‚Róbta co chceta’ jako jedyna reguła życia nie jest moją opcją. Odpowiedzialność za nasze dzieci to pokazywanie, jak sobie poradzić w obliczu trudności, zagrożenia, wyzwania, a nie izolacja. Raczej konfrontacja niż ucieczka.

Mogę wszystko, ale nie wszystko przynosi mi korzyść jak zapisał św. Paweł. Jednym z naszych rodzicielskich zadań jest pokazanie dzieciom co i dlaczego może nie przynieść korzyści, co może być destrukcyjne. Mogę wszystko, ale konkretne okoliczności, sytuacje, powinienem umieć ocenić biorąc pod uwagę własny system wartości, który każdy człowiek powinien sobie zbudować. Świadomie przyjęty (przyjmowany) system wartości i wolność to doskonała para dająca szansę na naprawdę szczęśliwe życie. I tego próbuję uczyć nasze dziewczyny. I w takiej sytuacji uruchomienie bloga dla 7-latki jest szansą i dla niej i dla mnie (dla nas), a nie tylko zagrożeniem. Jednocześnie jestem przeciwny, stanowczo przeciwny założeniu konta w jakimkolwiek serwisie społecznościowym. I nie chodzi o wymóg regulaminowy, który można obejść jednym czy dwoma kliknięciami, ale o potrzebę bycia obok dziecka.

Trzymajcie się ciepło i razem.

PS A blog, gdy już będzie gotowy, to nie omieszkam podrzucić adresu.

Pin It on Pinterest

Share This