Game Over

Gry komputerowe plus dzieci to bardzo mocno przyciągające się cząstki. Fizycy jeszcze nie zbadali tego wyjątkowo silnego oddziaływania. A może tak całkowicie zakazać?

Game Over

Archeo, 800XE, Amiga i NBA

Czasem trudno mi uwierzyć, ale kiedyś byłem kilkunastoletnim chłopakiem z podstawówki. Miałem wtedy swoich kumpli, jednego najlepszego. Miałem swoje pasje z których dwie: fotograficzna i komputerowo-gamingowa miały szczególne względy. To nie były czasy ps-ów, xbox-ów czy wypasionych produkcji gamingowych. To były czasy prostych telewizyjnych konsol, a potem 8-bitowych komputerów dających szansę na zmarnotrawienie wielu godzin. Pamięta ktoś takie ustrojstwa jak ZX Spectrum+ czy Atari 800XE? Marzenie każdego chłopaka, a z pewnością moje.

Pamiętam, jak umawiałem się – a było to chyba w 6 lub 7 klasie podstawówki (tak, uczęszczałem do wersji ośmioletniej) – z najlepszym kumplem na całonocne granie. Wtedy nikt jeszcze nie słyszał o sieci i taka akcja wiązała się ze spędzeniem nocy poza domem. Nie istniała opcja grania przez internet. Nie istniał internet.

Na graniu spędziłem trudno do policzenia ilości godzin. Tylko jedna rzecz, tylko jeden temat zjadał więcej mojego czasu – spotkania z Justyną.
Gdybym na chłodno próbował oszacować zasoby jakie zużyłem gnąc pałąk joysticka, czy waląc w klawisze klawiatury to mógłbym dojść do wniosku, że zmarnowałem spory kawał swojego życia. Jak inaczej nazwać wykonywanie zupełnie bezproduktywnych działań, takich jak granie w koszykówkę na Commodore Amiga 500 (16-bitowa maszyn, kolejny etap wtajemniczenia)? To już był czas szkoły średniej i legalnie, za własne pieniądze kupiona gra, której nazwę pamiętam do dzisiaj: TV Sport Basketball. Miałem w swoich rękach prywatną wirtualną ligę NBA, w której pobijałem wszelkie możliwe własne rekordy. Cóż, koszykówkę i samą NBA uwielbiam do dzisiaj.

Zakaz czy pełna swoboda?

Skoro granie w gry było bardziej stratą niż zyskiem, to dlaczego nie wprowadzić embarga na granie w naszej rodzinie? Może zabronić i koniec. Odizolować, zakazać, nie pozwolić. Logicznym wydaje się, że likwidacja przyczyny strat przyniesie zwiększenie poziomu korzyści. Więcej czasu na naukę, czytanie, zajęcia dodatkowe, zabawy kreatywne, aktywności sportowe, czyli same korzyści.

Dzieci lubią i chcą grać w gry komputerowe. Dokładnie tak samo jak 10 czy 20 lat temu. Dokładnie tak, jak życzą sobie tego twórcy gier. Granie ma być przyjemne i atrakcyjne. Koleżanki i koledzy naszych córek mają dostęp do urządzeń i gier. Częścią mojego szkolnego czasu było osiedlowe boisko, latarka w plecaku, granie w kapsle, armie figurkowych żołnierzyków, rower i dość prymitywne gry komputerowe. Dla dzisiejszych dzieci naturalnym, podstawowym wyposażeniem są smartfony czy tablety (niedawno wspominaliśmy o pokoleniu Y) . I praktycznie stały dostęp do internetu. Tak po prostu jest. W takiej sytuacji wprowadzenie całkowitego szlabanu grozi wojną domową. Wojną, którą dorośli wygrywają tylko do czasu, aż dziecko podrośnie i zacznie się wymykać spod rodzicielskiej kontroli. Malutkiemu dziecku łatwo zabrać tablet, nie dać smartfona. Przy dużym wystarczy się odwrócić, zostawić go na kilka godzin samego i mamy prawie pewność, że spróbuje tego, co odgórnie zostało zabronione. Przecież jak nie ma policjanta, to bezkarnie można łamać zasady, nikt nie widzi.

Skoro zakaz nie ma sensu to może pozostawić wybór dziecku? Niech samo zdecyduje na co ma ochotę, kiedy i w jakiej ilości. My będziemy mieć upragniony spokój, a młode super rozrywkę w nieograniczonych ilościach, do syta.

Żadne z tych rozwiązań ani mi, ani Justynie nie pasuje. Całkowity zakaz jest do kitu, całkowita samowola też. Idąc tym tropem wprowadziliśmy nasze zasady, które próbujemy konsekwentnie stosować.

Nasze zasady

1. Dziecko ma prawo do rozrywki i dobrej zabawy.

2. Dziecko nie potrafi samodzielnie poprawnie ocenić zagrożeń, które niesie konkretna gra czy zabawa.

3. Dziecko nie powinno korzystać z gier bez ograniczeń.

4. My bierzemy odpowiedzialność za nasze dzieci i my mamy nadzorować rozrywki i zabawy naszych dzieci. Gry komputerowe także, a może przede wszystkim.

5. Nadzór oznacza wytyczanie granic i ich pilnowanie.

6. My jako rodzice decydujemy o tym, kiedy można grać, korzystać z komputera i ile.

7. Ustalamy dokładnie i konkretnie ile czasu można grać i w jakie gry lub w jakie rodzaje gier i na jakich serwisach, w przypadku gier internetowych. Mamy kilka portali z grami z usług, których zwykle korzystamy (korzystają nasze dziewczyny). Ostatnio sprawdzamy i eksplorujemy gry dla dzieci dostępne w serwisie Poki.pl. Sami zweryfikujcie.

8. Nie zabraniamy dla zabraniania. Zabronienie wynika z przyjętych reguł lub aktualnej sytuacji.

9. Wraz z wiekiem dziecka zwiększamy obszar wolności. Coraz mniej tematów zostaje pod naszą decyzyjnością, coraz więcej przechodzi na dziecko. Razem z konsekwencjami.

10. Wraz z wiekiem dziecka poszerza się katalog dostępnych dla niego gier.

11. Odrzucamy gry, które są w jawnym konflikcie z naszymi wartościami.

Działa

Taki zestaw działa u nas bardzo poprawnie. Obie strony mają jasną sytuację, wiedzą o ograniczeniach, wiedzą kto podejmuje decyzje w sprawach wymagających decyzji. Zasady dają szansę na odwołanie się do ‘wyższej’ instancji bez konieczności prowadzenia wyniszczających wojen na argumenty i wiecznego poszukiwania odpowiedzi na pytanie: dlaczego nie? dlaczego nie teraz? dlaczego nie mogę?

– Tato, mamo, a mogę sprawdzić konto?
– Możesz, ale masz skończyć za 20 minut.
– Dobra.

Mija 20 minut.

– Czas się skończył kochanie, proszę kończ.
– Jeszcze chwilkę, proszę.
– Ok, masz jeszcze 5 minut.
– Dzięki.

Po kolejnych pięciu minutach komputer idzie ‚spać’.

Ciekawy jestem, czy macie swoje zasady, a może brak zasad i pełna swoboda? Co sądzicie o takim podejściu? Zapraszam do dyskusji.

 

 

To jest wpis sponsorowany przez właściciela serwisu Poki.pl (dzięki). Dla jasności: cała treść i wszystkie opinie są nasze.

Pin It on Pinterest

Share This