Witaj szkoło 2

Nie ważne czy jesteście rodzicami szkolnymi, czy dopiero nimi będziecie. Nie ważne, czy Wasze dziecko w tym roku jako sześciolatek wystartuje w szkolnym maratonie. Ten tekst jest dla tych i dla tych i dla tamtych i dla Was. O szkole.

Witaj szkoło 2

Szkoła

Dorośli chodzą do roboty, a dzieci chodzą do szkoły. Jasne? jasne, pewnie, że tak. Wakacje Anno Domini 2015 za kilka dni ulecą do szufladki podpisanej: wspomnienia. Wrzesień, oprócz ważnych historycznych dat przyniesie gorączkowe poranki, wzmożony uliczny ruch, dzwoniące dzwonki, prace domowe, sprawdziany, zeszyty, plecaki, piórniki, dzienniki i parę innych zjawisk. Szkoła.

Nasz pierwszy raz

Pamiętam, jak sześć lat temu w pierwszych dniach tamtego września po raz pierwszy odprowadzaliśmy naszą najstarszą córkę pod szkolne drzwi. Mnóstwo emocji, sporo stresu, wiele pytań. To wszystko już za nami. Tymczasem za kilka dni panna startuje do gimnazjum, druga rozpocznie wrzesień w drugiej klasie, a najmłodsza zadebiutuje w przedszkolu (o czym wspominaliśmy we wpisie: Jak wysłać dziecko do przedszkola i nie zwariować?).

Dzisiaj sporo emocji wzbudza temat sześciolatków. To ważna sprawa, szczególnie dla samych sześciolatków i ich rodziców. Jeżeli należycie do tej ekipy to całkiem możliwe, że targają Wami niemałe obawy.

Dzieci, rodzice, nauczyciele, urzędnicy, politycy. Szkoła to coś, co dotyka wielką grupę ludzi. Gigantyczna armia. Gigantyczny organizm. Gigantyczna bezwładność. Moloch.

Prawda

Kiedyś myśląc o szkole przez większość swojego życia tkwiłem w przekonaniu, że tak to musi wyglądać. Tak musi być i koniec. Że 1 września wszystkie szkolne dzieci, poza wykluczonymi przez choroby czy sytuacje losowe, że te wszystkie dzieci mają się zameldować w murach szkolnych budynków. I wszyscy mają tak samo. Inne szkoły, ale system ten sam. Tymczasem sporo wody w Wiśle upłynęło, 6 lat edukacji szkolnej naszych córek, mnóstwo przeczytanych książek, mnóstwo rozmów, spotkań i dyskusji i dzisiaj ten obraz jest zupełnie inny.

Szkoła jest czymś co należy zaliczyć.
Tak, ale można to zaliczać na wiele sposobów.

Do szkoły trzeba chodzić.
Nie trzeba, trzeba realizować obowiązek szkolny, a to nie oznacza konieczności chodzenia do szkoły. W Polsce, w zgodzie z prawem obowiązek szkolny można realizować poza szkołą.

Szkoła to niszczarka marzeń.
Szkoła systemowa, tak zwana klasyczna najczęściej jest niszczarką marzeń. Jest niszczarką motywacji wewnętrznej, niszczarką chcenia na rzecz przymusu.

Jak dziecko idzie do szkoły to rodzice nie muszą się martwić o edukację, o wiedzę, o rozwój.
Nie, nie, nie. Tym bardziej powinni się o to troszczyć. Nic i nikt nie zdejmuje odpowiedzialności za dziecko z rodzica. Fikcją jest, że nauczyciele nauczą, wychowają, a starzy to mają zarabiać kasę, zapewniać realizacje podstawowych potrzeb i się nie wtrącać.

Szkoła to jedyne miejsce zdobywania wiedzy.
Guzik, całkowita nieprawda. Szkoła jest miejscem, w którym wymaga się określonej wiedzy i określonych zunifikowanych zachować.

Musisz iść do szkoły, musisz skończyć podstawówkę, zrobić gimnazjum, szkoła średnia, matura, studia. To gwarantuje dostanie dobrej pracy, dostatnie i spokojne życie.
Bzdura wierutna. Co więcej, często okazuje się, że osoby, które bardzo dobrze radziły sobie w warunkach szkolnych zupełnie nie radzą sobie w dorosłym życiu. Świetne stopnie i wzorowe zachowanie nie są warunkami wystarczającymi do osiągnięcia życiowego sukcesu. Wielu ludzi nie bierze pod uwagę tego jak ważne są choćby kompetencje inteligencji emocjonalnej, a tych nie da się wykuć, choć można nad nimi pracować.

Fabryka

Myśląc o szkole powszechnej mam przed oczami obraz fabryki, taki jak w ilustracjach do wykładu Sir Kena Robertsona, który zamieściliśmy we wpisie: Znalezisko i szkoła. Fabryka, dla której półproduktami są nasze dzieci, a na końcu linii produkcyjnej wyjeżdżają zunifikowane osobniki. Czy o to nam chodzi?

Pani Dorota Zawadzka, którą cenię za wiele, kilka dni temu wrzuciła na swoim FB status:
„Nie odbierajmy dzieciom dzieciństwa” – argument wielu rodziców broniących swych pociech, przed rozpoczęciem nauki szkolnej w wieku 6lat.
W ciągu ostatnich dwóch miesięcy odbyłam wiele rozmów z sześciolatkami na wakacjach. Wiele z nich nie miało pojęcia gdzie są ( poza tym że nad jakimś morzem), nie były w żadnym okolicznym muzeum, nie wiedziały nic o miejscu swych wakacji np. o Słowińskim Parku Narodowym, o zwierzętach Bałtyku, nie wiedziały dlaczego nie należy chodzić po wydmach i po co się je chroni i buduje. Nie miały pojęcia o wielu-zbyt wielu rzeczach o których powinny wiedzieć. Ale za to na pewno mają beztroskie dzieciństwo. I tracą możliwości…
Przypadki zadbanych w tym względzie dzieci mogę policzyć na palcach dwóch rąk!
I to jest nie tylko smutne, to zatrważające.”
I tak, jak często zgadzam się z Panią Dorotą, tak tym razem nie zgadzam się całkowicie. Przecież to nie są właściwe argumenty do tej dyskusji.
Zapytam: Kto ma decydować o tym co powinno umieć sześcioletnie dziecko? Dlaczego ktoś ma prawo definiować co konkretne dziecko powinno wiedzieć? Ja tego nie rozumiem. Dobra, to jeden problem, ale kolejny to dlaczego szkoła ma być tym miejscem, które rozwiąże problemy z ewentualnym zaniedbaniem? To po co są rodzice? Tylko po to, aby wyprodukować półprodukt do szkolnej fabryki? Nie zgadzam się. Czy dla naprawienia ewentualnych niedociągnięć rodziców w zakresie rozwijania swoich małych dzieci nie lepiej ich edukować, uświadamiać, niż przerzucać ten obowiązek na instytucje?

Zmiany

Powie ktoś, że szkoła, szkolnictwo się zmienia. I bardzo dobrze. Tylko, że założenia powszechnego systemu szkolnictwa są kiepskie. Łatwo dyskutować o ilości godzin pracy nauczyciela, o tym w jakim wieku należy rozpoczynać naukę, jak organizować egzaminy i wiele innych. Jednak nic z tych rzeczy nie dotyka fundamentów systemu, a to nad tym powinni się przede wszystkim skupić i politycy i rodzice i wszelkiej maści eksperci.  Poczytajcie sobie choćby Pozwólmy dzieciom myśleć albo Niszczarka marzeń. Pada tam wiele celnych i co gorsza prawdziwych spostrzeżeń.

Ja nie wierzę w szansę poprawy systemu powszechnego poprzez zmiany kosmetyczne. To tylko makijaż i to marny.

A może inaczej …

Warto wiedzieć, że powszechny system szkolny w Polsce nie jest jedyną opcją edukacyjną. Mamy coraz więcej szkół tworzonych w tak zwanych alternatywnych nurtach edukacyjnych. Istnieją szkoły oparte na pedagogice Marii Montessori, szkoły demokratyczne, szkoły waldorfwskie i wiele innych. I w końcu jest też nurt Edukacji Domowej (ED), który z roku na rok przyciąga coraz większą ilość ludzi.

Na całe szczęście mamy możliwość być świadomymi rodzicami, którym zależy na swoich dzieciach. Zachęcam wszystkich, włącznie ze sobą, aby nigdy o tym nie zapominać. Obserwować swoje młode, szukać jak najlepszych dróg i metod i je stosować. Nie dajmy sobie wmawiać, że istnieje tylko jedna, słuszna, właściwa droga edukacyjna dla naszych dzieci. Te czasy już minęły i oby nigdy nie wróciły.

Nie Wasza to sprawa

Cholera jasna, przecież każde dziecko jest unikalnym egzemplarzem, absolutnie niepowtarzalnym. Skoro tak, to jak może dobrze zadziałać system skrojony dla wszystkich po równo? Nie może. Taki system zadziała jakoś, ale nie dobrze. Tym bardziej irytują mnie poglądy polityków wyrażane podobnymi jak ta wypowiedziami:
– Nie wszystkie kwestie można rozwiązać poprzez referendum. Mówię przede wszystkim o sprawach podatkowych, ale to dotyczy również wieku szkolnego. Od tego jak wcześnie dzieci pójdą do szkoły będzie zależał ich przyszły rozwój. Dlatego powinni o tym decydować parlamentarzyści. Pamiętajmy, że są oni wybrani przez obywateli, mówiła Małgorzata Kidawa-Błońska.
I nie chodzi mi o jakiekolwiek polityczne preferencje. Nie chodzi mi o to, że nie wszystkie kwestie można rozwiązać poprzez referendum, bo akurat z tym się zgadzam. Padają tutaj dwa, znamienne zdania: Od tego jak wcześnie dzieci pójdą do szkoły będzie zależał ich przyszły rozwój. Dlatego powinni o tym decydować parlamentarzyści.
Wnioskuję stąd, że o rozwoju dzieci powinni decydować parlamentarzyści. Sic! I nie ma na to mojej zgody.

Unikat

Jeszcze raz i do znużenia. Każde dziecko jest absolutnie unikalnym egzemplarzem. Każda unifikacja jest krzywdząca. Także ta, która mówi, że należy iść do szkoły w takim czy w takim wieku. Takie regulacje są wygodne dla systemu, wielkiego molocha, korporacji powszechnej edukacji, w której pracuje kilkaset tysięcy ludzi, ale nie są najlepszymi rozwiązaniem dla każdego konkretnego dziecka. To czy dziecko pójdzie do szkoły w wieku lat sześciu, siedmiu czy pięciu nie ma większego znaczenia. Nie ma. Każde z dzieci jest inną osobą, innym człowiekiem. Posiada inne umiejętności, jest na innym, własnym poziomie rozwoju intelektualnego, emocjonalnego.

Świadomi rodzice

Co zatem nam pozostaje? Tak jak napisałem wyżej. (Po)zostańmy świadomymi rodzicami naszych dzieci. Obserwujmy je i wspierajmy. Sześciolatek w szkole to nie tragedia, ale jednocześnie trzeba patrzeć jaka to szkoła, jakie warunki, jacy nauczyciele i opiekunowie. Trzeba tego pilnować, bo żadna szkoła nie zdejmuje z nas naszej rodzicielskiej odpowiedzialności. Jak powiedziało się mniej lub bardziej świadomie A to i warto mówić B i C. Zróbmy wszystko co się da, aby uchronić i rozwijać talenty naszych dzieci, nawet kosztem niepotrzebnej wiedzy i umiejętności, które niektórzy uważają za podstawowe.

Chciałbym nauczyć moje córki bardziej myślenia niż konkretnej wiedzy. Chciałbym, aby potrafiły zostać niezależne. Chciałbym, aby umiały szukać rozwiązań, a nie stosować tylko gotowe algorytmy. Chciałbym w końcu, aby pozostały sobą, a nie stały się produktami odlanymi z jednej uniwersalnej foremki systemu edukacji.

Pin It on Pinterest

Share This