Pomidorki koktajlowe

Uda Ci się. 20 minutowy sos do 15 minutowego makaronu. Albo odwrotnie. Facetom też wychodzi.

Opowieść

Patelnia grzecznie czekała na sygnał i odrobinę ciepła, od spodu. Ona lubi takie ciepło. Oliwa zamknięta w ciemnej butelce, stojąca w ciemnej szafce, tęskniła za promieniami światła. Cebula, jak to cebula, ubrana za bardzo, siedziała w chłodnym plastikowym pojemniku na warzywa. W lodówce, bo gdzie indziej miałaby siedzieć? Żar lał się z nieba, a pomidorki koktajlowe brały kąpiel w całkiem zimnej wodzie. Goście prawie w komplecie … ale zaraz, zaraz, jeszcze pani bazylia w zielonych listkach prosto z ‚krzaczka’. Wszyscy byli pewni, że tym razem o niczym nie zapomnieli. Mylili się okrutnie. Sos to sos, ale sam sos to za mało. Uświadomili sobie tę przykrą prawdę i razem, chóralnie krzyknęli:
– Rurki, chodźcie do nas!

Rurki, jak to rurki nie od razy przyszły. Czekały cierpliwie i zgodnie, aż woda zacznie wrzeć. A jak zaczęła to wskoczyły do niej, bo bardzo lubią gorące, słone kąpiele. Al dente po kilku minutach.

Sos

Dla zabicia czasu podczas oczekiwania na to, co zrobią rurki wszyscy bohaterowie postanowili działać, a raczej poddać się działaniu.
A było to tak.

Cebula poddała się działaniu noża, który najpierw zgrabnie pozbawił ją wierzchniego okrycia, a potem równie zgrabnie doprowadził ją do stanu wiórek, czy też piórek.

Oliwa poddała się grawitacji po przechyle odkorkowanej uprzednio butelki. Kilka łyżek ciurkiem poleciało na zadowoloną, bo w końcu czującą solidne ciepło patelnię.

Wiórka, czy też piórka cebulowe czym prędzej poleciały na spotkanie oliwy i rozgrzanej patelni. Mocno się do siebie wszyscy przytulali, do tego stopnia, że cebula trochę zmiękła.

Czerwone jak pomidory koktajlowe pomidorki nie mogły doczekać się co z nimi będzie po orzeźwiającej kąpieli. Nóż wiedział. Doskonale wiedział co za chwilę się wydarzy. Bezlitośnie przecinał na pół pomidorka za pomidorkiem, aż do ostatniego czerwonego bohatera. W końcu odetchnął po skończonej robocie. Tymczasem połówki pomidorków pofrunęły w pięknym locie i wylądowały na gościnnej patelni łącząc się z cebulką i oliwą. Wszystkie lądowały przeciętą częścią ku dołowi, aby lepiej wtulić się w ciepło bijące od dna patelni. Miło.

Nóż po krótkiej chwili obowiązkowego odpoczynku znowu zabrał się do pracy i z przyjemnością pociachał wykąpane w wodzie, zielone listki bazylii. Zapach rozniósł się po wszystkich pokojach i łazience. Nawet sąsiedzi poczuli, bo ktoś z domowników specjalnie nie domknął okna. Pociachane listki bazylii wylądowały w objęciach cebuli, oliwy i otuliły połówki pomidorków.

Koniec

To już koniec historii. Nic poza nałożeniem rurek i sosu do jednego talerza, tudzież miseczki się nie wydarzyło. No chyba, że uwzględnić należy szczękanie widelców.

Smacznego :)

PS Założyć się mogę, że będzie Wam smakować.

PS2 Michał, dzięki za inspirację kulinarną.

Pomidory koktajlowe

Bazylia

Sos gotowy

Makaron rurki z sosem

Pin It on Pinterest

Share This