zimowa bitwa na śnieżki

Zima i feminizm. Kiedyś chłopakom to było chyba prościej, a może to tylko zaniki mojej pamięci.

Zima po polsku

Zrobiło się zimno i spadł śnieg. Zima przypomniała o (znanych w Polsce) swoich tradycyjnych atrybutach. Dzieci się cieszą i te mniejsze i te większe, biegają po dworze, urządzają bitwy śnieżkowe, maltretują sanki powyciągane w końcu z piwnicznych komórek i schowków. Pojawiły się nagle przemoczone buty, zaśnieżone kurtki i mokre rękawiczki. No i wieczorami suszenie ubrań na kaloryferze (a kto ma to kominek) i gorąca herbata z sokiem malinowym.

Ciekawe czy wystarczy tej zimy po polsku dla wszystkich. Jedni na feriach, inni jeszcze muszą poczekać. Ja mam nadzieję, że śnieg poleży, mróz (lekki) potrzyma i nie będziemy musieli za chwilę wyjmować kaloszy. Nasze ferie za tydzień i troszeczkę. Czekamy, czekamy… z nadzieją.

Zielona przerwa

W szkole naszej najstarszej córki istnieje coś takiego jak «zielona» przerwa. Specjalnie jest znacznie dłuższa od pozostałych przerw międzylekcyjnych. To jest dobry czas na wyjście na szkolne podwórko, a szczególnie wtedy, gdy na zewnątrz nie siąpi i nie kapie. W ostatnich dniach pogoda sprzyjała.

zimowa bitwa na śnieżki

W szkole są po dwie klasy równoległe. To dość mała szkoła (na szczęście). No i dość naturalnie pojawił się pomysł na całkiem pożyteczne wykorzystanie przerwy. Bitwa na śnieżki może przysporzyć wiele emocji i rozruszać młode mięśnie i kości. Wszystko za zgodą i pod nadzorem nauczycieli. Klasa a na klasę b.

Kto robi śnieżki?

Wszyscy przebrani czekają na rozpoczęcie zabawy na szkolnym boisku. Chłopcy – nastoletni wojownicy – chcą walczyć, rzucać, nacierać, atakować. Wiadomo, że do walki potrzebna jest broń, do broni potrzebna jest amunicja. Szybko pojawia się konkretna propozycja:

 – Dziewczyny, Wy róbcie śnieżki. My będziemy atakować.

Na równie konkretną odpowiedź nie trzeba było długo czekać:

– A sami sobie róbcie śnieżki. My też idziemy na nich.

koniki i ciuchcie

Kilka chwil później cała klasa 5b rzuciła się do ataku na klasę 5a. Toczyły się walki zarówno grupowe, jak i pojedynki jeden na jeden. I nie było podziału na dziewczyny i chłopców – liczyła się tylko przynależność do «a» lub do «b».

Wszyscy przeżyli, większych kontuzji wymagających interwencji lekarskich nie odnotowano. Czerwone policzki, nosy i uśmiechy powędrowały na kolejne lekcje. Chyba wszyscy wygrali.

Już dawno wydarzenie szkolne, wyjście, impreza nie wywołało takiego entuzjastycznego słowotoku u naszej najstarszej młodej, jak tego dnia.  Nie wspomnę, że co drugie słowo brzmiało „super”.

Współczesny  feminizm zimowo – szkolny rządzi wśród nastolatków. No i dobrze (obiektywnie oczywiście stwierdzam, jako ojciec trzech córek :) )

(zaczerpnięte z autentycznych opowieści szkolnych naszej najstarszej córki)

Hasło dnia

Chcesz mieć amunicję, to zrób ją sobie sam.

Pin It on Pinterest

Share This