śniadanie

Za mamusię, za tatusia, za babcię, za dziadka … Wystarczy, pozwól odpocząć brzuszkowi, dzisiaj już nie dostaniesz więcej … Tak, tym razem o jedzeniu. Tym razem i o dzieciach.

Niejadki czy nie

Dzieci bywają niejadkami – tak, wiem … z opowieści.

Nasze panny jeść lubią. Dwie młodsze zawsze, najstarsza różnie. W naszym domu raczej musimy odganiać od, niż namawiać do jedzenia. Wiem, wiem, teraz mamy wszystkich niejadków pewnie wpatrują się w monitory z zazdrością. Wierzcie mi jednak, że życie matki, której dziecię mogłoby non stop coś wcinać również przynosi jedzeniowe rozterki i to nie małe.

Kilkukrotnie ostatnio udało mi się usłyszeć w radio (TV nie mamy, o czym pisaliśmy tu), że Polska jest właścicielem najgrubszych 11-latków w Europie. No i nie chce mi się ta informacja w głowie poukładać. To, że największy problem z nadwaga 11-latków dotyka jakiś kraj Europy Zachodniej to tak, ale że u nas?

W międzyczasie natknęłam się także na wpis zamieszczony na rowerowe-porady, a ponieważ sama nie jestem typem sportsmenki zaczynającej i kończącej dzień na rowerze, basenie, czy bieganiu – chyba że bieganie za zbuntowaną dwulatką się zalicza – to zaczęłam się zastanawiać, czy zarzuty zawarte w poście nie dotyczą i mnie.  Autor – skądinąd trafnych spostrzeżeń – bazował na obserwacjach osoby nie będącej rodzicem (tak wnioskuję z postu). Zostałam zainspirowana i podrzucam kilka myśli z punktu widzenia rodzica dziecka, które lubi jeść.

pizza

Nasze dziewczyny nadwagi nie mają, jednak gdybym reagowała pozytywnie na każde:
– mogę jogurcik,
– mogę coś słodkiego,
– mogę bułeczkę,
– mogę bananka,
to z pewnością chodziłyby okrąglutkie jak piłeczki.

Jestem przekonana, że tak jak rodzice niejadków szukają sposobów na swoje maluchy, tak rodzice dzieci, dla których jedzenie jest prawie zawsze:
– mniam, mniam …
szukają pomysłów działających w drugą stronę (ja w każdym razie szukam).

Zasady

I dzisiaj dzielę się moimi (naszymi) zasadami (ale i popełnionymi błędami), które pomagają poruszać się między szafką ze słodyczami, lodówką a stołem …, oto one:

1. Jasne zasady oraz  co Ty, to i ja

Myślę, że to podstawa podstaw. Jasne reguły dotyczące tego kiedy jemy i co jemy,  powinny być przede wszystkim poukładane w mojej głowie, a potem przekazane dziecku i konsekwentnie przestrzegane. Ja nie znalazłam innej drogi, choć chętnie bym skorzystała z łatwiejszej. Poza tym uważam, że jeśli chcę czegoś wymagać od dziecka, to muszę dać przykład. Raczej nie należy spodziewać się akceptacji zakazu wcinania słodyczy, wypowiedzianego z buzią pełną czekolady albo krówek (mniam, choć nie wszystkie rodzaje krówek akceptuję ;) ).

2. To, że moje dziecko chce jeść, nie oznacza, że jest głodne

Dojście do takiego spostrzeżenia zajęło mi trochę czasu. Na początku wydawało mi się, że na każde wspomnienie małej panny, że chce coś jeść muszę zareagować, bo inaczej będzie chodziła głodna. Ona więc co chwilkę przybiegała po coś tam, a ja kombinowałam, że może mniej, że może coś innego np. kawałek bananka, chrupek kukurydziany. W końcu uświadomiłam sobie, że ona po prostu lubi jeść i to, że prosi o coś do jedzenia, nie oznacza, że jest głodna. Zaczęłam po prostu odmawiać.  Po drugim naleśniku Ba usłyszy więc ode mnie, że już wystarczy, a Mi nie dostanie czwartej kanapki. A gdy tuż po obiedzie sęp znowu przychodzi, to usłyszy:
– Teraz nie, Twój brzuszek musi odpocząć.
I wiecie co? Okazuje się, że nie ma takiego wielkiego problemu, że nie burczy w brzuchu z głodu, że nie ma lamentowania. Czasami jest mina na kwintę, czasami muszę odwrócić uwagę Ba, kiedy zaczyna nieco głośniej protestować, ale najczęściej panna odwraca się na pięcie i zmyka do zabawy.

Wiem, brzmi może nieco dziwnie, ale wolę tak, niż za kilka lat tłumaczyć się przed nimi dlaczego pozwoliłam, aby miały nadwagę. Ta reguła wymaga wnikliwej obserwacji i dobrej znajomości swojego dziecka i przede wszystkim świadomego działania – automatyzm może być szkodliwy.

3. Zdrowe nawyki od kołyski

Łatwiej jest uczyć od małego.

Przy pierwszej pannie popełniłam wiele błędów przy wprowadzaniu kolejnych potraw do jej jadłospisu w okresie niemowlęcym np. dawałam jej gotowe kaszki, jogurty i serki dla dzieci. Wszystko słodzone na potęgę. Wtedy nie przyszło mi do głowy, żeby zacząć od jogurtu naturalnego, albo owsianki bez cukru – przecież to dziecku nie może smakować. Okazuje się, że jednak może i Ba jest tego najlepszym przekładem. Dla niej jogurcik oznacza jogurt naturalny, albo sam, albo z płatkami kukurydzianymi, albo jak ostatnio z pokrojonymi truskawkami.

Jeść surówek nasze dziewczyny uczyły się jako kilkunastomiesięczne niemowlaki wkładając łapki do tartej marchewki, podkradając pokrojoną kapustę i cebulę – pozwalałam na to z pełną premedytacją. W efekcie wszystkie trzy surówki lubią i sporo ich jedzą.

Dzieciom starszym, które przyzwyczaiły się już do takiego, a nie innego jedzenia jest zdecydowanie trudniej zmieniać nawyki. Co nie oznacza, że się nie da.

Choć sama uwielbiam kasze, starszym dziewczynom nie dawałam ich od niemowlaka – kolejny błąd. Z czasem jednak chciałam żeby zaczęły je jeść no i reakcja wiadoma:
– ble, ble …!
Ale jeśli dzisiaj ble, to może za tydzień, dwa, trzy  już będzie mniejsze ble? No uparłam się, konsekwentnie te kasze upychałam na talerze i z czasem zaczęły jeść. Co więcej Ja woli w tej chwili kaszę gryczaną od ziemniaków. Mój wniosek jest więc taki: jeśli moje dziecię w tej chwili odmawia jedzenia czegoś, co ja chciałabym, aby ono jadło, to nie przestaje tego gotować. Wręcz przeciwnie, co jakiś czas próbuję znowu, nie zmuszam, nie wciskam na siłę, ale i nie pytam:
– to co ci zrobić innego?
Zawsze wtedy chociaż raz łyżkę włoży do talerza, a przy okazji i kartoflany fan – Tomek – potrafi już tolerować kasze (czasem trudno uwierzyć, że to człowiek „ze wschodu”).

4. Zamienniki

Jeśli mam dziecko, które lubi jeść, to próbuję je przechytrzyć i zrobić wszystko, żeby to co je było jak najmniej kaloryczne. W twarożku śmietanę zamieniłam na jogurt naturalny. Jasny makaron został zastąpiony razowym. Próbowałam pierogi robić z mąki orkiszowej – na razie nie przeszły, ale jeszcze broni nie złożyłam.

Żeby nie było, że jesteśmy tacy super hiper, to wyspowiadam się, że Mi ciągle nie znosi ciemnego pieczywa – tu zamiennik na razie nie funkcjonuje. Najchętniej wpylałaby na okrągło pszenne buły, więc walczymy…

roszponka

5. Dzień słodyczowy

Wiele lat temu wprowadziliśmy w naszym domu dzień słodyczowy – no dobra weekend słodyczowy.

W efekcie słodycze można było jeść tylko w umówiony dzień (dni). U nas to była sobota i niedziela. Sprawdzało się to super, bo były jasno określone granice kiedy można, a kiedy nie. Dziewczyny nie biegały za nami i nie rzmędziły co chwilę: mogę coś słodkiego? A jeśli nawet tak, to dostawały jasną i zawsze taką samą odpowiedź, że dzisiaj nie jest sobota, ani niedziela.

Kiedy zaś przychodził weekend, to zazwyczaj działo się coś, co zajmowało głowy, a w związku z tym często panny zapominały, że to dzisiaj można czekoladkę, batonika itp.

Minus tej zasady dostrzegam tylko jeden, ale ciężkiego kalibru: przydałoby się w tę zasadę wejść razem z dziećmi – buuu (czyli punkt 1).

Czy to będzie dzień słodyczowy, czy jakiś inny pomysł – nie ważne. Moim zdaniem ważne, aby były jasno określone zasady dotyczące jedzenia słodyczy i innych niekoniecznie zdrowych przekąsek. Ułatwia to życie i rodzicom i dziecku.

Obecnie pofolgowaliśmy sobie co nieco w temacie dnia (dni) słodyczowego, ale musimy do tego wrócić.

6. Szafka pełna słodyczy – oj nie, nie

Sama wiem, że jeśli ta najfajniejsza szafka w kuchni jest pełna, to ciężko mi przejść koło niej obojętnie. Dlaczego w takim razie ma ona kusić moje panny mniej niż mnie? Staram się wiec nie dokupować na bieżąco słodyczy. Wolę, jak wiatr hula między półkami tej konkretnej szafki, a na pytanie o coś słodkiego, mogę odpowiedzieć (zgodnie z prawdą), że nie ma, a nie że wredna mama nie pozwala.

Realizację tego punktu skutecznie utrudniają babcie, które posiadają (i badania naukowe z pewnością niedługo to potwierdzą) detektory poziomu wypełnienia słodyczowych szafek.

7. Aktywność

W tym temacie żadnych spektakularnych przedsięwzięć wam nie przedstawię. Nasze panny to raczej artystyczne dusze, sport nie jest ich największą pasją. Nie oznacza to jednak, że się nie ruszają lub co gorsza, że na nieruszanie się im pozwalamy. Każdemu dziecku jakąś formę aktywności, która będzie go cieszyć można znaleźć.

Od przedszkolaka szukaliśmy dla Ja tego, co jej będzie się podobało i jednocześnie będzie dawało okazję do ruchu. W jej przypadku zatrybił taniec, granie w gumę, skakanie na skakance, rower, no i bieganie po podwórku, placu zabaw. Teraz, ponieważ ma szkołę muzyczną, na żadne dodatkowe ruchowe zajęcia nie chodzi, ale też zwolnień z w-f od nas nie dostaje, a po południu i w weekendy biega z dzieciakami pod blokiem.

Mi nie chodzi, Mi biega, jej akurat do ruchu namawiać nie trzeba.

Skoro Mi biega to jak sądzicie, jak się zachowuję nasza najmłodsza? Tak, tak, jest pierwszym dublerem starszej siostry i wszystko próbuję naśladować. Ba np. nie jeździ na spacery na wózku – wózek jedzie, jako transportowiec zakupów, a Ba idzie lub biegnie obok. W domu zaś ‚stoi’ zaparkowana hulajnoga, na której coraz lepiej sobie radzi.

pomidorki koktajlowe

Na koniec

To co moje dzieci jedzą, jak jedzą i kiedy jedzą zależy ode mnie. Dbanie o to, aby ich nawyki żywieniowe były właściwe, aby nie przyzwyczaiły się do podjadania non stop słodyczy, to mój obowiązek – tak to rozumiem. W naszym domy nie panuje jednak wojskowy dryl, lodówka na kłódkę nie jest zamknięta. Nasze dzieci nie mają problemów z nadwagą, dlatego nie musimy sięgać po jakieś radykalne środki, czy diety. W związku jednak z tym, że są to panny, które należą do klubu „jedzonko jest fajne” trzymamy po prostu rękę na pulsie i staramy się, aby to co jedzą i ile jedzą było z sensem. Nie gryzie się to, moim zdaniem, z tym że wsuwamy czasem jedyną słuszną szarlotkę lub ulubione lody domowej roboty.

Ciekawa jestem czy Wasze dzieci to też te kochające jedzonko, czy macie niejadki? Może macie jakieś swoje sposoby na „odganianie” albo „zaganianie” do jedzenia? Chętnie poznam Wasze metody, sztuczki i podstępy.

 

Pin It on Pinterest

Share This