pająk z Roztocza

Roztocze uwielbiamy. Roztoczy nie znosimy. Na Roztocze zawsze wyjeżdżamy z przyjemnością. Od roztoczy się odgradzamy i walczymy z nimi jak potrafimy. Małe i wredne roztocza.

Cholerne roztocza

Małe, malutkie, a właściwie nawet niewidoczne. Wredne tak, że sąsiad urządzający regularnie głośne imprezy, kierowca podstępem parkujący na miejscu, w które chcemy wjechać i upierdliwy szef razem wzięci wymiękają. Roztocza – wielu je bagatelizuje, jakiś  tam katarek i tyle. No i błąd, bo jak przekonujemy się na własnej skórze ( a właściwie na skórze naszej córki) mogą skutecznie utrudnić i uprzykrzyć życie.

Moglibyśmy w tym miejscu stworzyć niezły elaborat opisujący całą historię naszego zmagania się z alergią od pierwszych dni życia naszej córki, ale nie o smętne opowieści tu chodzi. Chcemy się podzielić tym, co sami odkryliśmy, że jest ważne w tym temacie i co można zrobić, jeśli u dziecka pojawiają się objawy alergii na roztocza.

Trzy wytyczne

Po pierwsze  – nie bagatelizuj.

Zacząć się może niewinnie, od niewielkich zmian na skórze, kataru w okresie grzewczym. Kusi w takim momencie „nic nierobienie” bo to taka błahostka, a kolejki do alergologa są jakie są. Warto się jednak zmobilizować i dla spokoju sumienia dotrzeć do dobrego alergologa, bo być może na katarze lub niewielkich zmianach  się zacznie i skończy, ale równie dobrze może to przerodzić się np. w astmę.

Po drugie – zainwestuj czas, a jak to nie wystarczy, to i pieniądze, żeby trafić do DOBREGO alergologa.

Zanim udało nam się znaleźć alergologa dziecięcego, który w naszym odczuciu ma jakiś pomysł na leczenie naszej córki, minęło sporo czasu. Na początku trafiliśmy na lekarza (alergologa, żeby nie było), który przepisał jej syrop nie dotykając jej podczas wizyty nawet obuszkiem najmniejszego palca – jakaś taka innowacyjna forma leczenia na odległość. Problem z alergią niestety nie zniknął pod wpływem tej nowatorskiej metody leczenia, a wręcz przeciwnie nasilał się coraz bardziej. Dlatego namawiamy –  nawet wtedy, kiedy Twoje dziecko jest pod opieką specjalisty, nie zwalniaj się z myślenia, jeśli coś Ci nie pasuje, to szukaj dalej.

Po trzecie – leki to nie wszystko.

My dorośli robimy to tak: leci nam coś z nosa, oczy łzawią, to podejdziemy do apteki i kupimy coś tam na alergię i git i wydaje nam się, że sprawa zakończona. Dzieciom może nie odważamy się nagminnie podawać różnych specyfików bez konsultacji z lekarzem (przynajmniej mam taką nadzieję), ale po wykupieniu recept często myślimy, że mamy problem z głowy. A to tak nie działa. Fakt faktem też, że nie każdy lekarz zwróci uwagę, co można poza lekami zrobić, aby zwiększyć komfort funkcjonowania na co dzień małego alergika. A można  i to sporo. Co my zrobiliśmy i nadal robimy poza stricte leczeniem?

Plan walki

1. Pochowaliśmy do zamkniętych szafek co się tylko dało, szczególnie w pokoju naszych córek. Żadne książki, pluszaki, zabawki i klocki nie leżą na odkrytych półkach. Przez to gromadzi się mniej kurzu, a i zdecydowanie ułatwia to sprzątanie.

2. Pozbyliśmy się dywanu, dywaników, kwiatków, zasłon. Wiem, może się wydawać, że smutno mieszkać w takim pustawym wnętrzu. Ale wiecie co? Ja osobiście mam to w nosie, bo dzięki temu mojemu dziecku funkcjonuje się zdecydowanie lepiej.

3. Zapomnieliśmy o definicji sprzątania, jaką mieliśmy w głowach do tej pory ( zarówno co do intensywności, jak i częstotliwości). Sprzątanie w domy, gdzie jest mały alergik, to coś zupełnie innego, niż „lekkie ogarnięcie”. Teraz wiąże się ono nierozłącznie z mokrą ścierą i docieraniem z nią do każdego zakamarka, każdego szczebelka, każdej listewki itp.  Ale po raz kolejny powtórzę – warto, bo to działa.

4. Zajęliśmy się łóżkiem naszej córki. Łóżko to idealne miejsce do rozwoju roztoczy, a nasza dziewczyna chcąc nie chcąc styka się tam z nimi przez wiele godzin podczas snu. Od dawna używaliśmy dla niej pościeli z wypełnieniem syntetycznym, więc tu było niby wszystko w porządku, ale jednak za mało w porządku. Odkąd więc wydaliśmy swoją prywatną wojenkę roztoczom, staramy się prać pościel (kołdrę i poduszki, a nie tylko same poszewki) najrzadziej co dwa tygodnie.  Idealnie jest co tydzień. Uciążliwe jest to jak nie wiem co zwłaszcza, że jak na razie nie posiadamy suszarki bębnowej, no i pościel zdecydowanie szybciej się zużywa, ale naprawdę są tego efekty. Komfort spania naszej córki, odkąd zaczęliśmy regularnie i często prać jej pościel jest zdecydowanie większy. Pozostał jednak materac, którego przecież uprać się nie da. Buszując po sieci i szukając wsparcia u wujka google w naszej nierównej walce z alergią i roztoczami, natrafiliśmy na informację o specjalistycznych pokrowcach na pościel i materace dla alergików. Na nasze szczęście i w najlepszym z możliwych momencie (autentyczna historia to jest, NAPRAWDĘ) otrzymaliśmy możliwość przetestowania pokrowca na materac firmy SOVA i jesteśmy bardzo ciekawi efektów. Nie mogliśmy nie skorzystać, a wkrótce napiszemy o wynikach naszych testów.

Na koniec

Nie traktujcie mojej notatki proszę, jako próby podania gotowej recepty na postępowanie z każdym alergikiem. Nie jestem ani lekarzem, ani wielkim znawcą tematu od strony naukowej. Wiem jednak że w prawie każdym domu jest mały alergik i chciałam Was zachęcić do działania, bo da się wiele zrobić. Ja po czasie niewiary w to, że możemy coś skutecznego osiągnąć z tym dziadostwem, nabieram nadziei, że uda nam się tę wojnę w końcu wygrać i wszystkim rodzicom alergików też tego życzę.

 

PS Wpis jest wynikiem współpracy z firmą SOVA. Aaaa i oczywiście i treść i wszystkie opinie są nasze.

Pin It on Pinterest

Share This