zegar we wrocławiu

Mam talent mamo, tylko co dalej? Czas wolny czy zajęcia? Co wybrać? Przerabiacie to już? My trochę tak. Obowiązek rozwijania talentów własnych dzieci i ograniczoność rzeczywistości.

Talenty

Dylematy to nieodłączna część życia, a odkąd pojawiły się dzieci to ich ilość mocno wzrosła.

Powinniśmy zapisać już Ją na angielski, bo będzie odstawała od dzieci z klasy- wszystkie już gdzieś się uczą…

Zobacz, jak On świetnie to narysował, chyba trzeba poszukać zajęć plastycznych….

W sobotę są takie fajne warsztaty w muzeum, warto by pójść z dziećmi…

Pani od muzyki powiedziała, że nasza córka ma świetne ucho, sprawdź gdzie jest w pobliżu szkoła muzyczna…

Odnajdujecie się w którym z tych zdań? Bo ja tak i to nie tylko w jednym :)

Balet

Z Ja przechodziliśmy kilkuletnią przygodę z baletem. Zaczęło się przypadkowo, a potem okazało, że bardzo to polubiła, że ładnie się porusza, ma odpowiednią budowę. I nie wiadomo kiedy to się stało, że biegałam trzy razy w tygodniu po nią do szkoły, gnałyśmy coś zjeść na mieście i na zajęcia. Moje czekanie 1,5 – 2 godziny, potem powrót do domu kolejne 40 minut. Moje popołudnia trzy razy w tygodniu nie istniały, ale skoro ma talent…

Kiedy na świat miała przyjść Ba wiedzieliśmy, że moje ganianie jak dotychczas, ale  dodatkowo z niemowlakiem to już poziom absurdu, którego nie jesteśmy w stanie zaakceptować. Ale szkoda, tyle godzin poświęconych, to może zapłacimy komuś, żeby zawoził i przywoził Ja? Tak…

W końcu Ja sama stwierdziła, że chciałaby spróbować też coś innego i tak przygoda z baletem się urwała (jak na razie, kto wie?). Ale nam długo jeszcze było szkoda.

Obowiązek

Rzeczony balet to tylko jeden z epizodów naszego zmagania się z tematem „obowiązku rozwijania talentów swoich dzieci”. Ja ma talent do tańca, świetny słuch muzyczny, super śpiewa i nieźle pisze. Mała Mi już jako 3-latka zadziwiała nas swoimi rysunkami, teraz rysuje praktycznie codziennie i robi to – nie tylko naszym zdaniem – w sposób, który Ją wyróżnia na tle rówieśników. Do tego też sobie nieźle radzi z dźwiękami.  A Ba  – to jeszcze zobaczymy, ale już podśpiewuje piosenki Ani Brody i cóż… Też trafia w odpowiednie dźwięki.

 

Do tego dochodzi presja, którą czuję na plecach, że przecież przydałby się angielski, bo skoro większość koleżanek i kolegów Ja już gdzieś się dodatkowo uczy…

Kwestia  zajęć pozalekcyjnych wałkowana jest często i zawsze z perspektywy dobra dziecka. Żeby nie przedobrzyć, wybierać to, co dziecko interesuje itp. A mnie od dłuższego czasu nurtuję pytanie: A co z rodzicami? Co z dobrem rodziców w tym temacie? Bo popatrzcie. Mam trzy panny (pomijam w tej chwili fakt, że Ba jest jeszcze troszkę maława:). Każda z nich ma swoje talenty, które dosyć wyraźnie się uzewnętrzniają. Jeśli teraz chciałabym zapewnić każdej z nich jakieś zajęcia, które te talenty by rozwijały, to praktycznie  i ja i Tomek powinniśmy zamienić się w automaty obsługujące dzieci. Kraków i pewnie każde duże miasto, niestety ma to do siebie, że wszędzie trzeba dojechać, nie da się dojść w 10 minut. Zajęcia godzinne, to nie są zajęcia godzinne, tylko pół godziny dojazdu w jedną stronę,jeśli nie więcej,  godzina zajęć i pół godziny w drugą stronę. A doba ma podobno 24 godziny…

zegar we wrocławiu

Granica

Moje pytanie więc brzmi: gdzie nasze prawo do realizowania swoich planów i pomysłów, ogarnięcia codzienności? Nie mówiąc już o tak abstrakcyjnym pojęciu, jak odpoczynek?

Żebyście mnie dobrze zrozumieli – ja z tych, co nosem się będą podpierać, ale skoro coś jest z korzyścią dla moich dzieci, to podeprę się i uszami, zapomnę o potrzebie snu, ale im to będę starała się zapewnić. Tylko czy tak powinno być? Czy naprawdę rodzice powinni rezygnować z tak wielu ważnych dla siebie rzeczy, żeby dzieciom zapewnić możliwość takich, czy innych zajęć?

Wnioski

Nasze zmaganie się już 7-letnie z tym tematem zaowocowało kilkoma wnioskami:

– nie jest tak, że jeśli dziewczę nasze ma do czegoś talent i w wieku przedszkolnym nie będzie już rozwijało tego talentu na takich, czy innych zajęciach, to ten talent „zmarnuje się”

– zajęcia zorganizowane wcale nie są jedyną sposobnością do rozwijania talentów – dlaczego rysowanie przedszkolaka w domu ma być mnie rozwijające, niż rysowanie na zajęciach plastycznych?

– trzeba mądrze wybierać zajęcia – jeśli wkładamy już swój trud i czas w dowożenie na nie dziecka, niech to będzie coś naprawdę wartościowego, a nie przeciętnego. a jeśli są to „takie sobie ” zajęcia, to trzeba je organizować jak najbliżej domu

– czasami warto poczekać do czasu, aż dziecko będzie na tyle samodzielne, że samo dojdzie (dojedzie) na zajęcia i z nich wróci

– nie wpędzać się w poczucie winy, że wyrządza się krzywdę dziecku, jeśli znajdziemy super zajęcia, ale dowiezienie dziecka na nie jest niewykonalne logistycznie – to piszę do siebie w pierwszej kolejności

Złoty środek?

Na chwilę obecną Ja chodzi do szkoły muzycznej – gra na skrzypcach. Szkoła jest prywatna, płacimy za nią co miesiąc czesne, ale jest blisko szkoły Ja i to jest jej wielka zaleta. Ja po szkole idzie sama do muzycznej, a potem wraca tramwajem do domu. W ten sposób ona rozwija swój talent, a my nie zarzynamy się „obsługą” tego rozwoju.

skrzypce

Małej Mi, zdecydowaliśmy po doświadczeniach z Jej starszą siostrą, aby nie zapisywać na żadne zajęcia poza przedszkolem, aż do tego roku szkolnego. I dopiero od września chodzi na tańce w domu kultury, który znajduje się 10 minut piechotą od naszego mieszkania. I oczywiście rysuje i rysuje…

pingwiny z Madagaskaru wersja Mi

Pingwiny z Madagaskaru w wersji naszej Mi

W ten sposób mamy szanse na pobycie razem choć trochę i nie czujemy, że nic innego nie robimy tylko „obsługujemy” młodociane towarzystwo.

Pin It on Pinterest

Share This