mama i córka

Kocham swoje dzieci, ale oprócz nich w moim życiu powinno być miejsce dla mnie i na moje potrzeby. Dzisiaj ogłaszam program naprawczy.

Granica

Należę do tej kategorii matek, które mają trudność w zachowaniu zdrowej granicy w poświęcaniu siebie dla dzieci. Piszę to naprawdę bez kokieterii. Zazdroszczę tym kobietom, które pomimo posiadania dzieci, obdarzania ich uczuciem i troską, mają w sobie dawkę zdrowego egoizmu, które potrafią zachować odpowiednie proporcję pomiędzy macierzyństwem, a przestrzenią tylko dla siebie. Ja muszę się tego stale uczyć i łajać za każdym razem, kiedy ewidentnie tę granicę gubię. Jeśli bowiem zaczynam się zapominać i przeistaczać w byt pt. Jestem matką, to nikomu nie wychodzi to na dobre. Prędzej, czy później dopada mnie frustracja, która przelewa się na wszystkich naokoło. Oczywiście najbardziej obrywają ci, którzy są najbliżej, czyli o dziwo dziewczyny. Ot paradoks.

5 punktów

Długo można by tutaj dywagować nad przyczynami takiej, a nie innej mojej natury. Pewnie w dużej mierze jest to wynik wzorca wyniesionego z domu rodzinnego, ale nie o tym chcę dzisiaj Wam opowiedzieć. Dzisiaj chcę spisać pięć moich niedzieciowych postanowień, które chciałabym zrealizować w najbliższym czasie. Można to nazwać taką swoistą formą terapii dla ześwirowanej mamuśki ;)

mama i córka

Warunek, jaki owe postanowienia miały spełniać, był tylko jeden: ani w bezpośredni, ani w pośredni, ani w jakikolwiek inny sposób nie mogły one dotyczyć  moich córek. A więc:

1. Wyjazd wakacyjny z Tomkiem, bez dziewczyn. Wszystko jedno kiedy i gdzie, choć marzy mi się wschód słońca oglądany w drodze na Tarnicę.

2. Kilka dni, nawet weekend we własnym domu bez dzieci. Wiecie: spanie do 10.00, jedzenie byle czego, czytanie książek w pidżamie i wcinanie czekolady. Tak wiem, błysnęłam polotem :) A to wszystko najlepiej w towarzystwie Tomka, jego terapia nie obejmuje. Co prawda jeszcze nie wiem komu zostawię moje panny na głowie, ale coś spróbuję wymyślić . Chyba, że ktoś jest chętny?

3. Rower – wiem, wiem od razu będą co najmniej dwie chętne na wspólne wycieczki, ale myślę o nim głównie w kategorii wypadów tylko i wyłącznie w towarzystwie własnych myśli. Wróć – będą trzy chętne, bo przecież Ba z pewnością zauważy możliwość zamontowania fotelika.

4. Zapisać się na jogę. Poszukać zajęć, gdzie kategorycznie dzieci poniżej 12 roku życia nie przyjmują! To tak, aby terapia mogła być bardziej długofalowa, a nie jedynie okazjonalna.

5. Zacząć regularne szlajanie się  z przyjaciółkami po kawiarniach, galeriach itp. Spokojnie nie mam tych przyjaciółek zbyt wiele, właściwie to dwie, w tym tylko jedną w Krakowie, więc zejście na złą drogę raczej mi nie grozi. Myślę, że konieczne tu będzie wyznaczenie twardych terminów, żeby żadne dzieciowe sprawy niecierpiące zwłoki nie były w stanie nam przeszkodzić.

Idąc na całość, w ramach tego punktu, po cichu planuję wypad w góry z warszawską psiapsiółką. Muszę jedynie poczekać, aż pewien kilkumiesięczny jegomość przestanie być jej ściśle integralną częścią. Także wiesz Renata – szykuj się ;)

Bieszczady

Bieszczady jeszcze raz

Podsumowując …

Wiem, wiem żadnych spektakularnych planów tutaj nie przedstawiłam. Jakoś wizja samotnej wyprawy po dżungli mnie na razie nie nęci, a dwa tygodnie na leżaku za murami pięciogwiazdkowego hotelu  to nie dla mnie – na razie. Kiedyś, kto wie? Na tę chwilę wystarczy mi spełnienie moich pięciu punktów.

To jak tam, czy ktoś przyzna się, że też bywa zbyt matką (ojcem), a za mało sobą?  A może udaje się wam zachować  zdrowe proporcje? Jak macie jakieś sprawdzone pomysły, które pozwalają wam utrzymać właściwą autonomię od dzieci, to chętnie je poznam i skorzystam. Są przecież różne grupy wsparcia, to dla „zbyt matek” też można by taką stworzyć :)

 

Pin It on Pinterest

Share This