tramwaj krakowski

Jeżdżąc tramwajami dobitnie uświadamiam sobie, że przychodzi taki czas, gdy nie wystarczy być i czekać. Rodzice muszą wtedy samodzielnie zacząć stwarzać okazje. Po to, aby mieli miejsce w świecie swoich nastoletnich dzieci.

Czasem podsłuchuję

Lubię jeździć po Krakowie tramwajami. Można pomyśleć, poprzyglądać się ludziom, ich spojrzeniom, gestom no i nie trzeba szukać miejsca do parkowania. Bardzo chętnie obserwuję grupki nastolatków, w wieku mojej najstarszej córki jadących ze szkoły, na zajęcia. Zazwyczaj są wtedy na luzie, nie krępują się swobodnie rozmawiać używając języka, jakim posługują się między sobą, gdy dorośli nie słuchają. Zazwyczaj są głośni, czuję się więc rozgrzeszona z tego, że słyszę o czym i w jaki sposób rozmawiają.

Czasami są to normalne rozmowy nastolatków, czasami jednak można usłyszeć, jak 13- latek opowiada koledze o kretynce starej i palancie ojcu.  Cieszy się, że udało mu się wykiwać starą, opowiada, jak stary się znowu czepiał, opisuje kłótnie, trzaskanie drzwiami i zamykanie się w swoim pokoju. Mnóstwo w tych słowach pogardy, złości, drwiny, a gdzieś na dnie zagubienia i smutku.

Najłatwiej popatrzeć wtedy z oburzeniem,  pomyśleć, że to niedopuszczalne, jak tak można i najlepsze – ach ta dzisiejsza młodzież! Mi jednak robi się smutno, gdy słyszę takie rozmowy. Co musiało stać się z relacją tego młodego człowieka i jego rodziców? Tak po prostu nagle z dobrego dziecka wyrósł krnąbrny, arogancki nastolatek? Ja w to nie wierzę.

Słabnący obowiązek bycia

Kiedy nasze dzieci są niemowlakami są w nas takie pokłady bezwarunkowej miłości do nich, że całymi dniami możemy tylko o nich mówić i o nich myśleć. Przedszkolakom zapewniamy kreatywne zabawy, rozwijające zajęcia, szukamy wskazówek jak wychowywać. Jest w nas ciągle dużo zaangażowania.

Z czasem, kiedy dziecko dorośleje, staje się coraz bardziej samodzielne, rodzice  zaczynają zwalniać się z obowiązku bycia. Przecież do szkoły dojedzie samo, lekcje odrobi, czas sobie zorganizuje. Nie przyjdzie już jak kilkulatek i nie będzie jęczało: mamo pobaw się, tato poczytaj, zostaw ten komputer, choć na rower. Wręcz przeciwnie będzie zadowolone, że rodzice się nie wtrącają, kasę na obiad weźmie i krzyknie, że wróci o 15.00. A ojciec, matka mają ciut więcej czasu, żeby ogarnąć pracę, młodsze dzieci i pierdyliard innych obowiązków. I wcale nie kpię, bo sama wiem, jak łatwo połakomić się na te plusy usamodzielniania się nastolatka. Ale jak powiedział klasyk są plusy dodatnie i plusy ujemne.

Stwarzaj okazje

Garstka standardowych pytań: odrobiłaś lekcje? co w szkole? obiad zjadłaś? I dalej standardowo: no, to idź się pouczyć, a potem rodzice do swoich obowiązków, a nastolatek do swojego pokoju. Łatwy i wygodny schemat tylko, że po pewnym czasie nie wiemy już co tak naprawdę słychać u naszego nastolatka, o czym myśli, co przeżywa, stajemy się sobie obcy. A od tego do „stara” i „palant” tylko krok, wystarczy jedna, czy druga sytuacja konfliktowa. A takich – uwierzcie – nie braknie. Nie ma więzi, nie ma relacji, nie ma na czym bazować, kiedy trzeba się ścierać.

Małe dziecko wyprosi, a czasami wręcz wymusi,  żeby rodzice poświęcili mu swój czas i uwagę. Nastolatek tego już nie zrobi. Jeśli zostawimy inicjatywę tylko po jego stronie, możemy być pewni, że nasze relacje będą się coraz bardziej rozluźniały. Dlatego rodzic musi ciągle szukać sposobności do rozmowy, stwarzać okazję do zwierzeń, chichotów ze szkolnych wygłupów i wypłakania się, bo koleżanka zawiodła, a kolega okazał się … . Rodzic musi ciągle zabiegać o wspólnie spędzony czas, a nie jest to proste, bo konkurencja w postaci słuchawek, tabletu i rówieśników jest silna.

Własny świat, z nami

Już 12, 13-latkowie buntują się i negują wartości rodziców i jest to normalne, choć wcale nie łatwe. Chcą sami tworzyć swój system wartości. Nie chcą bazować tylko na tym, że mama czy tata powiedzieli, jak trzeba postępować, chcą sami być do tego przekonani. Chcą budować swój własny świat. Od rodziców zależy czy znajdzie się w tym świecie miejsce dla nich, czy zostaną poza jego granicami, jako „stara” i „palant”.

Przysłuchując się tramwajowym rozmowom rówieśników mojej Ja, modlę się o to, żeby nigdy o mnie z taką pogardą nie pomyślała. Pewnie wiele razy będzie jeszcze zła na mnie z powodu kolejnej sprzeczki, wyżali się koleżance na nierozumiejącą jej matkę czy zbyt zasadniczego ojca, ale mam nadzieję, że siła naszej relacji nie pozwoli jej wyrzucić mnie poza jej własny świat.

Pin It on Pinterest

Share This