zachód Słońca

Matka wariatka myśli. Układanie układanki nie musi być łatwe. Wyjmujesz jeden fragment i musisz przebudować dwadzieścia pięć innych. Jest o czym myśleć, choć lepiej byłoby zadziałać.

Wakacje, kot(ka) i pies

Wakacje. Matka wariatka siedzi sobie czasami i rozmyśla. Dzieci chwilowo wolą ponad jej osobę, towarzystwo psa i kota. Kota, który ostatnimi czasy okazał się kotką i chowa się teraz z młodym kociakiem po dziurach, a dzieci go tropią. Matka ma więc chwilę, żeby pomyśleć nad czymś więcej, niż tylko o tym, co na kolację i kto pierwszy do wanny. Siedzi więc matka i rozmyśla. O sobie. O dzieciach czasowo sobie zakazała. Matka wariatka ma generalnie problem z wyczuciem równowagi pomiędzy „o sobie” i „o dzieciach”, dlatego dokonała takiego radykalnego postanowienia. To jak z TV, jedni będą potrafili zachować odpowiednie proporcje w gapieniu się w szklany ekran posiadając owe pudło, inni żeby nie spędzić większej części swojego życia przyklejonym do pilota powinni podjąć decyzję o dobrowolnym pozbyciu się tej zdobyczy cywilizacji.

 

pieskotek

Myślenie

Siedzi matka i myśli. O sobie. Hmmm. O sobie w kontekście swoich dzieci. Z powodu braku komisji weryfikacyjnej, matka nie przejęła się, jak na razie, ewentualnym zarzutem niezgodności tematu rozmyślań z postanowieniem.

Puzzle

Matka wariatka ostatnio dokonuje przegrupowania w swojej głowie. Doszła bowiem do wniosku, że układanka w czeluściach jej mózgu jakoś nie wygląda na kompletny obrazek, dlatego wyjmuje jeden element, ogląda uważnie, wkłada go gdzie indziej i patrzy. Patrzy, czy teraz obrazek jest bardziej „ułożony” . Wyciągnęła matka fragment układanki pt. moje życie i drugi fragment pt. dzieci. Im dłużej przygląda się matka wariatka tym fragmentom układanki, tym bardziej dochodzi do wniosku, że nie są one na odpowiednich miejscach.

układanka

Motyle

Bieszczady. Mała, piękna, zabita dechami wioseczka. Matka wariatka odczuwa dziwne motyle w żołądku, a język mimowolnie chce powiedzieć: mogłabym tu mieszkać. Ale… Ale odpowiednia układanka w głowie matki od razu zaczyna drgać nerwowo. Co ze szkołą, a lekarz, a rówieśnicy, a skrzypce, a możliwości, a raczej ich brak, a…. Motyle zostają wypędzone, a język poskromiony.

zachód Słońca

Przy okazji

Matka siedzi i myśli. A może by tak jednak element pt. dzieci przesunąć troszkę dalej, niewiele, ale troszkę, a bliżej włożyć fragment moje życie? Czy wtedy poszczególne elementy przypadkiem nie pasowałyby bardziej do siebie, a obrazek z nich ułożony nie nabrałby właściwszej formy?

Matka wariatka duma. Duma, czy nie przejść na wychowywanie dzieci „przy okazji”. Nie, nie jest to jakaś nowatorska, wymyślona przez amerykańskich naukowców metoda wychowawcza, gwarantująca same sukcesy. To wynik wakacji, zachwytu dzieci kotem i psem i wolnego czasu, który matka wariatka przeznacza na rozmyślanie. Wychowywanie dzieci „przy okazji”, czyli moje życie jest bardziej moje, niż moich dzieci. Czyli decyzję jak chcę żyć, gdzie chcę żyć, z kim chcę żyć (mężu matki wariatki  nie bój się, chodzi o sąsiadów) podejmuję bardziej ze względu na siebie, a nie dzieci. Dzieci biorę pod pachę i zabieram do takiego życia, jak chcę żeby ono wyglądało. I tam szukam wszystkiego, co mogę im dać najlepszego, z całą wariacką miłością matki wariatki. Tak właśnie matka rozmyśla ostatnio, że nawet jeśli oznacza to zmniejszenie, wróć zmianę, wachlarza możliwości, to matka ma do tego prawo, bo to życie matki. Dzieci decyzję gdzie, z kim i jak będą miały jeszcze okazję podejmować.

I w tym momencie matką zaczynają szarpać wątpliwości. Czy matka wariatka popada w egoizm, do tego próbuje go w pokrętny sposób tłumaczyć i usprawiedliwiać? Czy może matka wariatka powolutku wdraża leczenie, które spowoduje, że przestanie być taką wariatką?

 

 

 

 

Pin It on Pinterest

Share This