telefon smycz i plan lekcji

Rodzice i dzieci to skomplikowany ekosystem. Im dzieci większe, tym większa różnorodność we wzajemnych relacjach. Pomysłów na ich kształtowanie pewnie tyle, co gwiazd na niebie.

Pomysł po lekcjach

Kiedy Ja dzwoni po lekcjach i muzycznej, żeby się zameldować, to z dużą dozą prawdopodobieństwa muszę naszykować się na atak:

Mamusiu, bo wiesz…

No co Ja – mów, bo Ba właśnie sama wdrapuje się na fotelik

Bo wiesz… Wracamy z X (tu należy wstawić odpowiednio jedno z trzech, czterech imion żeńskich, ulubionych koleżanek Ja). No więc wracamy z X i tak myślę, czy wiesz…

Ba – zostaw ten kubek, bo się poparzysz! Ja do sedna – plisss

Bo wiesz, dzisiaj jest jedyny, ale to najbardziej jedyny dzień, kiedy mogłybyśmy się spotkać. Możesz zadzwonić do mamy X i się umówić? Prooooooszę

Ale jak to się umówić, do nas, do X, kiedy, jak?

No właściwie wszystko jedno, ale zadzwonisz, tylko szybko, bo jedziemy tramwajem i jesteśmy już niedaleko

smycze plan i telefon

Nie będę czarować i pisać, że w tym momencie zawsze pada z moich ust: nie ma sprawy, oczywiście kochanie, już dzwonię. Czasami z powodów obiektywnych taki pomysł w danym dniu to kompletny odpał, a czasami daje sobie prawo, żeby zwyczajnie w świecie nie zgodzić się, bo mam na dany dzień dość i wizja Ja piszczącej w swoim pokoju z koleżanką X oraz Mi i Ba uwieszonych przy drzwiach i jęczących: „możemy wejść” – to po prostu za dużo.

Ale w większości przypadków, kiedy Ja chce się spotkać z koleżanką, zaprosić ją na noc, albo ona zostaje zaproszona na nocne pogaduchy, staram się tak pokombinować, żeby pomysł doszedł do skutku i realizacji. Właśnie teraz Ja baluje u koleżanki na piątkowo – sobotniej imprezce trzech klasowych psiapsiułek.

Dlaczego?

Z czasów moich 11-lat, pamiętam kilka koleżanek, które zawsze miały problem, żeby się umówić. A na pytanie dlaczego nie mogę, słyszały od rodziców: „bo tak”, albo „ba ja tak mówię”. Nie mogłam zrozumieć, ale dlaczego? Ja byłam w tej komfortowej sytuacji, że mama pozwalała mi na dużo, nigdy nie czułam na sobie rodzicielskiej smyczy. Właściwie nie musiałam pytać, czy mogę się spotkać z koleżanką, raczej ustalałyśmy kiedy i do której. I chyba taka doza swobody nic złego mi nie uczyniła.

smycz plan i telefon

Teraz też czasami Ja przychodzi i nie rozumie, dlaczego mama X lub Y nie pozwala się Jej spotkać z koleżanką. Jakoś argument, BO LEKCJE – Jej nie przekonuje. Może dlatego, że  dla nas faktycznie lekcje, to nie centrum wszechświata?

Dlatego

Dlaczego stawiam na dużą swobodę w kwestii spotkań z koleżankami? Z kilku powodów:

Stawiam na relację partnerską z Ja. Ma już panna swoje 11 lat i staram się z Nią rozmawiać jak z człowiekiem, a nie jak z dzieckiem. Dlatego odpowiedź „bo nie”  w moich ustach nie gości, choć pokusa czasami jest :). Jeśli już odmawiam, to powód podaję kawa na ławę. Oczywiście, że i tak jest on niesprawiedliwy i krzywdzący w oczach mojej ulubionej 11-latki, ale cóż, przynajmniej prawdziwy. A dzieciaki niczego tak nie wyczuwają, jak ściemniania.

Takie podejście do obecnie BARDZO WAŻNEJ sfery Jej życia traktuję jako inwestycję w naszą relację. Mam nadzieję, że pokazuję Ja, że nie jestem autorytarną matroną roztaczającą absolutną władzę nad nią – małoletnią. Mam nadzieję, że będzie to procentowało, choćby Jej zaufaniem do mnie.

telefon smycz i plan lekcji

Nie mam zamiaru ograniczać świata Ja do szkoły, lekcji i stopni. Jakoś już tak jest, że mamy z Tomkiem duże przeświadczenie, że tego, co tak naprawdę przyda się Ja w życiu, nauczy się w relacjach z nami, z siostrami, z koleżankami, doświadczając otaczającego świata, a nie zgięta nad zeszytem.

I argument ostatni – bo uwielbiam sprawiać radość mojej córce i uwielbiam słyszeć Jej pisk, kiedy dochodzi do skutku coś, na czym Jej bardzo zależy…

 

Pin It on Pinterest

Share This