książki szkolne 6 klasa

W prima aprilis 2015 wybieramy się na egzamin. Teoretycznie tylko sprawdzian, a w praktyce pewnie kolejny etap rekrutacji. Tylko nie miejmy pretensji do dzieci, bo to nie ich wybór. Egzamin, którego nie da się nie zdać, a od którego wiele zależy. Szczurki zapraszamy na start.

Teoria

Od jakiegoś czasu temat sprawdzianu szóstoklasistów zaczął mnie żywo obchodzić. Nie wiem właściwie dlaczego, bo przecież fakt, że nasza najstarsza córka w tym roku kończy szkołę podstawową nie ma tu nic do rzeczy ;)

Sprawdzian szóstoklasisty – teoria:

W teorii jego wyniki powinny być dla rodziców wskazówką, z którym przedmiotem egzaminacyjnym dziecko radzi sobie najlepiej.

W teorii powinien być obiektywną, ale nie najważniejszą informacją o uczniu dla nauczyciela szkoły podstawowej.

W teorii powinien być wstępną  informacją dla nauczycieli gimnazjum o posiadanych umiejętnościach i wiedzy pierwszoklasistów.

źródło: http://www.cke.edu.pl

W dodatku nie da się go nie zdać.  Wizja więc jest całkiem przyjemna: rodzice dostają wskazówkę w jakim kierunku podążają zainteresowania ich dziecka, nauczyciele mają obiektywną weryfikację swoich metod pracy i mogą je udoskonalać, a nauczyciele z gimnazjów mogą lepiej poznać swoich przyszłych uczniów. Tyle co do założonego celu, dla którego dzieciaki sprawdzian piszą.

Rzeczywistość

A jak wygląda rzeczywistość? Do czego służy sprawdzian pisany na zakończenie szkoły podstawowej?

A no ja Wam powiem do czego. W realnej rzeczywistości naszej córki  i jej większości rówieśników sprawdzian służy: do DOSTAWANIA się do gimnazjum. Muszę Wam napisać, że o tych szczytnych założeniach, że zainteresowania, że udoskonalanie pracy nauczycieli, że poznawanie przyszłych gimnazjalistów usłyszałam, a raczej przeczytałam pierwszy raz przygotowując ten tekst. Dla uczniów, rodziców i nauczycieli w realnym świecie sprawdzian szóstoklasistów jest po to, aby dostać się do dobrych gimnazjów.

W małych miejscowościach, gdzie jest jedno gimnazjum sprawa wygląda nieco inaczej, bo bez względu na wyniki i tak z góry wiadomo, gdzie dziecko wyląduje. Ale wszędzie tam, gdzie gimnazjów jest choćby kilka sprawdzian stał się narzędziem selekcji. Lepsi do lepszego, gorsi do gorszego. A podobno celem tworzenia gimnazjów miało być wyrównywanie szans…

Tak, sprawdzian stał się narzędziem selekcji dzieciaków na tych zdolnych i tych mniej zdolnych. A jeśli jest selekcja, to każdy chce w niej wypaść jak najlepiej i ustawia się posłusznie na linii startu wyścigu szczurów. Się ustawia, a raczej jest ustawiany przez rodziców i nauczycieli.

Z jednej strony dorośli starają się przekonać dzieciaki, że to tylko kolejny sprawdzian, że mają się nie stresować, a z drugiej przez kilka miesięcy nauka jest podporządkowana przygotowaniom do sprawdzianu, nauczyciele wtrącają „motywujące” komentarze typu: no jak tak się będziecie uczyli, to na sprawdzianie…,  i jeszcze rodzice, którzy ciągle podkreślają wagę nauki SZCZEGÓLNIE w tym okresie. Dzieciaki słyszą A, a widzą B i nabierają przekonania, że dzieje się coś bardzo ważnego, coś co zaważy na ich przyszłości, coś co jeśli wypadnie źle, to będą mieć przechlapane.

Spirala została nakręcona

O presji, jaką czują szóstoklasiści przekonałam się ostatnio w rozmowie z moja córką. Kto nas czyta, ten wie, że mamy dokładnie sprecyzowane poglądy na temat szkoły, uczenia się i naprawdę nie wywieramy presji (możecie o tym przeczytać np we wpisie „Jak (nie)motywujemy do pracy szkolnej i dlaczego nie boimy się jedynek”). A mimo to nasza córka zaczyna tę presję czuć. Dzieciaki wzajemnie się nakręcają, straszą konsekwencjami nie dostania się do dobrego gimnazjum (choć pewnie sami nie wiedzą, co to dobre oznacza). I tak zaczyna funkcjonować ta spirala presji i strachu, która wciąga wielu. Zaczyna się obawa przed kompromitacją i rejonówką, jakby była ona miejscem karnego zesłania.

U źródła tej spirali stoją dorośli i to głównie rodzice. Pewnie większość z nich celowo i świadomie nie wywiera presji na swoje dzieci i nie „motywuje” straszeniem (choć pewnie i tacy są), ale jakoś tak wychodzi, że jednak tę presję na dzieci wywierają. Znam wielu fajnych rodziców szóstoklasistów, którzy sami siebie nakręcają sprawdzianem, nakręcają swoje dzieci, a przy okazji innych rodziców i inne dzieci. Kiedy ich spotykam zastanawiam się dlaczego? Czy uważają, że świat to nieustający wyścig szczurów i sorry, ale skoro życie takie jest, to chcę, żeby moje dziecko było zwycięskim szczurem? Czy presja, żeby ich dzieci dostały się do dobrych gimnazjów jest spowodowana autentyczną troską, czy skrywaną potrzebą posiadania dziecka, którym można się pochwalić, które będzie atrakcyjną wizytówką ich samych? Nie wiem. Wiem zaś, że 12 lat to wiek, w którym powinno się odkrywać pasje, rozwijać zainteresowania, szukać swoich mocnych  stron, a nie kalkulować, zliczać punkty i być obiektem selekcji.

Prima aprilis na poważnie

Sama jestem mamą szóstoklasistki i sama siebie zaczynam pytać, jaka powinna być moja rola w całym tym zamieszaniu, jakie naszą córkę czeka w najbliższych miesiącach. Presji jaka przychodzi do niej z zewnątrz nie jestem w stanie wyeliminować, ale mogę budować przeciwwagę. Mogę jak mantrę powtarzać, że będziemy obok, że będziemy wspierać, że mniejsza ilość punktów od tej, którą chciałaby dostać nie zrujnuje jej życia, że w gimnazjach rejonowych też można spotkać fajne i wartościowe dzieciaki, że ocena nie jest wyznacznikiem jej wartości.

Szóstoklasiści 1 kwietnia będą pisać sprawdzian z matematyki, polskiego i języka obcego. Ich rodzice też w pewnym sensie będą tego dnia zdawać egzamin. Oby jednym i drugim poszło jak najlepiej.

Pin It on Pinterest

Share This