Motylek i szpilki

Szaleństwo, herbatka, kocyk, patelnia i Kopiec Kościuszki. 5 niewiast i jeden chłop. A grunt to nie dać się przyszpilić.

Justyna:

Na wsi

W dzieciństwie spędzałam często wakacje u dziadków, na wsi. Pamiętam niedzielne popołudnia, kiedy babcia z dziadziem mieli w końcu wolną chwilkę. Siedzieli, drzemali, rozmawiali, pogłaskali kota, przeszli się po podwórku, zajrzeli do zwierząt, zagadnęli sąsiada przez płot…. A mnie i brata nosiło. Myślałam sobie wtedy: jak można tak nic nie robić, przecież to nuuuuda. Nas ciągle gdzieś gnało, chociaż jak to na wsi z czasów PRL-u możliwości nie było za wiele.

Jako troszkę starsza dziewczynka przyglądałam się swojej mamie. Gdy przychodziło „wolne” była tak zmęczona, że najchętniej czytała, dziergała, albo zerkała w telewizor. A ja zachodziłam w głowę, jak Ją ta bezczynność nie doprowadza do szału. Mnie ciągle gdzieś gnało.

Kraków czy Warszawa

W czasach studenckich kursowałam prawie co piątek z Warszawy do Krakowa, do Tomka. Jakoś nie lubiliśmy spędzać weekendów w stolicy, woleliśmy gród Kraka i towarzystwo Tomka współlokatorów – naszych przyjaciół do dziś.  Zawsze wpadliśmy na jakiś pomysł, co by tu podziałać. A to na narty wyskoczyliśmy zrywając się o 5 rano, a to robiliśmy grilla na balkonie przy kilkunastostopniowym mrozie, a to smażyliśmy górę naleśników i graliśmy w karty do bladego świtu. Potrafiliśmy też w środku nocy pozbierać z mieszkania wszystko, co się nadawało do zjeżdżania np. starą patelnię i pognać na piechotę pod Kopiec Kościuszki na wariactwa… Do dziś mam w głowie obrazek, jak Tomek przy świetle księżyca próbuje ominąć drzewa zjeżdżając ze stromej górki na tej patelni  i jak wszyscy na czworaka szukamy  w śniegu śrubki od okularów, która gdzieś się zagubiła. Swoją drogą – patent z patelnią – genialny. Radzę wypróbować :)

W tą niedzielę, gdy  zmywarka cicho szumiała poobiednio, a dziewczyny chwilowo nic od nas nie chciały, padliśmy na kanapę i Tomek stwierdził: nic mi się nie chce. Wtedy zapaliła mi się czerwona lampka w głowie. Halo, halo! Gdzie apetyt na coś szalonego? Gdzie pragnienie, żeby coś się działo? Gdzie głód doznań i wrażeń?

Tomek:

1 do 5

Dobra, może i pytanie padło takie, ale była to taka krótka chwila słabości. No po prostu każdemu przecież czasem się nie chce i już, a już szczególnie jak ktoś ma na głowie 3 córki, żonę i jeszcze do tego w gościnie mamę żony (a jakoś nie lubię słowa: teściowa) i nie ucieka z domu. Czuję się absolutnie usprawiedliwiony. W mojej sytuacji to jakaś wielka nagroda się należy. Superbohater by dostał. Daję radę i już i proszę o oklaski. Dziękuję.

Nie i koniec

Poważniej to myślę sobie, że nadal jesteśmy szaleni. Wciąż planujemy jakieś zmiany, wciąż marzymy, nie chcemy dać się przyszpilić. To jest dopiero szaleństwo. Śpimy po tyle godzin, że lepiej nie mówić. Startujemy ze wspólnym blogiem, zamiast grzecznie i statecznie spędzać wieczory drzemiąc, z herbatką i pod kocykiem radując się krótką chwilą ciszy po uziemieniu naszego stada. Nie dajemy się przyszpilić i koniec.

Motylek i szpilki

Motylek autorstwa naszej Mi, wykonany w ramach chorobowo-domowych ZPT-ów.

A patelnia, Kopiec Kościuszki, grill na mrozie czy góra naleśników hmm, a dlaczego by nie.

Moje wspomnienia

A sięgając pamięcią do czasów, kiedy wakacje, ferie także spędzałem u dziadków (swoich – wtedy nie znałem jeszcze Justyny) to ilość głupot jakie wtedy zwykle wraz z kuzynem wyczyniałem wystarczyłaby dla kilku dzieciaków. Nie tam jakieś fejsbuki czy tabletogranie. Na żywo, po polach, po łąkach, po lasach, z psem i bez. Dużo się działo, a wspomnienia zostały na całe życie. Brnąc dalej, to nie pamiętam obrazu mojej babci czy dziadka, którzy siedzą i nic nie robią, pamiętam natomiast rodziców, a w zasadzie mam obraz mojej mamy z niedzielnych popołudni. Tak, ona odpoczywała po całym tygodniu, po przygotowaniu obiadu, miała w końcu chwilę dla siebie. Mogła pozwolić sobie nawet na kilkugodzinną drzemkę.

I na koniec

Jeżeli kiedyś powiem więcej niż 3 razy w ciągu 2 dni, że nic mi się nie chce, że zostawcie mnie i dajcie mi spokój, że proszę o kocyk i meliskę to…  Każdy kto to usłyszy ma niezbywalne prawo wziąć wielki rozbieg i przymierzyć w mój tyłek najtwardszą częścią buta. Tak dla otrzeźwienia i powrotu na właściwe tory.

Hasło dnia:

Grunt to nie dać się przyszpilić, bo jak to napisał Jan Sztaudynger : stabilizacja motylka to szpilka.

Pin It on Pinterest

Share This