Szum telewizyjny

Szklana pogoda nie jest wyłącznie poetyckim epitetem autora tekstu piosenki. Kiedyś wieczorem idąc ulicą można było zauważyć mrugające zewsząd okna. Telewizja.

14 cali

Do napisania tej notki zainspirował mnie wpis umieszczony na blogu Nishki.

Zaraz po naszym ślubie żyliśmy (zamieszkaliśmy) bez telewizora. Było nam bardzo dobrze. Później (mniej więcej po roku) pojawił się – podarowany przez znajomych – stary czarno-biały odbiornik (chyba 14 calowy – tak, takie też były :) ). Wszyscy znajomi, którzy nas odwiedzali dobrze go pamiętają, ponieważ był dość charakterystycznym elementem wystroju wnętrza naszego małego gniazdka. Obraz w naszym telewizorze był – o dziwo – obrócony o jakieś 30 stopni. Wpadliśmy wtedy na pomysł – żeby nie nabawić się syndromu przechylonej głowy – podłożenia książek pod jego jedną stronę. Każdy kto do nas wchodził po raz pierwszy przecierał oczy i robił mocno zdziwioną minę widząc przechylony telewizor :). Oczywiście poziom technologiczny tego urządzenia pomagał nam w utrzymaniu minimum formy, ponieważ jakakolwiek zmiana kanału czy innych ustawień wymagały zbliżenia się na odległość wyciągniętej ręki.

21 cali

Minęły kolejne lata i pojawił się następny telewizyjny przyjaciel rodziny – 21 calowy, kineskopowy (tak, taki z dużym tyłem – kiedyś takie były) kolorowy i z szarą obudową. Powiew nowoczesności w porównaniu z naszym pierwszym telewizyjnym przyjacielem.

Wtedy była już z nami (wtedy mała) Ja, która rosła i rosła i w końcu przyszła do nas era kreskówek i filmów dla dzieci. Szybko zaczął pęcznieć nasz prywatny zbiór płyt DVD i VCD. Pamiętam jak dzisiaj, że jedną z pierwszych ulubionych animowanych postaci naszej malutkiej córki został sympatyczny duszek Kacper. Wszyscy lubiliśmy na przykład oglądać przygody Kubusia Puchatka, przy którym mój śmiech było pewnie słychać dwa bloki dalej. Telewizor stał się częścią naszego życia.

Śmierć telewizji analogowej

Przyszedł początek ery telewizji cyfrowej i jednocześnie koniec telewizji analogowej. Nasz staruszek przestawał stawać na wysokości zadania. My nie kwapiliśmy się ani do kupienia nowego odbiornika, ani nawet dekodera. Telewizja w naszym mieszkaniu umarła śmiercią naturalną pod koniec maja 2013 roku. Niedługo minie okrągły rok.

Warto było, zdecydowanie.

Szum telewizyjny

Co zyskaliśmy?

1. Więcej spokoju, szczególnie wieczorami i przy posiłkach
Znamy domy, w których siadanie do posiłków – i szczególnie dzieci – jest automatycznie połączone z ‘turn on’ bajki, filmu z płyty czy z sieci. Nam od początku dość skutecznie udawało się unikać jedzenie przy włączonym migającym ekranie – tej zasady mocno pilnowaliśmy. Inaczej było z wieczorami, prawie każdego wieczora mieliśmy mrugającego towarzysza. Mieliśmy, bo teraz zdarza się to tylko wtedy, gdy decydujemy się na oglądanie konkretnego filmu, koncertu czy audycji dostępnej przez sieć.

2. Więcej czasu
W życiu nie przypuszczałem, że mimowolne oglądanie TV może tyle kosztować. W sposób niezauważalny oddawaliśmy całe naręcza naszego czasu czyli czegoś, czego nie da się wyprodukować.

3. Mniej szumu telewizyjnego
Przecież wiadomo, że telewizor tak sobie tylko gra. W tle jest włączony, nikt go nie ogląda, on tylko po cichu sobie gra, szumi, gada, rzuca reklamami, dialogami, mruga obrazami …

4. Więcej szans na nasze wzajemne interakcje
Czas poświęcany na TV siłą rzeczy został przerzucany na „bycie ze sobą”.

To my nie mamy?

Daleki jestem od demonizowania telewizji. Niech każdy sam sobie oceni jej wpływ na życie. Wiem natomiast, że w naszym przypadku decyzja o rozwodzie z tym medium była jak najbardziej słuszna.

Najstarsza nasza córka (mająca wtedy 10,5 roku) mniej więcej po dwóch tygodniach od ‘wyłączenia’ ze zdziwieniem stwierdziła:

– To my nie mamy już telewizji w domu?
– Nie mamy – od dwóch tygodni.
– Aha, no ok.

Pin It on Pinterest

Share This