Igła, strzykawka i szczypce

Dzisiaj wpis tylko dla tych, co nie mdleją na myśl o igle, kropli krwi, czy na widok białego fartucha. Trochę o bólu, strachu i odwadze. Lubicie chodzić  do dentysty?

Historie prawdziwe

Stałe dwójki naszej Ja mają mikrokanaliki kończące się tuż pod dziąsłem. Nie ma szans na skuteczne szczotkowanie. Taki jej urok i nasze geny (a może odwrotnie). Suma summarum w wieku 11 lat musiała mieć leczone zęby stałe. Dentystka zastanawiała się, czy nie robić tego w znieczuleniu.
– Spróbujemy na razie bez – zaproponowała.

Nasza córka zniosła wszystko spokojnie, bez paniki i strachu w oczach.

No tak, Ja to Ja, ale zbuntowana Mi to już inna bajka. Kiedy więc przyszła niedawno pora na leczenie pierwszego mleczaka myślałam, że będziemy mieli niezłą przeprawę.  Tym bardziej, że w zębie w ciągu zaledwie trzech miesięcy od ostatniej kontroli pojawił się spory (i dość głęboki) ubytek. Usiadł więc ów buntownik z potencjałem na fotelu, dentystka przystąpiła do dzieła i nic. Młoda siedziała grzecznie, buzi nie zamykała i nie wiadomo kiedy wszystko było skończone.
– Bolało?
– Trochę tak, idziemy na lody?

Pora na trzecią. Mieliśmy zaległe szczepienie. Dotarliśmy na nie, kiedy nasza najmłodsza panna miała skończone dwa latka. Procedura standardowa: najpierw badanie, potem strzykawka, odsłonięta nóżka, no i ukucie. Ba się przyglądała, trochę skrzywiła, pani pielęgniarka przykleiła jej plaster, a ona:
– Mamo, pani nakleiła mi naklejkę, ziobać!

Strzykawka

Igła

Igła i strzykawka

Mi była na wizycie u laryngologa. Lekarz włożył jej do nosa endoskop (długa metalowa rurka z kamerą na końcu). Mi siedziała, wpatrywała się w obraz z wnętrza własnego nosa na monitorze i posłusznie powtarzała:
– Kukułka, Karol, kukułka, Karol….
Na koniec pozwoliła sobie jedynie na mały komentarz:
– Trochę bolało.

Takich przykładów mogłabym wypisać więcej. Powiecie, że mamy jakieś wyjątkowo odważne lub odporne na ból dzieci? Nie sądzę. Jestem przekonana, że ich zachowanie u lekarza, dentysty, na szczepieniu, podczas nieprzyjemnego badania lub pobierania krwi jest owocem, jakby to określić… naszej domowej polityki zdrowotnej ;)

Wybór osób, które leczą, badają nasze dziewczyny

Gdzie i kiedy tylko się da, staramy się chodzić do takich lekarzy, którzy traktują dziecko podmiotowo. Udało się nam wybrać takiego pediatrę i taką dentystkę, dla których dziecko nie jest tylko obiektem do zbadania, ale pacjentem. Dla dziewczyn jest normalne, że lekarz się z nimi wita, że żartuje, rozmawia i odpowiada na pytania zadane najczęściej nie w porę:
– Do czego to służy?
– Dlaczego tak?
– Po co to?

Nasz lekarz nie wtyka na siłę patyka do gardła, bo używa latarki, a dentystka przed każdą czynnością tłumaczy, co będzie robiła i uprzedza, kiedy może zaboleć.

Takie podejście do małego pacjenta powoduje, że dziewczyny na wieść o wizycie u naszego pediatry lub dentystki naprawdę się cieszą. Wiem, brzmi to dziwnie, ale tak po prostu jest.

Pewnie, że nie zawsze można mieć decydujący wpływ na wybór lekarza, pielęgniarki, które mają styczność z naszym dzieckiem. Może być potrzebny konkretny specjalista, szpital itp. Tych podstawowych jednak (pediatrę i dentystę), z którymi dziecko ma najczęstszy kontakt warto wybrać bardzo starannie.

Pochodzimy z małego miasta. Jeżdżąc tam słyszeliśmy wielokrotnie: ale, wy w Krakowie macie możliwości, my tu nie mamy wyboru, przychodnia, lekarz z przypadku… Aż kiedyś podczas jednego z pobytów w rodzinnych stronach nasza Mi zachorowała. Potrzebowaliśmy konsultacji lekarskiej. Podzwoniliśmy tu i tam i znaleźliśmy naprawdę fajną i kompetentną lekarkę. Dało się jednak.

Kilka miesięcy temu nasza dentystka przeniosła się 30 km za Kraków. Nasze panny nie chciały słyszeć o innym stomatologu. Jeździmy więc te 30 km, co trzy miesiące. Fanaberia? Może tak, ale dzięki temu nasze dziewczyny pozwalają bez traumy i strachu buszować w swoich „paszczach”. Jak dla mnie gra warta świeczki.

Przygotowanie

Czy to wizyta u lekarza, czy szczepienie, czy pobieranie krwi, zawsze tłumaczymy dziewczynom dużo wcześniej, co ich czeka. Mówimy czy będzie nieprzyjemnie, czy będzie bolało, ale i po co to wszystko, dlaczego jest konieczne. Sama się dziwiłam, że już z dwulatką ta procedura skutkuje. Ba wiedziała, że idziemy na szczepienie, że pani będzie badała (tu się przydał zabawkowy stetoskop), że zajrzy do buzi ( tu ćwiczyłyśmy otwieranie), że później pani ukuje, że będzie trochę bolało i na koniec, że to potrzebne, żeby nie zachorowała. Czy to więc przypadek, że Ba na szczepieniu się nie przestraszyła, a podczas zastrzyku nie płakała?

Czasami jedna, czy druga panna po uświadomieniu, co ją czeka zaczyna protestować, czasami się boi. Wtedy nie próbuję na siłę, już w tej chwili przekonać do swoich racji. Czas robi swoje, następnego dnia i następnego wracam do rozmowy, temat się po woli oswaja, a strach przestaje mieć takie wielkie oczy.

Nie ma cudów, trzeba zacząć od początku

Jeśli dziecko po raz pierwszy ląduje u dentysty, ponieważ niemiłosiernie boli go ząb, jeśli jest konieczne bolesne leczenie, to nie ma co się dziwić, że przy kolejnej wizycie jesteśmy świadkami „sodomii i gomorii”. Bazując na przykładzie moich dziewczyn mogę stwierdzić , że powolne oswajanie z gabinetem, osobą, sprzętami, narzędziami to najlepsza droga do „niebania się”. Dlatego właśnie Ba razem ze starszymi siostrami pokonuje te 30 km do dentysty. Po to, żeby mogła usiąść na fotelu, przywitać się z panią Magdą i zobaczyć jak Ja lub Mi otwiera buzię, a pani wkłada do niej różne dziwne rurki, które warczą.

Prawda

Rzecz chyba kluczowa. Nigdy nie oszukuję, że nie idziemy na badanie, pobranie krwi, kiedy tam właśnie idziemy. Nigdy nie mówię, że nie będzie bolało, jeśli wiem, że będzie. Dzieci nie lubią być zaskakiwane chyba, że lodami lub inną przyjemnością. Mówienie prawdy o tym, co dziecko czeka jest najlepszym rozwiązaniem. Raz nadszarpnięte zaufanie odbudować ciężko i przy kolejnej wizycie u dentysty, czy lekarza dziecko nie uwierzy, że tym razem naprawdę nie będzie bolało.

Tabletki

Fiolka

Gdyby…

Kilka dni temu Mi miała po raz drugi robione testy skórne (przykre życie alergika). Trochę się bała, wiedziała, że będzie musiała wytrzymać kilkanaście ukuć w plecy. Położyła się dzielnie, pani pielęgniarka zrobiła co konieczne i miałyśmy 15 minut na czytanie, kiedy bąble rosły. Na leżance obok identyczne badanie miał robione chłopiec, może 5 letni. Krzyczał, płakał, wił się jak piskorz i wyrywał ojcu, który trzymał go w silnym uścisku. Pielęgniarka próbowała nie podrapać mu całych pleców przekuwając skórę. Było mi go bardzo żal. Patrzyłam na niego i zastanawiałam się, czy gdyby pielęgniarka się z nim przywitała, pokazała co będzie robiła, gdyby ojciec wcześniej wyjaśnił co go czeka i dlaczego muszą to zrobić, to czy zachowanie chłopca byłoby takie samo? Gdyby ten chłopiec doświadczał takiego traktowania od początku, od niemowlaka, to czy w jego oczach widać by było taki sam strach? Bazując na moim 12-letnim doświadczeniu bycia mamą śmiem twierdzić, że jednak nie …

Strzykawki

Igła, strzykawka i szczypce

Pin It on Pinterest

Share This