tablet 8 cali biało-niebieski 1200

Nasze dzieci, podobnie jak my – dorośli – spotykają się z trudnościami. Możemy usuwać większość lub wszystkie jak leci. Kiedyś dzieci dorosną. I co wtedy?Tablet biało-niebieski 1500

 

Tablet

Nasza najstarsza córka jakiś czas temu zapytała czy może zbierać pieniądze na swój własny, prywatny tablet. Pomysł posiadania kolejnego urządzenia, które będzie sposobem na mało kreatywne spędzanie wolnego czasu nie był spełnieniem naszych marzeń. Wszak ogólnie wiadomo do czego tablety służą dzieciakom przede wszystkim: do grania i oglądania filmów. Padł co prawda w przypływie twórczego myślenia naszej córki argument, że będzie tablet wykorzystywała do „celów naukowych”, no, ale jakoś nie uspokoił naszych wątpliwości. Ostatecznie zgodziliśmy się z Tomkiem na to, żeby zbierała fundusze, ale z zastrzeżeniem, że korzystanie z tabletu będzie odbywało się na ściśle określonych zasadach.

Kasa

Akcja „tablet” wystartowała. Po jakimś czasie dziewczyna miała uskładaną kwotę, z którą można było rozpocząć myślenie o zakupie. Tomek przejrzał dostępne opcje i okazało się, że do tego „najfajniejszego”, „najlepszego” tabletu brakuje jej 100 zł. Widzieliśmy jak bardzo chciałaby mieć ten konkretny tablet i stanęliśmy przez zagwozdką: dołożyć czy nie, kazać dalej zbierać, kupić coś tańszego? Spełnić pragnienie, pomóc, ułatwić, usunąć przeszkodę? A przy okazji zrodziło się w mojej głowie kilka myśli na temat ułatwiania bądź nie życia naszym dzieciom.

Beztroskie dzieciństwo

Wiele dzieciaków obecnie – przynajmniej wśród naszych znajomych, nie napotyka na co dzień na swojej drodze poważniejszych trudności. Do szkoły żadne z nich nie musi chodzić wiele kilometrów na nogach (lub piechotą – dla tych spoza Małopolski), nie dotyczą ich problemy niedostatku w zakresie podstawowych potrzeb, nie muszą np. „dorabiać ” w wakacje na podręczniki do szkoły, a ich rodzice starają się wychodzić naprzeciw ich potrzebom (marzeniom) posiadania tego czy tamtego. No i dobrze, że tak jest. Dobrze, że coraz więcej dzieci nie musi przejmować ról bycia dorosłymi i zmagać się z trudnościami nie adekwatnymi do ich wieku.

Można jednak – jak we wszystkim – i tutaj przesadzić. Można przy pewnym wkładzie chęci i finansów zapewnić dziecku w dosłownym tego słowa znaczeniu zupełnie beztroskie dzieciństwo. Można każdy jego problem, troskę rozwiązywać za niego, można spełniać każde pragnienie, można ułatwiać życie wszędzie gdzie tylko się da.

Nie chcesz chodzić na w-f, bo się z z Ciebie śmieją? Napiszę zwolnienie.

Chcesz mieć kolejną zabawkę? Kupię.

Mozolnie wdrapujesz się na zjeżdżalnię? Nie wysilaj się, ja Cię wniosę.

Płaczesz, bo na półrocze Pani chce Ci postawić z matematyki trójkę? Porozmawiam z nią, nakłonię, żeby pozwoliła ją poprawić, pomimo że do tej pory nie specjalnie się przykładałeś.

Nie chce Ci się czytać lektury? Kupię audiobooka.

Kłody

Takie zdania można mnożyć i mnożyć. Nie twierdzę, że na wszystkie pragnienia trzeba odpowiadać negatywnie, nie pomagać nigdy i nigdzie, ale pewną przestrzeń do zaistnienia trudności i niekomfortowych sytuacji w życiu dziecka, nawet tego małego, też warto zostawić. Co to daje?

Chyba nie trzeba specjalnie nikogo przekonywać, że dziecko na własnej skórze uczy się zdecydowanie lepiej niż poprzez pogadanki. Jeśli nawet godzinami będziesz tłumaczyć, że w życiu łatwo nic nie przychodzi, że o marzenia trzeba walczyć i na nie pracować, to nie osiągniesz nawet 10% takiej skuteczności w dotarciu do zwojów mózgowych swojej pociechy, jak jego własne doświadczenie radzenia sobie z trudnościami.

Jeśli pozwolisz dziecku na branie się za bary z trudami, uciążliwościami (oczywiście na miarę jego możliwości) to będzie ono potrafiło bardziej docenić wszystko to co ma, co dostaje. Wymarzona rzecz, na którą trzeba było zbierać pieniądze miesiącami będzie zdecydowanie „lepiej smakowała” niż kupiona przez rodziców. I do tego od razu po zakomunikowaniu pragnienia posiadania.

Doświadczenie udanego poradzenia sobie z trudną sytuacją, wysiłek zakończony sukcesem daje za każdym razem dziecku dużą dawkę wiary w siebie i przekonania, że daję radę samo, że nie musi mu w każdej sytuacji ktoś pomagać. To chyba jeden z cenniejszych kapitałów na przyszłość. Samodzielność i wiara w siebie, we własne siły.

Obserwując dzieciaki, szczególnie te starsze – w wieku szkolnym, często zauważam ujemną korelację pomiędzy ułatwianiem im życia przez rodziców, a umiejętnością cieszenia się z tego co mają i poziomem wdzięczności za to co posiadają. Im bardziej rodzice „uprzątają” drogę z niedogodności, im bardziej rozwiązują za dziecko każdy problem, spełniają każde pragnienie nie dając szansy samodzielnie choć w części na nie zapracować, tym mniej dziecko potrafi docenić to co otrzymuje i tym mniej w nim wdzięczności.

Przykład z życia: jeden z rodziców wykorzystując kontakty zawodowe zorganizował klasie swojego dziecka super wycieczkę. Stawał na uszach, żeby ją jak najbardziej uatrakcyjnić, a przy tym nie zrujnować portfeli rodziców. Po powrocie część dzieci stwierdziła, że była to strata ich czasu i szkoda zmarnowanego weekendu. Dziwnym trafem były to te dzieci, które mają dużo i łatwo, i zwykle bez przeszkód. Za mało fajności w fajności, za mało atrakcji w atrakcjach. Skoro dostaję bez żadnego wysiłku dużo, to ucieszę się tylko z jeszcze więcej i mocniej. Jeśli wycieczka wiąże się z uciążliwością przejścia kawałka na nogach (na piechotę), a w pokojach nie ma TV z kablówką to nuda i strata czasu.

A może lepiej nie

Dlatego jeśli masz okazję ułatwić, usunąć przeszkodę, dać coś bez wysiłku to zastanów się czy naprawdę zawsze warto. Może więcej osiągniesz, a raczej twoje dziecko, gdy będzie musiało trochę się potrudzić?

Sprawa tabletu zakończona. Kupiony. Obstawiajcie na jaką ścieżkę się zdecydowaliśmy.

Pin It on Pinterest

Share This