miecz drewniany

Nie wszystkie bitwy i wojny odbywają się w okopach. Istnieją takie, które wybuchają przy bocznym ołtarzu, podczas niedzielnej liturgii. Krótki reportaż wojenny. Rodzice miejcie się na baczności.

miecz-0001

Stan przedwojenny

Kościół. Pierwsza niedziela po świętach. Ich dwóch, może 4-letnich. Ich dwie, matki pewnie niewiele po 30-stce. Ścisk. Chłopcy zostają posadzeni na podeście przy bocznym ołtarzu. Względny spokój trwa 10 sekund wliczając w to całą procedurę rozlokowania.

Zawiązanie sojuszu

Takie same kurtki delikwentów, matki wymieniające porozumiewawcze spojrzenia. Wszystko to sugeruje, że chłopcy są kuzynami. To zdecydowanie skraca czas nudnego „nicnierobienia” i ułatwia zawiązanie sojuszu w celu uatrakcyjnienia mszy.

Wypowiedzenie wojny

Z głośników płynie monotonny potok słów czytanego listu episkopatu. Chłopcy zapewniają zaś dodatkowe atrakcje całej bocznej nawie. Wyciągają karabiny. Co z tego, że takie na niby, skoro huk wystrzałów, jęki postrzelonych i wojenne okrzyki brzmią nader realnie.

Polityka antywojenna

Przy pierwszych wystrzałach matki patrzą milcząco na siebie nawzajem licząc w skrytości, że to tylko chwilowe rozruchy, że żołnierze zaraz wrócą do koszar, a broń zostanie zdeponowana w magazynach. Przyjmują taktykę nie drażnienia wroga. Przeczekamy, myślą, wszystko się zaraz powinno uspokoić. Ale młodych gniewnych rozpiera zapał bojowy. Atakują już nie tylko siebie nawzajem, ale również postronnych  (dodajmy uczciwie, nieco już zdegustowanych) świadków. Tego już za wiele, publika się robi coraz większa, matki więc wychodzą z ukrycia i wchodzą na ścieżkę wojenną.

Obrona przez atak

Niczym nieuzasadnione ataki na bezbronnych starszych ludzi i niewinne dzieci przekonują w końcu matki, że dłużej się nie da ukrywać w okopach. Równocześnie przywołują synów do siebie, równocześnie zostają zignorowane, równocześnie chwytają za kurtki, by zdecydowanym szarpnięciem zmusić młodych gniewnych do kapitulacji. Obrona przez atak okazuje się jednak fiaskiem. Działania wojenne zaś trwają w najlepsze. Zdenerwowane matki wycofują się na bezpieczne pozycje. To udają, że ich nie ma, to próbują przekazać odwieczny rodzicielski znak dymny pt. „bądź cicho” przykładając wskazujący palec do ust. Frustracja rośnie, uczucie wstydu też. Szala zwycięstwa przechyla się na stronę młodocianych wojowników.

Zwycięstwo

Msza się kończy. Wojna też. Ofiar w ludziach na szczęście brak (przynajmniej na razie). Chłopcy zadowoleni z miło spędzonego czasu zeskakują z podestu. Dopadają do nich matki strzelające błyskawicami i piorunami. Czekają chwilę, aż tłum się nieco przerzedzi. Nooo, teraz nasza kolej. „Nie jedziemy do babci, nie będzie prezentów!”. Ulżyło.

Chłopcy zdziwieni, zaczynają płakać, protestować, prosić. Przecież nic wcześniej nie wskazywało nadejścia ataku o takiej sile rażenia. Matki nie ustępują, przecież im się należy, a że nie wiedzą za co i nie zostali wcześniej ostrzeżeni, cóż…

Jednak z wielu tym podobnych wojem zakończona. Kto wygrał, a kto przegrał i co przegrał?

Pin It on Pinterest

Share This