Bieszczady we dwoje

Nigdy nie jest za późno, aby się obudzić. Nigdy nie daj sobie wmówić, że się nie da, że nie możesz sobie na to pozwolić, bo dzieci, bo obowiązki, bo … . W końcu będzie za późno.


Bieszczady we dwoje

Mamy trójkę

Mamy trójkę dzieci. W tym dwoje w wieku szkolnym, a trzecie jeszcze niechodzące do przedszkola. Nie mamy w Krakowie krewnych, poza rodziną kuzyna Tomka. Opiekunki, pomocy, przyszywanej cioci też nie mamy.

Jest więc tak: dzieci, dom i praca są do ogarnięcia tylko przez nas. Nie ma pomocnej „taksówki” w postaci odebrania ze szkoły lub ochotnika, który posiedzi z dziećmi, żebyśmy gdzieś wyszli.

Pewnie Ci, którzy mają jedno dziecko, do tego jeszcze nie w szkole i z chętną do pomocy babcią nie odbiorą mojego opisu z taką dawką empatii jaka mi się marzy ;), ale Ci z dwójką lub więcej, którzy muszą liczyć tylko na siebie pewnie łapią o co mi chodzi w pół zdania. Ale to co chcę napisać jest dla jednych i drugich. I nie jest jęczeniem czy biadoleniem.

Taka pułapka

Jeśli ma się dzieci, a i przy jednym dziecku wyobrażam sobie, że też się da to zrobić, to łatwo, naprawdę łatwo jest odpuszczać. Argumenty znajdą się zawsze.

Przed dzieckiem, dziećmi ćwiczyłaś dwa razy w tygodniu na siłowni, ale teraz no nie ma jak.

Kiedyś jak było tylko jedno dziecko, a i babcia młodsza, częściej przyjeżdżała, to wychodziliście razem „gdzieś”. Teraz, a to któreś chore, a to w lekcjach trzeba pomóc, a to przywieść z zajęć. No, nie ma kiedy.

Kiedyś szaleństwo w postaci wyjazdu na drugi koniec Polski na jeden dzień, na koncert był w zasięgu waszych rąk. No, najwyżej do końca miesiąca był później chleb z dżemem (bo płytę Dżemu czy tam jakiegoś Weekend-u ;) na koncercie kupiliście). Ale dało się. Teraz za wycieczkę najstarszej trzeba zapłacić, młoda średnia na konie chce chodzić, no i wierny towarzysz waszego małżeństwa dopomina się co miesiąc o dowód pamięci w postaci kolejnej raty kredytu. No, taka prawda.

Pułapka. Ja też trochę się w nią dałam wciągnąć. Może byśmy tak z Tomkiem do teatru poszli – rodzi się myśl. No ale trzeba coś poszukać sensownego, a to odkładam na „po”. No i kogoś do dziewczyn ściągnąć. A to może później. I tak nie wiem kiedy mija miesiąc.

Wystarczy …

Ostatnio coś jednak drgnęło. Może zmądrzeliśmy, a może okoliczności przyrody tak szczęśliwie się układają – nie ważne.

Dwa dni sami w Bieszczadach jawią się lepiej niż … nie wiem co.

Okazuje się, też że zgranie 4 małżeństw, żeby wszyscy wzięli urlopy w czasie ferii (bo wtedy łatwiej dzieci u dziadków zamelinować) skombinowali kasę i polecieli na tydzień do Izraela nie jest przedsięwzięciem ponad siły. A wszyscy dzieciaci, ze średnią posiadania dokładnie 3 sztuki.

Na co dzień ciężko nam się wyrwać do kina. Jeśli więc nie w Krakowie, to nadrabiamy podczas wyjazdów do rodziców. I co z tego, że kino małe i filmy z dwutygodniowym opóźnieniem. Dziewczyny zaopiekowane, a my zamiast siedzieć za stołem nadrabiamy w przyciemnionej sali. Nauczyliśmy się już też, aby szukać tam fajnych wydarzeń, albo miejsc i czmychać we dwoje. (np. te torfowiska trzy dni szukane).

Spontaniczność kontrolowana

W ostatnia niedzielę byliśmy na koncercie Dżemu. Niespodziewanie tak się wszystko poskładał, że się dało. Babcia akurat była na miejscu, a mój brat podsunął pomysł. Kiwam się więc do melodii dobrze znanych sprzed kilkunastu lat i tych nowszych też i tak sobie rozmyślam nad własną głupotą. Kupienie biletów na sieci zajmuje chwilę. Koszt 2x85zł. Nawet jeśli doliczyć opiekunkę, gdyby babci nie było, to za 2 stówki, lub nieco więcej mamy genialny wieczór, nastrój poprawiony i wrzuconego nieco luzu. Nie warto? Chociaż raz w miesiącu? Najwyżej młodym nowych bluzek nie kupię – wiosna się zbliża rękawy 3/4  będą w sam raz ;)

Dokładnie tak, jak kiedyś się nie da, to prawda. Niestety, nie możemy spontanicznie w piątek wieczorem wrzucić kilka ubrań do torby, wsiąść do samochodu i pojechać gdzieś tam, sami.  Nie możemy siedząc wieczorem stwierdzić, że mamy dzisiaj ochotę na kino, więc idziemy. Nawet do łóżka nie zawsze można wskoczyć bez dodatkowej lokatorki.

To wszystko jednak da się zrobić i mając dzieci, ale trzeba dobrać odpowiednią metodę, czyli tzw. spontaniczność kontrolowaną.

No niestety, ale trzeba planować wcześniej, zgrać kilka rzeczy i osób, no i wydać trochę więcej kasy, bo dochodzi opieka nad dziećmi jeśli się nie ma tej genialnej instytucji babci na wyciągnięcie ręki. Wiem, że niektórzy ogarniają ten problem wymieniając się dziećmi. Raz jedni wychodzą, a drudzy pilnują im dzieci, innym razem odwrotnie.

Trzeba też nauczyć się wykorzystywać okazję: przyjechała babcia – czmychamy do kina, na kolację, albo chociaż na spacer we dwoje.

Czasami trzeba poszukać innego sposobu realizacji: na siłownie dwa razy w tygodniu nie mam szans, ale nawet przy filmach na youtube można  się poruszać i to z całkiem dotkliwymi efektami w postaci zakwasów. A i Tomek da się namówić. Da się. No kurcze się da.

(Za)dbajmy o siebie

Dlatego jak przeglądam internety i czytam Michała Góreckiego piszącego, że nie chcą ze swoją żoną zapominać, że oprócz tego, że są rodzicami są też chłopakiem i dziewczyną (czyli dokładnie tak samo jak my :) ), którzy się kiedyś w sobie zakochali (czyli tak, jak my) i chcą być razem (no kurcze, tak jak my :) ). Kiedy czytam, że Ania z przewijaka z Jadźką jakieś babskie wieczory uskuteczniają, to myślę sobie: i dobrze, i bardzo dobrze. Rodzice rodzicami, ale poza nimi jesteśmy jeszcze przecież kimś jeszcze i jeśli będziemy o tym pamiętali, to będzie to z korzyścią i dla nas i dla dzieci też.

(Za)dbajmy o siebie. Od dzisiaj.

 

Pin It on Pinterest

Share This