Fajny film dzisiaj widziałem – momentów nie było. Prawie 3 godziny siedzenia. Sporo wrażeń i nie wszystkie warte zapamiętania. No byliśmy w kinie.

Zaproś dziewczynę do kina

Cały film ciągnął się jak balonowa guma. Momentów nie było i ani to dobrze, ani to źle – stwierdzam co widziałem – jednak może dlatego dopuszczalna wiekowość tego dzieła została określona jako 7+. Hmmm.

Od dawna siedział nam w głowie pomysł, żeby wybrać się razem, we dwoje do kina (na film). Na co dzień sprawa trudna do realizacji. Nie razem. Tylko po co chodzić oddzielnie? Przyjechała babcia (ponad 260km) do wnuczek. Dzień Babci więc okazja niebywała, taka sama jak co roku, jasełka, poczęstunek, impreza. Skoro jest babcia to jest komu podrzucić nasze radosne, wesoło zwiercone i rozgadane towarzystwo.

Wymyśliliśmy sobie, że wybierzemy się w środku tygodnia. Pal sześć praca i inne takie przeszkadzajki. Pal sześć szkoła, pal sześć przedszkole. Dzisiaj jest dobry dzień. Jedna młoda chora, druga młoda prawie chora (i nie poszła do szkoły i to tak całkiem przypadkiem). Zatem z rana stuk stuk stuk www…. i już wiemy co grają, gdzie, o której i za ile. Okazało się, że mamy niezłego farta, bo środa to najtańszy dzień biletowy – no to miła wiadomość, bo lepiej za coś zapłacić o połowę mniej niż w całości. Zresztą nawet jakby ceny biletów były dwa razy wyższe niż «zwykle» i tak byśmy spróbowali. Taka okazja nie zdarza się często.

Jedziemy do kina

Godzina wybrana, miejsce wybrane, film wybrany, dzieci przygotowane, babcia nastawiona i wio naszym leciwym, niezawodnym autkiem. Zdążyliśmy ledwie co, choć to ledwie co okazało się być dużo za wcześnie. Za wcześnie, bo dobre 20 minut reklam miło się ogląda, ale nie po to pojechaliśmy do kina na film.

Hobbit i purkowie Smauga bilety

W głowie miałem jeszcze jedną obawę. Szkoła. Wycieczki szkolne, cała sala zapchana klasami szkolnymi. Rozkrzyczanymi, mlaskającymi, siorbiącymi, szeleszczącymi, gadającymi, dzwoniącymi, smsującymi młodymi ludźmi. Na co trafiliśmy? Zgadniecie? No oczywiście na … na szczęście na jedną klasę, a przynajmniej tak to wyglądało. Całkiem przyzwoicie, tym bardziej, że przy wybieraniu miejsca w pełni świadomie zdecydowaliśmy się usadowić trochę bliżej ekranu, za to w  dobrym sąsiedztwie pustych foteli.

Hobbit, Smaug i jego pustkowie

Sam film (oczywiście moim zdaniem) zrobiony solidnie, z efektami na najwyższym poziomie, super zdjęciami i wspaniałą muzyką. Czyli warsztat pierwsza klasa. Niestety nieco odmienne zdanie mam o scenariuszu. Całość jest zbyt rozciągnięta, taka rozlazła. Sporo jest momentów, które są hmmm strywializowane (jak choćby przydługa scena rozmowy Smauga z małym hobbitem, przeprawa przez las, a szczególnie poszukiwanie ścieżki, ucieczka z twierdzy/zamku/miasta elfów w beczkach). Sama opowieść dotyczy mrocznej i niebezpiecznej wyprawy, a w wielu momentach trudno opanować śmiech. Bohaterowie zbyt lekko przechodzą dalej i w zasadzie bez szwanku. Ci źli obrywają jak leci, ale Ci «dobrzy» są prawie niezniszczalni. Aaaa i strasznie podobały mi się elfy – no fajni są.

Próbuję porównać moje wrażenie z „Hobbita: Pustkowie Smauga.” z odczuciami podczas oglądania trylogii Władcy Pierścienia i ten pierwszy zdecydowanie przegrywa.

Hobbit i pustkowie Smauga bilet

Jeżeli ktokolwiek jakimś cudem jeszcze nie widział i zapytałby mnie, czy warto pójść? Bez wahania odpowiem: warto. Mimo wszystko. Tylko nie z dziećmi 7+, a raczej 12+ (choć i tutaj mam pewne wątpliwości). Może za stary i zbyt zachowawczy jestem?

No, ale pójść z żoną i to swoją do kina to fajna rzecz jest i tyle.

Pin It on Pinterest

Share This