Dzisiaj egoistycznie refleksyjnie, o mnie samym, post rozgrzebujący i marzycielski zarazem. Wchodzicie? Ja w każdym razie zapraszam.

Pięć (moich) marzeń

Wiele razy przy różnych okazjach życzyłem znajomym (jak już zmusiłem się do złożenia, bo bardzo nie lubię składania życzeń) tego, aby spełniali swoje marzenia i jednocześnie nigdy nie przestawali marzyć. Ja też mam swoje marzenia i oto one, w kolejności spontanicznej i z wyjaśnieniem.

Lampion lecący do góry

1. Dom z ‘ogrodem’ (z kawałkiem ziemi wokół)

Nie po to, aby czuć się właścicielem ziemskim, posiadaczem majątku, czy co tam jeszcze. Nie, ale przede wszystkim po to, aby czuć się wolnym u siebie. Strasznie męczą mnie wszelkie wspólnoty, kompromisy, na które nie chcę chodzić, czy wspólnotowi sąsiedzi bez wyczucia (Ci fajni – którzy też są – nigdy nie będą w stanie zrobić wystarczającej przeciwwagi). Męczy mnie kolektywizm życia, a jedyny jaki przynosi mi szczęście i frajdę, to kolektywizm rodzinny (my i dzieci). Bardzo potrzebuję swojego terytorium, które oznaczę i będę eksplorował na swoją modłę.

2. Nie chcę w wielkim mieście

Mogę przyjechać, zobaczyć, uczestniczyć, skorzystać. I chcę wracać z powrotem. Czy ktokolwiek uwierzy, jeżeli napiszę, że dlatego, iż w wielkim mieście nie czuję się wolny? Tutaj mam wrażenie pozostawania w ciągłej walce, o miejsce na parkingu, o dobiegnięcie na czas na przystanek. Myślę o naszych dzieciach, patrzę na zapchane tramwaje, autobusy i chciałbym pokazać im, że można funkcjonować bardziej „slow” i w mniejszej napince. A może to wynik spędzenia dzieciństwa i czasów młodzieńczych w małym miasteczku? Odpowiedź na to pytanie i tak nic nie zmienia. Nie lubię życia w dużym mieście i już.

3. Więcej razem

Więcej razem odnosi się do naszej rodzinnej gromadki. Naszej sfeminizowanej piątki. W sumie całkiem niedawno, bo jakieś 5 miesięcy temu ruszyliśmy z wspólnym blogowaniem jako elementem realizacji tego marzenia. Cieszę się okropnie, choć nie zawsze jest tylko łatwo i zgodnie. I dalej mi mało, chcę więcej i więcej. Zachłanność? – może. Idąc dalej tym tropem marzy mi się, żeby spróbować domowego szkolnictwa, bez regularnej szkoły. Pasuje mi ten trop do orbitalnego modelu rodziny, którego jestem zwolennikiem (do sprawdzenia choćby we wpisie: Jak Słońce).

4. Samochód

W życiu nie chciałbym się pozbywać naszego czarnego bolidu z napędem quattro. Tylko, że my coraz bardziej się w nim nie mieścimy i coraz bardziej potrzebujemy auta większego. Większego w środku, dla ludzi, bo ciężko znaleźć większą osobówkę od naszej. Jak słyszę, czytam o rodzinnych samochodach to zwykle mam ochotę zaprotestować. Znakomita większość tak określanych pojazdów dla nas nie będzie rodzinna, nie ma szans, za mało miejsca. Przydałby się bardzo już na najbliższe, tegoroczne wakacyjne wyjazdy … może za rok :)

5. Szóstka w totka

Pewnie, że tak. A tak bardziej poważnie, to chciałby odbudować swój park maszynowy związany z fotografowaniem. Korpus z pełną klatką, ze dwa obiektywy i kilka innych drobiazgów. Wiadomo wszak, ze chłopcy lubią zabawki. Bawiłbym się na całego.

Na koniec

A może to moja naiwność podsuwa mi te marzenia, a już szczególnie punkty 1-3. Może nigdzie nie da się być wolnym, bo wolność nie zależy od miejsca i okoliczności… Nie, ja w to nie wierzę. Wolność zależy od kontekstu, na który z kolei mamy wpływ. Co prawda ograniczony wpływ, ale jednak realny. I przypomina mi się biblijna przypowieść o talentach, które najprościej to jednak zakopać i czekać, czekać, czekać, czekać …

I ciekawe jak u Was z marzeniami?

Pin It on Pinterest

Share This