Wystarczą ledwie uchylone drzwi, odrobinkę, tyci i już. Potrafią wejść przez najmniejszą szparkę, ale wyprosić to towarzystwo to dużo trudniejsze zadanie. I do nas właśnie wleźli, niestety, a przecież ledwie tydzień do ferii.

Spokój przed

Mieliśmy spokój, który skończył się w sobotę rano. W przedszkolu naszej średniej córki, w piątek był wyjątkowy pustostan. Ponad połowa dzieci nie dotarła na zajęcia. Z dwóch oddziałów przedszkolnych zestawiono jeden. Nawet starszaki (w tym nasza Mi) wraz z maluchami zaległy na leżakach. I z pewnością nie był to efekt odpoczywania po babcino-dziadkowych jasełkach, które miały miejsce kilka dni wcześniej. Przyszło prawdziwa zima (pisaliśmy odrobinkę ostatnio tutaj na jej temat).

Popołudniowy piątek sugerował, że ewidentnie coś wisi w powietrzu. Intuicja rodzicielska i matki i ojca podsuwała nam takie podejrzenia. Wiadomo jednak, że nie należy panikować, a jak ma się do ogarnięcia stadko 3 dziewcząt, to nawet nie ma specjalnie na to czasu. Sobota za pasem, nie trzeba rano pędzić i taka perspektywa przesłoniła intuicyjne podejrzenia.

Sobota

Sobota, ranek, cudna mroźna pogoda. Wyszedłem z córami na krótki spacer, podczas którego nie raz i nie dwa oberwałem śnieżką. Marne te śnieżki, bo trochę za zimno. Śnieg nic, a nic się nie kleił i z bitwy śnieżkowej raczej wychodziła nam mini zamieć. I tak było bardzo przyjemnie. Tak sobie myślę, że niezbyt mądrzy jesteśmy, że tak mało wykorzystujemy szans na wspólne spędzanie czasu. Na przyjemnościach, na zwykłych zabawach, na radościach, na rozmowie, na czymkolwiek bez napinki i razem.

Podczas spaceru i wspólnej śnieżnej zabawy Mi zachowywała się zupełnie normalnie. Do czasu jednak. Po południu sprawa się rypła i rypły się wszelkie wspólne plany. I pewnie teraz wszyscy «single i inne bezdzietne» pokiwają głowami z satysfakcją.  A ja i tak, mimo wszystko nie zamieniłbym się i koniec i za nic w świecie.

Goście

Skoro już sprawa się rypła to wyjścia innego nie było i musieliśmy w przypadku naszej Mi zastosować standardową procedurę wstępnej weryfikacji. Termometr i już wszystko stało się jasne. Mamy gościa, a raczej gości i to nie za bardzo miłych i totalnie nie proszonych. Nasza Mi po podaniu dość słodkiego, gęstego płynu powinna poczuć się lepiej. Syrop zadziałał, gorączka spadła.  Z tymi gośćmi pewnie jeszcze kilka dni będziemy musieli pomieszkać wierząc, modląc się i wzdychając, żeby nie rozpanoszyły się u nas bardziej. Za tydzień ferie przecież!

Noc spokojnie nie minęła i kolejna też nie i do tego ja z żoną w przymusowej separacji. Na szczęście forma Mi nieśmiało zwyżkuje. Na  szczęście nie widać żadnych objawów u pozostałych panien, tfu, tfu, tfu.

Puenta tak zwana

uchylone drzwi zapraszają nieproszonych

Jaki z tego wniosek? A niech będzie w formie hasła dnia:

Nie należy być zanadto gościnnym, bo nigdy nie wiesz jacy goście do Ciebie przyjdą. Drzwi mają być zamknięte i już. Najlepiej na klucz.

Pin It on Pinterest

Share This