Wszelakiej maści trenerzy motywacyjni szukają sposobu, aby przekonać nas do bycia wytrwałym. Szkolą, piszą książki, organizują eventy … nie poddawaj się, nie poddawaj się, never give up. Dobra, a co z wytrwałością u naszych dzieci? A miało być o cukierkach …

Popołudnie

Zwyczajne, sielankowe popołudnie, siedzę przy ekranie komputera, bo przecież zawsze jest coś do zrobienia. Nic specjalnego się nie dzieje, względna mieszkaniowa cisza z żoną i trójką dzieci w tle. Skupiony na przeglądanych (oczywiście istotnych) treściach, klepanych literkach. Chwilowo nie mam najmniejszej ochoty na kontakt z zewnętrzem. Dobrze jest, jak jest. Ja nie mam ochoty, ale są tacy co mają …

– Tato, mogę coś słodkiego?
– Nie, nie możesz – ze stoickim spokojem.

– Tato, mogę coś słodkiego?
– Nie, nie możesz, daj mi spokój – z lekkim podniesieniem głosu.

– Tato, mogę coś słodkiego?
– Odczep się. Nie jemy dzisiaj słodyczy – solidnie podniesiony ton.

– Tato, mogę coś słodkiego?
– Ile razy mam Ci powtarzać, że nie? Ile razy? Idź i zajmij się czymś i nie zawracaj mi głowy – na całego, tyle, że bluzgi nie poleciały.

Który wariant wybieracie?

Rodzicielskie marzenie

Marzę sobie, aby nasze córki potrafiły walczyć o swoje sprawy do końca, szukając i wykorzystując wszystkie możliwości. I kurcze, przewrotnością jest to, że one będą wytrwałe, nieustępliwe, walczące wtedy, gdy ja – jako ojciec – odpowiednio wiele razy stanę im na drodze. A co więcej, nie wystarczy, że stanę, postawię się, ale zrobię to z pełnym szacunkiem, cierpliwością, bez złości i emocjonalnych uniesień. Z wielką ostrożnością, aby nie zabić ochoty do próbowania. Wygląda na to, że mogę wiele zepsuć i całkiem sporo wygrać.

Obserwacja

Od pewnego czasu świadomiej obserwuje nasze młodsze córki. Oczywiście obserwuję je odkąd przyszły na nasz świat, ale tym razem szczególnie przyglądam się pewnym konkretnym, powtarzającym się schematom zachowań. Niezłomne próbowanie, jeszcze i jeszcze raz. Jestem zadziwiony, jak niewiarygodna jest wytrwałość z jaką próbują osiągać swoje zamierzenia. I nie jest ważne czy ich zamierzenie jest duże czy małe (w mojej ocenie). Wielkość sprawy nie gra żadnej roli.

Nawet kosztem wygody

Dziecko ma pomysł, próbuje go zrealizować. Pojawia się dorosły i od razu pojawia się konflikt, który wymaga rozwiązania. Po stronie dorosłego jest siła i władza. I rodzi się pytanie: co dorosły zrobi ze swoją władzą? I moje odpowiedzi:

  • Jeżeli pomysł nie jest niebezpieczny, nie jest szkodliwy, nie jest wbrew naszym wartościom, to warto pozwolić dziecku na działanie. Warto zapalić to zielone światełko – no dobra, niech tak będzie.
  • Jeżeli brakuje pewności czy pomysł jest ok, to może warto zagrać na czas i przeciągnąć ‘negocjacje’, dać szansę na kolejne próby, a jednocześnie przeanalizować o co jej/jemu chodzi. Jeżeli nie widać żadnego ‘deal breakera’, to warto zapalić i tutaj zielone światełko.
  • Jeżeli można zrobić coś, co będzie po myśli dziecka to zwyczajnie warto. Nawet kosztem rezygnacji ze naszej wygody.
  • Jeżeli pomysł nie może zostać zrealizowany to warto stanowczo, ale z cierpliwym spokojem zabraniać. I tak za każdym razem, gdy dziecko po raz kolejny podejdzie i spróbuje.

Jestem tylko ojcem, nie jestem psychologiem, ale nikt mi nie wmówi, że sposób w jaki reagujemy na pomysły naszych dzieci nie ma znaczenie. Każda interakcja pomiędzy rodzicem, a dzieckiem jest okazją do nauki. To kolejna szansa na pokazanie naszego stosunku, naszej postawy, naszej opinii, naszej reakcji.

Ostatecznie przyznacie chyba, że lepiej brzmi, że dziecko jest wytrwałe, niż uparte, prawda?

Ciekawy jestem czy macie podobne spostrzeżenia.

Wytrwałe obieranie

Wytrwałe obieranie mandarynki

Pin It on Pinterest

Share This