Jakoś wydaje mi się, że bardzo sentymentalnie to wyszło i mam nadzieję, że nie za słodko. Trudno jednak pisać o pięknych rzeczach szorstko i cierpko.

Dawno temu

Całkiem sporo lat już wdycham ziemskie powietrze, a przez ostatnie lata zasmrodzone krakowskie. I nie, nie chodzi o to, że będę narzekał jaki to jestem stary już. Nawet jeżeli troszkę starszy niż te 10, 20 lat temu no to co, ale o ile bogatszy w doświadczenia. O ile mądrzejszy nie mądrością szkolną, ale życiową. Dzisiaj widzę wielki sens w bardzo wielu wydarzeniach, podjętych decyzjach, wybranych ścieżkach. Sens, którego kiedyś nie było. Sens, który przychodzi z upływem czasu.

Będąc małym chłopcem, potem większym i większym nigdy nie wyobrażałem sobie mojego dzisiejszego życia, nigdy nie miałem w głowie namalowanego obrazu którego częścią teraz jestem. Szkoła podstawowa (w moich czasach gimnazja nie istniały), potem szkoła średnia nie do końca świadomie wybrana, taka co to daje zawód, taka co to daje szansę na pójście do pracy. To nie był zły wybór. To były fajne czasy.

Tupet popłaca

I stało się, że poznałem pewną dziewczynę i było to na początku 3 klasy szkoły średniej. Zastanawiałem się kiedyś, co byłoby gdybym jej nie spotkał, gdybym nie wprosił się (tak, tak – perfidnie i pomimo mało przebojowej natury) na herbatę i ciastko. Wprosiłem się stojąc na chodniku przed pudełkowym blokiem w którym mieszkałem. Zjadłem dobre ciastko i wypiłem herbatę. Trzy lata spotykaliśmy się prawie codziennie. Trzy lata spędzaliśmy całe wieczory na rozmowie. Trzy lata odprowadzałem ją do szkoły, do jej liceum i potem biegłem po plecak i pędem docierałem (zawsze na ostatnią chwilę) do własnej. Cudne czasy. Potem studia moje, studia jej, wyjazdy, dojazdy, różne miasta, odległość. Nie było łatwo. Fortunę wydaliśmy na bilety jeżdżądz do siebie, fortunę wydaliśmy na telefony rozmawiając ze sobą wieczorami, już po zajęciach.

Patrzę wstecz i jestem pełen zadziwienia. Patrzę i widzę sens herbatki i wproszonego ciastka, widzę sens odprowadzania do szkoły i noszenia plecaka, widzę sens w tysiącach przegadanych godzin, widzę sens w kupionych biletach i kartach telefonicznych.

Nagroda, a nie kara

Gdyby ktoś dzisiaj zapytał mnie czy jest na świecie osoba, za którą mógłbym skoczyć w ogień to nie będę miał większych wątpliwości. Więcej, jest takich osób więcej, choć jedna absolutnie szczególna.

nasze obrączki założone na ślubie

Dzisiaj Justyna jest moją żoną. Dzisiaj jest najważniejszą osobą w moim życiu. Dzisiaj mamy 3 najwspanialsze na świecie córki. Dzisiaj coraz więcej rzeczy udaje nam się robić razem (jak choćby ten blog :) ). Dzisiaj razem próbujemy spełniać nasze marzenia.

obrączki ślubne

Jak ja się cholernie cieszę, że potrafiliśmy wytrwać. Cieszę się pierońsko, że potrafimy wracać do tematów naszych niekończących się rozmów z czasów szkoły średniej, że tak jak wtedy chcemy wspólnie. Cieszę się, że mamy nasze marzenia. Cieszę się, że tak wiele nas łączy. A najbardziej, najbardziej chyba to cieszę się, że nasze małżeństwo i nasze wspólne życie jest jak nagroda, a nie jak kara. Mam najlepszą żonę na świecie.

obrączki

A jutro? Jutro będzie jeszcze piękniej.

Naszą karierą jest nasze wspólne życie. Tego się trzymam i nie zamieniłbym takiego życia na żadne inne (bo nie można mieć lepszego). Mam nadzieję, że moje córki będą kiedyś mogły mówić to samo. Życzę im tego z całego serca.

Pin It on Pinterest

Share This