Wiara, niewiara, neutralność światopoglądowa – tylko nasza sprawa, czy naszych dzieci też?

Temat mocno łatwopalny

Temat wiary lub niewiary jest łatwopalny. W jednej chwili można nim wzbudzić emocje, rozpętać burze, sprowokować falę krytyki. A jeśli jeszcze w to wszystko wpleciemy dzieci, to do „pożaru” tylko krok. Mimo to wierzę, że jest możliwa fajna, rzeczowa dyskusja, bez założenia, że ktoś kogoś na siłę próbuje nawracać, bez odmawiania moralności niewierzącym lub niepraktykującym, bez obrażania i drwienia, za to z nastawieniem, że naprawdę chcę USŁYSZEĆ tę drugą osobę. To co, spróbujemy?

Chciałabym dzisiaj z Wami podyskutować o tym, na ile mamy prawo przekazywać swoje przekonania religijne dziecku, na ile mamy prawo wpajać im to, w co my sami wierzymy?

Wiele razy słyszałam pogląd: nie będę dziecku niczego narzucać, samo wybierze w przyszłości, czy i w co chce wierzyć. Rozumiem intencje, ale założenie, że możemy swoje dziecko wychowywać w neutralnym światopoglądzie wydaje mi się złudne.

Przekonania i życie, nasze życie

Czy tego chcemy, czy nie wychowujemy dzieci w zgodzie z własnymi przekonaniami. Przekazujemy im słowem i przykładem to, w co sami wierzymy i nasza wola nie ma tu nic do rzeczy. Jeśli jesteś osobą niewierzącą , nie praktykujesz żadnej religii, to nie wychowujesz czystej ideologicznie „kartki”. Nawet jeśli nie rozmawiasz na ten temat z dzieckiem, to przekazujesz mu swoją niewiarę w codziennym życiu, swoich wyborach i postępowaniu. I żeby było jasne – masz do tego absolutnie prawo. Podobnie jest z ludźmi wierzącymi – nawet jeśli nie mówiliby nic, to ich praktyki religijne, sposób postępowania w zgodzie w wyznawanymi wartościami będą kształtowały i kierunkowały ich dzieci. Nie ma jednak w tym nic krzywdzącego. Co więcej, wydaje mi się, że dzieci wręcz oczekują od nas tego, żebyśmy mówić im co jest naszym zdaniem ważne, a co nieistotne, w co wierzymy, a w co nie, dlaczego się modlimy, bądź nie, jakie wartości są cenne, a jakie nic niewarte.

Konsekwencja

Krzywdzące jest za to dla dziecka relatywizowanie przez rodziców spraw światopoglądowych. Dziecko doskonale widzi, że coś nie gra, jeśli rodzic z przekonaniem twierdzi, że jest katolikiem, a w życiu codziennym przeczy temu każdym swoim zachowaniem. Podobnie jest, gdy mama lub tata nie wierzą, a jednocześnie dla świętego spokoju, ze strachu przed opinią sąsiadów i rodziny wysyłają dziecko do komunii i chrzczą jego rodzeństwo. Czy postępując w ten sposób rodzic nie niszczy swojego obrazu w oczach dziecka? Czy takie rozdwojenie jaźni i delikatnie mówiąc nieścisłość pomiędzy tym co się mówi, a tym co robi nie spowoduje, że w pewnym momencie dziecko wykrzyczy ojcu lub matce: co ty wiesz o odwadze i uczciwości?

Praktyki

Kolejną kwestią jest włączanie dziecka w praktyki religijne rodziców. Czy mamy do tego prawo, czy nie łamiemy w ten sposób wolności dziecka? O ile w przypadku ludzi niewierzących jest sprawa prosta, bo żadnych praktyk nie stosują, o tyle wyznawców dowolnej religii już ten problem dotyczy. Ja to postrzegam tak: jeśli mam przekonanie, że moja religia jest czymś najcenniejszym w życiu, a praktyki religijne są pewną drogą, to chcę żeby moje dziecko też tą drogą podążało. Jeśli jednak spotykam się ze zdecydowanym sprzeciwem ze strony dziecka (pewnie dotyczy to głównie dorastających nastolatków) to nie mam prawa zmuszać go do określonych praktyk lub karać za ich brak, nawet jeśli wynika to z niedojrzałości, a nie z głęboko przemyślanej decyzji. Z resztą i tak takie działania są z góry skazane na niepowodzenie. Pamiętam niektórych moich rówieśników, którzy byli przez swoich rodziców odpytywani z ewangelii niedzielnej, po to by stwierdzić, czy na pewno byli w kościele. Jaki w tym sens, czy przez to, że wystali te 50 minut podtrzymując ostatni filar w przedsionku kościelnym stali się wierzący?

świeczki modlitewne w zamojskiej katedrze

Blisko

Jeśli dziecko zaczyna buntować się przeciwko naszemu światopoglądowi, to pozostaje jedynie rozmawiać, próbować zrozumieć i być blisko mimo wszystko.

Muszę przyznać, że czuję się trochę niepewnie w temacie, który próbuję tu poruszyć. Dużo we mnie rozterek i chyba więcej pytań, niż pewności. A zdaję sobie sprawę, że moja początkująca nastolatka coraz śmielej wkracza w wiek, kiedy sprawy duchowości i religii będą ją coraz bardziej nurtowały i przestaną być oczywiste. Dlatego tym bardziej chętnie poznam Wasze zdanie i poczytam o doświadczeniach, czy to własnych z dzieciństwa, czy z relacji z Waszymi dziećmi.

Pin It on Pinterest

Share This