Jak to jest nie popełniać błędów wychowawczych? Jeśli wiesz, to daj znać. Ja, choć to nie Wielki Post, biję się w piersi, posypuję głowę popiołem i wyznaje publicznie grzechy …

Wieczór

Wieczór. Mija właśnie drugi dzień od naszego powrotu do domu, po wakacyjnej przerwie. Dziewczyny nie mogą sobie znaleźć miejsca. Pogoda pod psem, wyjść się nie da, żeby rozluźnić atmosferę. Ja jęczy, że nuda, nie ma co czytać. Mi ma ciągle pretensje, dlaczego nie mogliśmy jej zawieźć z powrotem do babci, kota, psa, podwórka, kuzynów itp. Ba jakby zapomniała, że już całkiem dobrze radzi sobie z używaniem nocnika i zasikała już kilka par spodenek.

Wieczór. Pocieszam się, że zaraz powinien wrócić Tomek, że zdąży zanim wybuchnę, że będę mogła zrzucić na niego ten cały kołowrót, żeby chwilę odetchnąć.

Nie zdążył.

Bomba

Przechodząc korytarzem z pokoju dziewczyn, które właśnie uspokajałam, bo się kłóciły, weszłam w coś mokrego. No tak, Ba po raz kolejny zignorowała łazienkę i stojący tam nocnik. I właśnie w tym momencie lont do tykającej we mnie bomby się dopalił. Powiedziałam z pretensją: dlaczego znowu się zsikałaś? Dlaczego nie zawołałaś? Dlaczego nie poszłaś do łazienki?

Nie będziesz …. ?

Minęła kolejna godzina, albo i dwie, Tomek wrócił, towarzystwo nieco okrzepło, humory odrobinę się poprawiły. Biorę Ba na kolana i czuję, że robi mi się mokro.

– dlaczego nie powiedziałaś, że się zsikałaś, przecież masz mokrą pupę?

– nie chciałam

– a dlaczego, trzeba powiedzieć, to Cię przebiorę? – dopytuję

I tu gwóźdź programu:

–  a nie będziesz na mnie krzyczeć?

No właśnie…

Błąd

Czy zdarzyła się Wam kiedyś w tak dotkliwy sposób zostać uświadomionym przez dziecko o błędzie, o istnieniu którego już wiedzieliście? Nic przyjemnego, zapewniam.

Powiedzieć coś podniesionym głosem, wyładować emocje w przekazywanym komunikacie, krzyknąć, zwał, jak zwał, wiadomo, że błąd.  Zresztą, czy to jedyny mój błąd wychowawczy? Z pewnością nie.

Czasami już w momencie wypowiadania jakiś słów wiem, że to był błąd, że poświęciłam za mało uwagi, byłam za surowa, niekonsekwentna. Czasami nieprzyjemne olśnienie, że zrobiłam coś nie tak w stosunku do dziewczyn przychodzi po chwili. Grunt, że nadchodzi taki moment, kiedy uświadamiam sobie, że coś było nie halo w moim podejściu. I co wtedy? Co zrobić z tą gorzką świadomością, że po prostu nawaliłam?

Slack line

Tylko co dalej

Mogę zakotwiczyć się na wyrzutach sumienia, obwinianiu się, wytykaniu sobie, że jestem złą matką. Moja raczej pesymistyczna natura podpowiada mi w pierwszej kolejności właśnie takie rozwiązania, tylko jaka z tego korzyść dla kogokolwiek.

Mogę też wbrew swojej własnej naturze powiedzieć sobie trudno, stało się, wyciągaj wnioski matko. Nie ty pierwsza i pewnie nie ostatnia utknęłaś gdzieś tuż za startem w biegu po tytuł matki idealnej. Nie ty pierwsza i nie ostatnia, mimo najszczerszych chęci nawalasz czasami. Przyznaj się do błędu, przeproś jak trzeba (tak dwulatkę też), podnieś głowę i powiedz sobie, że następnym razem będzie inaczej. A jeśli nie następnym, to za tydzień, miesiąc, bo będziesz nad tym, co Ci nie wychodzi pracować.

Podobno sztuką jest uczyć się na błędach. Jeśli tak, to uczyć się na swoich błędach wychowawczych jest pierwszą ze sztuk.

A jak tam u Ciebie mamo, tato, co robisz ze swoimi błędami wychowawczymi? Napisz, a przynajmniej wesprzyj matkę nieidealną w przeświadczeniu, że nie tylko ona je popełnia.

Pin It on Pinterest

Share This