Tak jak wszyscy czy po swojemu. Ja zdecydowanie wolę tę drugą opcję i pewnie dlatego odkryłam dzierganie. Made by me – to fajnie brzmi.

Krasnoludki

Ostatnio coraz bardziej nie lubię robić zakupów w dużych galeriach handlowych.

Po pierwsze dlatego, że w ogromie, wielości dostępnych rzeczy po prostu się gubię, nie wiem jaki klucz zastosować, żeby znaleźć to czego szukam.

Po drugie wydaje mi się, że proponowane nam ubrania, buty itp. są coraz gorszej jakości. Zwróciliście uwagę na skład materiałów, z których zrobione są ubrania w sieciówkach, nawet dziecięce? Coraz częściej pojawia się tam nie bawełna, ale poliester i wtedy np. bluzy dziwnie szeleszczą przesuwane pomiędzy palcami.

A po trzecie dlatego, że lubię zrobić coś sama. Lubie jak przedmioty, ubrania mają jakąś swoją historię. W moich wspomnieniach do dziś funkcjonuje żółty sweterek z kapturem, z rzędem krasnoludków u dołu, zrobiony przez moja mamę z paskudnej pewnie włóczki czasów PRL-u. Ale dla mnie był to najładniejszy sweterek na świecie i tak go pamiętam do dziś.

Tak jak żółty sweterek

Wydaje mi się, że osób którym przejadły się seryjne, sieciówkowe produkty jest coraz więcej. Nie bez przyczyny swoje miejsce na rynku znalazły galerie rękodzielnicze z różnościami, od ubrań, przez biżuterię do przedmiotów użytkowych. Bo fajnie jest mieć coś unikatowego, wykonanego przez konkretną osobę. Co więcej zauważam, że coraz więcej osób sięga po „babcine” druty, szydełka, maszyny do szycia i tworzy przedmioty „z duszą”. Jakiś czas temu wkurzona na odstające nauszniki we wszystkich kupowanych czapkach dziecięcych sięgnęłam po wieloletniej przerwie po druty. I tak powstała pierwsza czapka dla najstarszej – wtedy kilkuletniej panny J.

czapka i komin na drutach (by me)

Zaczęłam przeglądać sieć w poszukiwaniu inspiracji i jakież było moje zdziwienie, gdy odkryłam mnogość blogów drutowo-szydełkowych, prowadzonych o dziwo nie przez nowoczesne, bo umiejące buszować po internecie babcie, ale przez dziewczyny w moim wieku. Potem wykopałam blogi miłośniczek filcu, szycia, mas plastycznych i wszelkich technik rękodzielniczych, o których wcześniej nie miałam pojęcia.

szydełkowy kamaleon made by me

Jeszcze 10 lat temu noszenie własnoręcznie zrobionego sweterka, uszytej przez siebie spódnicy, ulepionych kolczyków było passe i świadczyło o braku „kasy” – tak przynajmniej mi się wydaje. Dzisiaj jest to trendy i fajnie, że tak jest. Fajnie, że jest coraz więcej osób powracających do źródeł.

No i na koniec chciałam się Wam pochwalić jeszcze kilkoma moimi udziergami – jak je nazywam. Niektóre z nich, mam nadzieję, moje dziewczyny będą pamiętały nawet po latach – tak jak ja pamiętam swój wściekle żółty sweterek w krasnoludki.

Pin It on Pinterest

Share This