Musi dawać, bo inaczej umiera. Tak naprawdę całe życie jesteśmy w szkole. Trafiamy do różnych klas i na różnych nauczycieli. I nie dostajemy świadectw – tych papierowych.

Wolny jak ptak

Kiedyś, gdy żyłem sam (bez żony :) ) mogłem zebrać się i pójść – przed siebie. Obejrzeć dowolny program, posłuchać każdej muzyki. Ja podejmowałem decyzje. Potem przyszedł czas bycia razem. Takie bycie razem, ale jeszcze bez dzieci. Łatwe, przyjemne i lekkie. Oboje mogliśmy w dowolnym momencie zadecydować o wielu rzeczach, działaniach. Ograniczenia istniały, ale zwykle nie związane z osobami obok nas. Północ? No to co. Pakujemy się i wyjeżdżamy – bo taką mamy ochotę. Południe? No to co – poleżymy sobie jeszcze, bo fajnie tak razem poleżeć, porozmawiać, poleniuchować. My – we dwoje – podejmowaliśmy decyzje.

Otwarta furtka

Pierwsza

Pierwsze dziecko – nasza ukochana Ja – i od razu nasz świat zaczął wyglądać inaczej. Jest ktoś, kto ma swoje odrębne potrzeby, pojawiły się nowe emocje. Ten ktoś chce jeść, chce pić, spać, jest mu mokro, zimno, ciepło, może go coś boleć. Ten ktoś jest z nami. Nie bywa, ale jest.

Ten ktoś zależy od nas. Ten ktoś stał się częścią naszego swobodnie układanego świata. Nie można już, ot tak leżeć sobie beztrosko w południe czy o północy. Poleżymy, ale tylko wtedy, gdy ktoś nam to umożliwi.

Oddajemy kawałek siebie, a nasza wolność musi brać pod uwagę wolność naszego dziecka.

Druga

Po 5 latach przychodzi na świat Mi – nasza druga córka. Nasz świat staje się coraz bardziej skomplikowany. Więcej relacji, powiązań, potencjalnych konfliktów. Nic już nie jest i nie będzie takie, jak kiedyś. Przedszkolna Ja i niemowlęca Mi. Codzienne obowiązki zawodowe, domowe i rodzinne.

Obowiązki, których nie można scedować na kogokolwiek. Jedyne co, to można je spychać na siebie nawzajem. Pokusa ogromna i chyba przede wszystkim dla faceta. Mama z małym dzieckiem zostaje w domu, ojciec ucieka jedzie do pracy. Może gdzieś jest odwrotnie. Może gdzieś oboje uciekają jadą do pracy.

Trzecia

Mijają lata – i znowu pięć – i do naszego świata zaprosiliśmy kolejną małą osobę. Wszystko zaczynamy od nowa. Nic już nie będzie takie, jak wcześniej. Pieluchy, zasypianie, karmienie, pierwsze słowa, pierwsze uśmiechy, wspólne zabawy. Budowanie fundamentów relacji. Stwarzanie bliskości.

Mała stópka

Szkoła

Czy to nie miłość właśnie? Taka prawdziwa, taka, która myśli o innym człowieku. Taka, która chce być blisko. Co tam myśli, taka, która nie zostawia wyboru. Zmusza do oddania kawałka siebie komuś innemu. Tu i teraz.

Prawdziwa szkoła miłości. Miłości, która daje. Miłości, która musi dawać, bo inaczej umiera.

Gdybym jednak – załóżmy – mógł spróbować jeszcze raz, to chciałbym, aby nasze rodzinne życie wyglądało tak samo. Tak samo i z tymi samymi dziewczynami.

Nie zamieniam się.

Pin It on Pinterest

Share This