Bieszczady

Okazje należy wykorzystywać. Słoneczna pogoda i wagary to idealne połączenie na przedwiosenne porządki. Dziewczyny dają radę.

Okazja

Wczoraj w Krakowie pogoda była bardzo, ale to bardzo łaskawa. Słoneczko pięknie przygrzewało. Ucieszona rychłym końcem zimy, zerkałam z rana na te promyki wdzierające się do mieszkania.  I wtedy mój wzrok padł na okna – nie myte, o zgrozo, od początku zimy. Chwila zawahania została pokonana przez głos rozsądku – trzeba wykorzystać sposobność, bo kolejna nie wiadomo kiedy się nadarzy. A fakt, że wszystkie trzy panny były tego dnia w domu, przeważył szalę decyzji na tak.

No więc śniadanko, chwila krzątaniny i najpierw coś dla przyjemności – wszystkie cztery wybrałyśmy się na spacer i plac zabaw. Porządnie dotlenione wróciłyśmy do domu.  Szybki podział obowiązków i do roboty! Kilka godzin i okna umyte, firanki, zasłonki uprane, kurze wymiecione, kwiatki z parapetów doprowadzone do ładu. Ja zmęczona, ale zadowolona.

Babcia

Gdyby ktoś, jakieś 10 , 9 lat temu – kiedy Ja była mała i była jedna, próbowałby mnie przekonać, że z małym dzieckiem da radę umyć okna w całym mieszkaniu, a do tego poprać i poprasować firanki, to bym nie uwierzyła. Wtedy wydawało mi się, że mając pod opieką małe dziecko „nie da się” zrobić wielu rzeczy, że jest to niewykonalne, bo przecież trzeba zająć się dzieckiem.

Pamiętam, jak z niedowierzaniem pytałam Tomka mamę, jak Ona to robi, że mając pod opieką jedno, dwoje, albo i więcej wnucząt, potrafi zrobić wszystko, co sobie zaplanowała. A Ona wzruszała tylko ramionami, nie wiedząc co mi tak na prawdę odpowiedzieć – dla niej to nie było nic nadzwyczajnego. Ot tak, dzieci się krzątały wkoło Niej, „pomagały” po swojemu, a Ona się nie wkurzała na skutki uboczne tego pomagania i już. I takiego podejścia zaczęłam (zaczęliśmy) się od Niej uczyć.  Może dlatego między innymi, w ostatnie wakacje nie było żadnym problemem dla nas chodzenie z pannami (półtoraroczną Ba) po bieszczadzkich połoninach. Pytanie było tylko, skąd wykombinować nosidło. Było cudnie.

Trzy to trzy

Druga sprawa, to fakt, że naprawdę z trójką jest łatwiej wiele rzeczy zrobić, niż z jedną, czy jednym. Dlatego na początku napisałam, że obecność wszystkich moich panienek w domu przeważyła decyzję, że trzeba właśnie tego dnia te okna ogarnąć. Po prostu wiedziałam, że będzie łatwiej. Kiedy Ja i Mi są w domu, Ba wystarczy możliwość kręcenia się wokół nich i wszyscy są zadowoleni. No może poza krótkimi, ale intensywnymi  spięciami, kiedy Ba jednak samo kręcenie się wokół sióstr nie wystarcza :). No i co tu dużo mówić, mam fajne córki, które czasami pomarudzą, dlaczego muszą to, czy tamto zrobić, ale generalnie można na Nie liczyć.

Na gotowe

A Tomek przyjechał oczywiście już na gotowe i jakbym palcem nie pokazała, to pewnie by nawet nie zauważył, jaki kawał dobrej roboty Jego babiniec wykonał. Ach, ci faceci :)

 

Pin It on Pinterest

Share This