razem rakiety i lotka

14 lat i to jeszcze nie wszystko. Jak to się robi? Dzisiaj serwuję 6 super skutecznych porad. Ale uwaga: stosujecie na własną odpowiedzialność. Reklamacji nie przyjmuję.

Trzy grosze i 14 lat

Internety pełne są porad co zrobić, żeby mieć trwały i udany związek (tzn. pewnie są, bo nie sprawdzałam). Postanowiłam dorzucić swoje trzy grosze w tym temacie. A co, w końcu 14 lat stażu małżeńskiego z jednym i tym samym mężczyzną daje mi solidną dawkę doświadczenia. Postanowiłam dzisiaj zaserwować Wam 6 niezawodnych sposobów na to, jak (nie) wytrwać ze sobą tyle lat, co my.

Uprasza się teraz szanowne czytelniczki i szanownych czytelników o przestawienie głów w tryb detekcji ironii. Jeżeli ktoś nie posiada na wyposażeniu takiej funkcji, to chyba lepiej darować sobie dalszą lekturę.

Pora na porady

Po pierwsze

Nie rozmawiajcie ze sobą za często. Rozmowa to pierwsza przyczyna tego, że w związku zaczyna się psuć. Ona albo on (przyznaję to niechętnie, ale zazwyczaj jednak ona) nabiera ochoty na rozmowę. Oooo uwaga, od tego już tylko krok do kłopotów. Ona analizuje, doszukuje się drugiego dna w jego wypowiedzi, a jego zaczyna boleć głowa od częstotliwości wypowiadanych przez nią słów.  Nie ma co ryzykować, rozmowa to preludium do kłótni, a kłótnie niszczą związek. Unikajcie rozmów. Ooo wieźcie sobie na przykład laptopy, osiądźcie naprzeciw siebie, żeby się nie drażnić zaglądaniem przez ramie i spędźcie cichy, spokojny wieczór. Jeśli już strasznie nie możecie się opanować i koniecznie musicie do siebie otworzyć usta, to wybierajcie bezpieczne tematy np. kto, gdzie i które dziecko zawiezie i przywiezie, kto zrobi zakupy, o której wróci do domu…. Hmmm właściwie, to też nie są bezpieczne tematy. Już mam kilka pomysłów, o co można by się było przy nich pokłócić. Czy istnieją w ogóle bezpieczne tematy do rozmów wewnątrzzwiązkowych??

Po drugie

Nie wychodźcie, a tym bardziej nie wyjeżdżajcie we dwoje. Takie wyjścia i wyjazdy są obarczone dużą dawką ryzyka, że chcąc nie chcąc zaczniecie ze sobą rozmawiać, a wiecie… punkt 1.

Po trzecie

Mężczyzno  – jeśli ktoś, kiedyś powiedział Ci, że dobrze robi związkowi komplementowanie kobiety, to Cię oszukał. Załóżmy, że chcąc być miły powiesz:
– Ładnie dziś wyglądasz kochanie.
W odpowiedzi możesz usłyszeć:
– Dzisiaj?? To znaczy, że wczoraj wyglądałam źle? No tak, ZAWSZE miałeś wymagania. ZAWSZE coś Ci się we mnie nie podobało, prawda? Ta Anka z Twojej pracy to pewnie codziennie dobrze wygląda, co nie? No tak, ale ona nie ma na głowie domu, dzieci, sprzątania, prania…..
Zachowując czujność, na poczekaniu, szybko przeredagujesz komplement i podasz go w innej postaci:
– Kochanie Ty zawsze pięknie wyglądasz.
No niestety i to Ci nie zagwarantuje bezpieczeństwa.
– Zawsze??  Jeśli mówisz, że zawsze, to chyba nigdy mi się nie przyglądasz z rana. Jak ja mam wierzyć w Twoje słowa, jeśli serwujesz mi takie podszyte nieszczerością banały?

Po czwarte

Kobieto nigdy nie chwal swojego mężczyzny, a już szczególnie za to co robi w domu. Podobno facetów należy doceniać za ich działania, zauważać  i werbalizować ich wkład wniesiony do związku, domu i rodziny. Nic bardziej mylnego.

– Kochanie, bardzo mi miło, że zrobiłeś dziś obiad i powiesiłeś pranie.
– No tak, gotowanie, pranie, co ze mnie za mężczyzna? Przez te lata małżeństwa zrobiłem się jak baba. Kumple do pubu na piwko i meczyk, a ja kotlety tłukę, zamiast na siłownię, to z majtkami między sznurkami biegam.

Tak kochana kończy się to chwalenie. Lepiej nie zaczynać.

Po piąte

Nie wolno mieć wspólnych rozliczeń, wspólnej kasy, wspólnych zasobów. Wszystko co tylko się da dzielcie na moje i twoje. Mój kawałek bułki, moja ćwiartka masła, moje śmieci, mój papier toaletowy, moje odwożenie dzieci, moja ‚połowa’ łóżka … a tamto twoje, i tamto twoje.  „Nic wspólnego” to zminimalizowanie okazji do konfliktu. Jasne granice, dobre służby celne i porządne cła. A jeżeli chcecie coś od siebie nawzajem to macie bartery, współprace i wolny rynek.

Po szóste

Kredyt. Dzielcie co się da na dwoje, ale kredyt ma być wspólny. To wyjątkowy, niezwykle cenny zasób. Najlepiej hipoteczny, na pełną wartość mieszkania lub domu. Zalety takiego kredytu dla związku widzę co najmniej dwie: jesteście zarobieni na co dzień, żeby go spłacić, więc czasu na analizowanie związku, a tym bardziej bycie niezadowolonym brak, zaś wizja ogromu formalności i papierków w przypadku rozstania jest najlepszym lekarstwem na wszelkie problemy.

Tak zwane zakończenie

Jestem pewna, że do powyższej listy każdy z Was może dopisać jeszcze swoje sprawdzone i skuteczne sposoby na (nie)wytrwanie w udanym i szczęśliwym związku. Dopisujcie, chętnie się zapoznam.

Pin It on Pinterest

Share This