Nie sztuką jest przekonać dzieci do uwierzenia w świętego Mikołaja. Sztuką prawdziwą jest dostarczyć prezenty i nie wpaść na gorącym uczynku. Im starsze dzieci tym jest trudniej.

prezenty

Po kawałeczku

Przychodzi taki moment w życiu, że przestajesz wierzyć w przynoszącego prezenty świętego Mikołaja. W sumie to bardziej proces niż moment. Najpierw jest pewność jego istnienia, potem pojawiają się wątpliwości podsycane wyznaniami koleżanek i kolegów. To taki czas, gdy z jednej strony jest ogromna ochota, aby nadal wierzyć, a z drugiej coraz bardziej wiadomo, że prawda jest inna. Obserwowałem to u naszej najstarszej córki, a za chwilę będę widział u średniej. I nie wolno nam – jako rodzicom – zepsuć tego czasu zbyt szybkim rozwiązaniem zagadki. Pozwólmy dziecku dojrzewać i odkrywać po kawałeczku.

– Mamo, ale czy święty Mikołaj istnieje?
– Tak córeczko.
(Na gruncie naszych przekonań to prawda)

– Tato, a kto przynosi prezenty, święty Mikołaj czy rodzice?
– A jak myślisz?
– A nie wiem, chyba święty Mikołaj, ale Iza mówiła, że to nieprawda i rodzice.
– Aha, powiadasz, że tak mówiła Iza, hmm. A pamiętasz może co jeszcze mieliśmy kupić? – taka klasyczna zmiana tematu.

6 grudzień

Dobrze, dobrze, ale corocznie przychodzi ten 6 grudzień, gdy trzeba dostarczyć paczuchy. Najlepiej niepostrzeżenie. Maluchy łatwo obejść. Starsze dzieci to znacznie trudniejszy orzech do zgryzienia. To swoiste: kto kogo przechytrzy. Doświadczeni rodzice mają swoje sposoby, aby uniknąć pułapek zastawianych na „wiadomo, że przyjdzie” gościa. Ja jako ten doświadczony postanowiłem opisać trzy scenariusze. Takich, które nie wymagają konieczności wykorzystywania sił specjalnych. Co prawda w tym roku już po wszystkim, ale w następnym sezonie będzie jak znalazł.

3 scenariusze

Klasycznie

Sąsiad, wujek lub dziadek, ewentualnie student lub studentka przebierają się w piękne szaty. Przyklejają brodę z waty, nakładają czapę i tubalnym głosem próbują przestraszyć co bardziej strachliwe dzieci.
Ja do dzisiaj pamiętam swoją traumę z wymyśleniem wierszyka, którym obowiązkowo należało zaprezentować się przed tym świętym roznosicielem. Nie cierpiałem tego brrrr.
Wariant klasyczny jest poza domowymi gniazdkami powszechnie stosowany w przedszkolach i bywa stosowany w młodszych klasach szkół podstawowych.

Zastukałem, zostawiam i uciekam

Prawdziwy James Bond nie pozostawia śladów. Prawdziwy Mikołaj też nie zostawia śladów, leczy jedynie prezenty. To jest bardzo prosty scenariusz. Nie trzeba się przebierać. Wystarczy umieścić paczki z prezentami przy drzwiach, a nawet przed drzwiami. Potem wyczekać na odpowiedni moment i zastukać bądź zadzwonić do drzwi. I udając, że idziemy otworzyć nagłym okrzykiem zwołać stadko oznajmiając, że oto musiał być u nas ten zacny dostarczyciel. Na koniec pozostaje celebracja wspólnego zadowolenia.

Ukradkiem

Co robicie jak uśnie maluch? Jak się ewakuujecie do innego pomieszczenia? Na paluszkach, na czworakach, z wstrzymanym oddechem? Jeżeli odgrywacie którąkolwiek z tych lub podobną do wymienionych scenek to jesteście na właściwej drodze. Z pewnością świetnie poradzicie sobie w tym scenariuszu. Tutaj trzeba zrobić wszystko, aby niepostrzeżenie podrzucić to ‘kukułcze jajo’ i czmychnąć. Polecam stosować odpowiednie obuwie, polecam odpowiedni wybór godziny dostarczenia – no nie ma lekko, trzeba czuwać. U nas najlepsza pora zaczyna się gdzieś po 1 w nocy. Ważna sprawa: pamiętajcie, aby wybrać taki materiał do spakowania paczki, który nie wydaje dźwięków, nie szeleści. W sekrecie powiem, że to mój ulubiony sposób.
Aaaaa jeszcze jedno. Wraz z rosnącym wiekiem dziecka (najstarszego) musicie się mieć coraz bardziej na baczności. Takie młode, w odpowiednim nastroju jest w stanie wymyślić i zastawić wiele pułapek na dostarczyciela. A choćby takie małe klocki rozsypane przy wejściu do dziecinnego pokoju. Postawienie całego ciężaru ciała na takim klocuszku może skończyć się okrutnym wrzaskiem. Uważajcie zatem i bądźcie czujni.

Jestem ciekawy czy w tym roku zastosowaliście któryś z wymienionych sposobów. A może zupełnie inny? Napiszcie, podzielcie się i nie trzymajcie dobrych pomysłów wyłącznie dla siebie.

Pin It on Pinterest

Share This