Małe dziecko mały kłopot, duże dziecko duży kłopot. Krótkie dywagacje ojca dorastającego dziecka. O granicach, wolności i słuchaniu. Czasem mam wielką ochotę tupnąć nogą lub walnąć pięścią w stół.

Kotek zabawka

Nasze coraz mniej

Nie jestem psychologiem. Jestem rodzicem. Zostałem ojcem i jestem tatą. I chcę być świadomym, coraz bardziej świadomym i mądrym rodzicem. Dlatego szukam, obserwuję, słucham i czytam. Uczę i zmieniam się. Wierzę, że na lepsze.

Nikt nie lubi nie być docenianym przez innych, ignorowanym i niezauważanym. Nikt. Ja nie znam takiej osoby. Każdy z nas ma potrzebę wyrażania siebie, pokazywania siebie, bycia sobą. Potrzebę posiadania swojego zdania. Potrzebę poczucia odrębności swojej osoby.

Dzieci także i taka potrzeba rośnie wraz z dzieckiem. Niemowlaki płaczą, tulą się, uśmiechają, gaworzą. Potem pojawiają się pierwsze słowa. Potem zlepki słów, zdania. Jako rodzice możemy obserwować, doświadczać, być obok. Cieszyć się i ronić łzy. Pojawiające się bardziej i mniej burzliwe okresy buntu to przecież kolejne etapy poszukiwania sposobu i wyrażania siebie. To kolejne etapy wychodzenia ku coraz większej autonomii. A nie – jak niektórzy chcieliby – wrodzona czy nabyta chęć uprzykrzenia życia rodzicom. Ten mały człowiek staje się coraz bardziej swój własny, coraz mniej „nasz”.

Grzeczne czy nie?

Wychowywanie. Dobre i świadome wychowywanie dziecka nie ma nic wspólnego z tresurą. Bycie ojcem, matką to bycie zanikającym wraz z upływem lat przewodnikiem. Nie generałem, królem, właścicielem czy treserem stada.

Dziecko jest swoje. Dziecko nie jest naszą własnością. I im starsze tym bardziej ‘swoje’, bardziej oderwane, odrębne.

„Małe dziecko mały kłopot, duże dziecko duży kłopot”

To jedno z tych oklepanych i niezbyt mądrych powiedzeń. Mało kto zaprzecza.
Ja proponuję inne:

„Małe dziecko to mały człowiek, który potrzebuję więcej naszej opieki i obecności. Duże dziecko to większy człowiek, który potrzebuje coraz więcej wolności i niezależności. Potrzebuje coraz więcej być sobą samym, a nie słodziutkim synkiem czy córeczką.”

Moje ja

Z uwagą obserwuję naszą najstarszą córkę. Dostrzegam jakie ogromne zmiany w niej zachodzą. Odczuwam, jak mocno zmienia się jej poczucie świadomości odrębności osoby. Słyszę jak inaczej wyraża swoje emocje, swoje potrzeby. Ona chce być traktowana coraz bardziej jak osoba dorosła.

Może mi się nie spodobać bluzka, którą wybiera. Tyle, że to nie powinno oznaczać, że ona nie może jej ubrać. Mogę rozmawiać, podać swoje argumenty, ale to co innego niż autorytarne powiedzenie NIE.

Może jej się nie spodobać propozycja wypicia wspólnej herbaty tu i teraz. I cóż z tego, że ja chciałbym. Ona nie musi chcieć. Tu i teraz.

Może jej się nie spodobać moja propozycja książki do przeczytania czy filmu do obejrzenia. Bo zwyczajnie ma ochotę na coś innego.

I tak dalej, i tak dalej …

Ni oznacza to jednak, że ja jako tato nie mam nigdy prawa do postawienia na swoim. Mam takie prawo. I są takie sytuację gdy nie tylko mogę, ale muszę z niego skorzystać i kategorycznie zaprotestować, nie zgodzić się. Kategorycznie, ale z bezwzględnym poszanowaniem drugiej osoby.

Czujność

Kusi bardzo, aby bezmyślnie tłamsić wszelkie przejawy nastoletniości. Kusi, aby zamiast zwracać uwagę na sposób wyrazu całkowicie powrócić do okresu malutkiej dziewczynki. Okresu olbrzymiej zależności małego człowieka od dorosłego. Kusi bardzo, aby zamiast wsłuchiwania się mieć swoje niepodważalne zdanie. Pokusa władzy. Postawić granice i ściśle ich przestrzegać. I mieć pozorny spokój.

Polecenia, zakazy, nakazy to zdecydowanie za mało, to jest nic w komunikacji z dzieckiem, a szczególnie jest to widoczne przy dziecku wchodzącym w wiek nastoletni. Nie wolno zredukować naszej komunikacji do form jednokierunkowych. Żołnierze słuchają swojego dowódcy, ale tylko dopóki muszą. Ja wolę, aby moje dzieci nie tyle musiały, co chciały mnie słuchać (o samym słuchaniu już pisaliśmy).

Rodzice, bądźmy czujni przy naszych dorastających dzieciach. One potrzebują więcej wolności niż kiedyś. Dużo więcej. One potrzebują dużo cierpliwości. One potrzebują dużo naszej otwartej, a nie konfrontacyjnej uwagi.

Pin It on Pinterest

Share This