mrówka i kora

Nie po raz pierwszy przekonałem się, że czasem warto się na chwilę zatrzymać, otworzyć uszy i przestać być tylko królową królem mrowiska.

Wiem co chcę

Ten wpis zaczynałem pisać chyba z siedem dziewięć razy. I za nic w świecie nie mogłem przebrnąć przez pierwsze 10 zdań z poczuciem choćby minimalnego zadowolenia. Co napisałem to usuwałem. To zdaje się jest ten ósmy dziesiąty. Może tym razem się uda …

Zwykle wiem co chcę osiągnąć, a przynajmniej wydaje mi się, że wiem (z samym osiąganiem to oczywiście już inna historia). Wiem, kiedy nasze dziewczyny mają iść spać, kiedy mają siadać do stołu, kiedy ma być czas na zabawę, kiedy mogą obejrzeć bajkę czy film, kiedy mają po sobie (po)sprzątać, kiedy robić to czy tamto. Wszystko wydaje się proste i poukładane. Jak w najlepszej korporacji. Mam w głowie gotowe scenariusze. Wystarczy o odpowiedniej porze wydać stosowne polecenie.

– Ja nakryj do stołu
– Mi proszę pościelić łóżko – teraz
– Ba podnieś te pestki z czereśni

I wiele, wiele innych, podobnych komunikatów, które tonami codziennie wysyłam do moich córek.

Doprawdy dość luźne, ale mam teraz skojarzenie z mrówkami (i stąd ta fotografia :) ), które wiedzą którędy i gdzie wędrować. Wiedzą jaką pracę, jakie zadania wykonać. I chyba nawet się nie buntują. Król Królowa mrowiska „rządzi”. Doskonały ład korporacyjny.

mrówka i kora

To chyba nie tak

Dość niedawno, bo zaledwie jakieś 2-3 miesiące temu uświadomiłem sobie dość przerażającą rzecz. Uświadomiłem sobie, że ja bardzo marnie słucham. Bez wątpienia świetnie wychodzi mi wysyłanie nakazów, ustaleń, poleceń, rozporządzeń. Z drugiej strony bardzo mało komunikatów chcę usłyszeć od moich córek. Często w sposób jawny bronię się przed nimi, robię uniki, skutecznie szukam wymówek. No wiecie: poczekaj, nie teraz, nie marudź…

Jestem w stanie usłyszeć o potrzebach fizjologicznych, obsłużyć małą Ba, przygotować śniadanie, obiad, kolację, podać wodę do picia, zrobić kanapkę, pościelić łóżko, przytulić, dać buziaka. Jestem w stanie poświęcić czas na wspólną grę, wyjście przed blok, wspólne czytanie. Mam dla nich czas. Z pozoru wszystko jest w najlepszym porządku.

 

Zamknij się i słuchaj

Z pozoru wszystko jest w najlepszym … o ile pasuje do scenariusza.

A one próbują powiedzieć, pokazać jakie są ich potrzeby. Wysyłają dziesiątki komunikatów o swoich emocjach.
– Mi tupie nogą, że nie będzie jadła (czytaj: tato, nie lubię tej szynki [przyp. tłumacza])
– Ba płacze i marudzi (czytaj: tato, jestem senna [przyp. tłumacza])
– Mi snuje się wieczorem po kuchni i wymyśla coraz to nowe rzeczy, które koniecznie musi jeszcze zrobić (czytaj: tato boje się być sama w pokoju, posiedzisz przy mnie, aż zasnę? [przyp. tłumacza])
– Ba snuje się za mną jak cień, nie dając nic zrobić (czytaj: tato, tęsknię za mamą [przyp. tłumacza])
– Ja wkurza się przy odrabianiu lekcji krzycząc, że matma jest głupia (czytaj: tato, nie umiem tego zrobić, pomóż [przyp. tłumacza])

Komunikaty – wypowiadane wprost, ale jeszcze częściej wypowiadane w sposób zakamuflowany (przecież to KOBIETY są, no) i tylko ode mnie zależy jak zareaguję i co z nimi zrobię. A ja często się bronię. I niewielkie pocieszenie, że zwykle robię to nie do końca świadomie. Ile to razy na zadane pytanie, prośbę usłyszały ode mnie chyba najgorsze z możliwych odpowiedzi:
– Zaraz.
– Poleż, zaraz zaśniesz.
– Mama niedługo wróci, nie marudź.
– Jesteś już dużą dziewczynką, idź spać.
– Poćwicz, na pewno zrobisz.

Przecież równie dobrze mógłbym powiedzieć coś takiego:
– Daj spokój, to naprawdę błahostka. Poradzisz sobie sama. Ja jestem zmęczony. Nie zawracaj głowy.
I oczywiście nie miałoby to nic wspólnego z próbą zachęcenia do wytrwałości i samodzielności.

Przedwczoraj Ja po raz kolejny spróbowała i zapytała:
– Tato obejrzymy mecz? (czytaj: chciałabym, abyśmy zrobili razem coś przyjemnego, ot tak, po prostu [przyp. tłumacza] ).
Odpowiedziałem:
– Tak, z przyjemnością. Jeżeli tylko dotrwam. ( i znowu prawie udało mi się odbić piłeczkę, nawet zostawiłem sobie opcję wyjścia, że mogę przysnąć przy Ba – cóż za wspaniały taktyczny zabieg).
I obejrzeliśmy razem prawie cały mecz (od 13 minuty o czym wiedzą bywalcy naszego FB :) ). Inne sprawy jednak mogą poczekać. Świat się nie kończy, Wisła płynie nadal, a powietrze w Krakowie tak samo brudne jak dzień wcześniej, a noc i tak jest zbyt krótka.

Cóż, na koniec sam dla siebie mam dobrą i szczerą radę.

Zamknij się tato i po prostu (po)słuchaj. Otwórz oczy i zobacz.

A jak posłuchasz, to masz szansę usłyszeć i zrozumieć ich potrzeby. A jak zrozumiesz to możesz dać im kawałek siebie. Tylko tyle i aż tyle. I warto pamiętać, że ta konkretna szansa na usłyszenie, zobaczenie nigdy się nie zdarzy po raz drugi. Panta rei.

 

Pin It on Pinterest

Share This