Doktorat można zrobić z wielu dziedzin. Jednak prawie każdy z rodziców powinien mieć automatycznie przyznawany doktorat w dziedzinie walizkowo-torbowej. Nie mam co do tego większych wątpliwości.

Kiedyś, dawno temu

Pakowanie to nie jest taki zupełnie zwykły rytuał. Wymaga zaangażowania na całego, czyli i fizycznego i umysłowego. Nie ma drogi na skróty.

Dawno, dawno temu, kiedy nie było dzieci wszystko szło gładko, szybko i w miarę bezboleśnie. W 30 minut bylismy gotowi na prawie każdy wyjazd. Torby do bagażnika i wiiiooo. W tamtych czasach potrafiliśmy podjąć decyzję o wyjeździe o godz 22 i o 22.45 być w trasie. W tamtych czasach w prawie każdy weekend wyruszaliśmy ze smogowego miasta i najczęściej na wschód ku cywilizacji. Vectra staruszka – w tamtych czasach vectra była naszym super pojazdem – z dwulitrowym silnikiem na banzynogaz doskonale dawała radę.

Hop i zmiana

Później czasy się zmieniły. Nagle nie wiadomo skąd i dlaczego w bagażniku naszej vectry zaczęło brakować miejsca na jajka i słoninę ze wschodu ;). To był jeden z efektów pierwszego dziecka. Nagle okazało się, że musimy podróżować z mnóstwem koniecznie potrzebnych sprzętów od wózka poczynając. Wtedy jeszcze nie do końca wiedzieliśmy, że nic już nigdy nie będzie takie same.

walizki i torby 5

Tak sobie myślę, że Państwo (przez duże P specjalnie napisałem) powinno płacić słone odszkodowanie rodzicom za poświęcenie na rzecz powiększenia stanu liczbowego społeczeństwa. Nie jakieś tam ulgi, marne, podatkowe, tylko odszkodowanie za każdy dzień, za każde młode i najlepiej z uwzględnieniem amortyzacji od dnia urodzin rodzica.

Odwieczne pytania

Walizki, torby, torebeczki, plecaki, szczoteczki i szczotki, pluszaki, skrzypce, wózki, pieluchy, kocyki, kurtki, czapki, szaliki, buty, kanapki, kapcie, paluszki i termos z herbatą. Cała góra przeróżnych rzeczy i przyborów. Tak wygląda normalne pakowanie z dziećmi. Wyjazdy na święta, czy jakiekolwiek wyjazdy całorodzinne zaczynają się od maratonu walizkowo-torbowego. Kiedy uda się jakimś cudem i resztkami sił upchać szmatki i nie szmatki do toreb i walizek, to przychodzi pora na kolejny etap pakowania. Tak kolejny etap i do tego mój ulubiony. Całą górę tobołków trzeba umieścić w bagażniku już nie vectry, ale także leciwego AEL-a. Zwykle od kilkudniowego wyjazdu poczynając trwa to co najmniej jedną godzinę. Niestety czas to nie jedyny koszt upychania bagażnikowego, bo po takiej akcji jestem zwykle tak zmęczony, jakbym już pół Europy przejechał siedząc za kółkiem, a siedzenie za kółkiem jeszcze nie rozpoczęte.

walizki i torby

W końcu można wystartować (po uprzednim włożeniu do fotelików, zapięciu pasów i zamknięciu drzwi), kluczyk przekręcony, silnik uruchomiony i ruszamy. Po kilu minutach zwykle z tylnej kanapy słychać odwieczne pytania:

Daleko jeszcze?

albo alternatywne:

 Czy mogę coś zjeść?

Kochamy te pytania tym bardziej, że w ciągu kolejnych 3 godzin zostaną zadane dziesiątki razy.

Koniec, a może nie?

Dojechaliśmy. Wszyscy zadowoleni prawie, ponieważ ja jestem super zadowolony wizją rozpakowania upchanego bagażnika. Wszak sport to zdrowie, a czasu na siłownię i tak brakuje.

I tak przy każdym wyjeździe, i tak przy każdym powrocie. Pakowanie, upychanie, wyjmowanie, rozpakowywanie.

Bardzo lubimy nasze rodzinne wyjazdy. Naprawdę.

A jak z tym u Was?

Pin It on Pinterest

Share This