Z punktu widzenia kochającego rodzica. Ostatnio trochę żartobliwie, ale dzisiaj na poważnie – powody, dla których warto wędrować. Dzieci i wyprawy.

Bez przymrużania oka

Kilkanaście dni temu (z premedytacją)  byliśmy sami (czyli ja i Justyna), ale rok temu, na poprzednich wakacjach balowaliśmy w Bieszczadach naszą całą rodzinną bandą. W pełnym składzie udało nam się wejść na Połoninę Wetlińską i na Połoninę Caryńską. Specjalnie, ze względu na nasze trzy dziewczyny szlaki wybraliśmy takie, które można pokonać w stosunkowo krótkim czasie i bez ekstremalnych wspinaczek. Było cudnie, choć nie w każdym momencie łatwo i lekko. Było normalnie.

Rawka

Rawka i Justyna

Rawka i kruk

Dwie notki temu pisałem z przymrużeniem oka o powodach, dla których warto zabierać dzieci w góry. To był taki mały żarcik. Dzisiaj podejście numer dwa i bez zaciskania powiek. Dzisiaj przedstawiam argumenty z punktu widzenia rodzica, który kocha swoje dziecko (dzieci) i chciałby je świadomie kształtować (=wychowywać).

No, a przy okazji mam kolejny pretekst do pokazania kilku bieszczadzkich fotografii :)

Trawa i niebo

Wspólny czas

Czas z dzieckiem bez umilaczy i zabijaczy nudy – zakładam, że nie targamy ze sobą tabletu, smartfonu (chyba, że jako narzędzie do kontaktu) czy ultrabooka. Zaaranżowana, wymuszona izolacja od ‘normalnego’ świata. Świetna sytuacja do pogłębiania wzajemnych relacji, do rozmowy, do okazywania wsparcia. Do bycia razem.

Pokaż swoją słabość

Fantastyczna okazja do pokazania, że tata czy mama też czasem mogą nie dawać rady. My przecież nie jesteśmy terminatorami, w górach można to pokazać i do tego w naturalny sposób. Każdy z nas i dziecko i dorosły może mieć kryzys, może potrzebować dodatkowego odpoczynku, specjalnej przerwy, konieczności posilenia się, czy ugaszenia pragnienia, może także potrzebować pomocy innej osoby. Okazywanie prawdziwej słabości nie musi być porażką w przeciwieństwie do udawanego ‘bohaterstwa’.

Zasady mają sens

W górach świetnie widać, że zasady są jednak ważne, a zagrożenia, o których wspominają dorośli realne. Słońce, śliskie kamienie, ‘niebezpieczne’ zwierzęta, zmienność pogody. Zasady w domu kojarzą się z ograniczeniami i znużeniem. Zasady w górach to elementy naszego bezpieczeństwa.

Jesteśmy zespołem

Tworzymy zespół i działamy w zespole. Pomagamy słabszym (chwilowo słabszym) i dbamy o siebie wzajemnie. Nie pędzimy, nie ścigamy się, nie udowadniamy naszej lepszej kondycji. Pamiętam, jak podczas wspominanej wcześniej naszej ubiegłorocznej małej wyprawy każdą z dziewczyn dopadał kryzys w innym dniu. Pamiętam, jak razem, wspólnie próbowaliśmy pomóc go przetrwać. Pamiętam, jak cieszyliśmy się po dotarciu na szczyt, po wspólnym zakończeniu wędrówki.

Zapasy i planowanie

Zapasów musi wystarczyć do końca drogi. Przygotowujmy się do zadania (do drogi), ubrania, buty, zapasy jedzenie i wody. Bardzo lubię i nigdy nie chciałbym rezygnować ze spontanicznego życia. To jednak nie wszystko, nie zawsze tak można. Wyprawa wymusza na nas konieczność planowania, a dzieci są w tym razem z nami. One też mogą (gdy są w odpowiednim wieku) mieć własny plecaczek, mieć okazję dostrzec troskę o osłonę od palących promieni słonecznych czy deszczu, troskę o odpowiedni zapas wody i prowiantu.

Dzielność

Wytrwałość, wysiłek i pokonywanie trudności, czyli okazja do nauki dzielności. Mam wrażenie, że te wszystkie wymienione cechy powszechnie są dość deficytowym towarem. Tym bardziej warto zainwestować w ich kształtowanie u naszych dzieci. Każda kolejna pokonana górka, każdy stopień, kolejny zakręt, a im trudniej tym lepiej. I jaka radość i satysfakcja na koniec. Bezcenne.

Piękno

Świat jest piękny. Podziwiajmy go, szanujmy i uczmy tego nasze dzieci. Nie znam osoby, która po wejściu na szczyt z rozległym widokiem powiedziałaby:
– Ale tu jest beznadziejnie.
To jest kapitalna okazja do pokazania piękna świata obciążonego zwykle tylko minimalną ingerencją człowieka.

Na koniec

Na naszym małżeńskim wypadzie było cudnie. W ten sposób zrealizowaliśmy jedno z malutkich marzeń i w ten sposób daliśmy sobie możliwość świętowania naszej lipcowej rocznicy kolejnego roku bycia razem. Tylko, że o dziwo mimo cudowności okoliczności, jednak chwilami kogoś nam brakowało. Czasem zastanawiam się co będzie, jak przyjdzie czas wyfruwania naszych piskląt z gniazda.
Tymczasem – póki co, wstępnie i lekko ołówkiem – zaplanowaliśmy już nasz jesienny wspólny (czyli razem z dziewczynami) bieszczadzki wyjazd. I niech się uda.

Kwiatek

Kwiatek drugi

Kwiatek jak bawełna

Kwiatek z robaczkiem

Kwiatek jak dzwonek

Kwiatek okrągły

Jaszczurka malutka

Widok z drogi na Szeroki Wierch

Droga na Tarnice

Widok z Halicza na Rozsypaniec

Pin It on Pinterest

Share This