Dzwoneczek bilet

Od kiedy zobaczyliśmy pierwsze zapowiedzi, to wiedzieliśmy, że musimy. Ta seria nigdy do tej pory nas nie zawiodła. „Dzwoneczek i tajemnica piratów” został zaliczony.

Bajki

Bajek kinowych (zresztą nie tylko tych) wartych obejrzenia jest mało. Może ja jestem wybredna, ale większość mi osobiście się nie podoba. Niby są w kategorii „bez ograniczeń”, ale przeciętny 3-latek nie jest w stanie nadążyć za fabułą, a tym bardziej tempem dialogów. Niby są dla dzieci, ale w każdym dialogu upychane są aluzje dla rodziców. Niby wysoka technologia i efekty powinny powodować rozdziawienie buzi z zachwytu, a często bombardują taką ilością bodźców, która i dla dorosłego przestaje być przyjemna.

Jeśli idziemy z dziewczynami do kina, to chcielibyśmy dostać produkt wart naszych wydanych pieniędzy i zainwestowanego czasu. Nie ganiamy więc na każdą bajkę, która kusi z plakatów i bilbordów, mamy jednak nasze „must have”, takie jak chociażby seria o Dzwoneczku.

Oglądaliśmy z dziewczynami wszystkie części i byliśmy niezmiennie zachwyceni. Fabuła, muzyka, poczucie humoru dostosowane do dziecka, piękne obrazy, baśniowy klimat powodowały, że zaraz po obejrzeniu bajki wiedzieliśmy, że musimy ją mieć w naszej domowej wideotece. I mamy.  I często wracają do nich dziewczyny, a i my lubimy przysiąść przy nich i pooglądać.

No fajny?

Dlatego, że pójdziemy na najnowszą część Dzwoneczek i tajemnica piratów wiedzieliśmy odkąd pojawiły się tylko zapowiedzi. No i byliśmy. Wchodziliśmy do kina z miłą świadomością, że czeka nas godzina przyjemnie i pożytecznie spędzonego czasu. Wyszliśmy po seansie i na moje pytanie:

– i jak się wam podobało?

Dziewczyny odpowiedziały bez przekonania:

– noooo fajny.

Nooo fajny, kiedy po obejrzeniu poprzedniej części piały z zachwytu, powtarzały śmieszne dialogi i wypytywały się nawzajem, która postać była tą „naj”. Nie zdziwiła mnie jednak taka reakcja, bo z przykrością muszę stwierdzić, że i dla mnie Dzwoneczek i tajemnica piratów był co najwyżej taki sobie.

Walka z kimś

Tak naprawdę, to fabułę można by było streścić w dwóch zdaniach. Nie zachwyca i nie zaskakuje pomysłem, ani przekazem. Cały bogaty świat przystani elfów został zredukowany do kilku scen, cała reszta bajki to sześć wróżek (mogłam się machnąć o jedną), kilku piratów, ich kryjówka i morze. Trochę to tak mi wygląda, jakby twórcy na siłę próbowali podprowadzić opowieść o Dzwoneczku do bajki Piotruś Pan.

Muzyka i piosenki z poprzednich części „chodziły” za dziewczynami jeszcze wiele dni po obejrzeniu bajki, a teraz chyba nie zapamiętały żadnej melodii.

Baśniowy klimat  i piękne obrazy są i to chyba jedna z nielicznych rzeczy na plus. Wiecie, te czary mary z pyłkiem i talentami wróżek, bajecznie kolorowy świat, milusie  i zabawne zwierzątka, to wszystko jest.

Nasza Ja jeszcze przed bajką zwróciła uwagę, że to pierwsza część z serii o Dzwoneczku, gdzie walczy on nie z czymś, a z kimś. Jaki tego efekt? Dużo scen walki, które mimo śmiesznego szczerzenia zębów przez piratów, trochę nudzą.

Zaliczone

Jeśli mam więc podsumować, to muszę przyznać, że w porównaniu z poprzednimi, to najsłabsza odsłona Dzwoneczka. Jeśli jednak miałabym Dzwoneczka i tajemnicę piratów zestawić z innymi proponowanymi dzieciom bajkami, to i tak wiele z nich bije na głowę. Może nie udźwignęła ona oczekiwań wiernych fanów Dzwoneczka, może i nie powala na kolana fabułą i przesłaniem, ale na pewno dzieci mają szansę zrozumieć o co chodzi i nie słyszą głupawych dialogów i aluzji do świata dorosłych.

Dzwoneczek bilet

Pin It on Pinterest

Share This