Sukiennice_nocą

Dominikana, Wyspy Kanaryjskie, Kenia, Australia … Czy koniecznie musimy wyruszać na wyprawę życia, żeby odnaleźć satysfakcję? Ale uwaga, bo to nie jest wyłącznie o wakacjach.

Granica

Odnoszę wrażenie, że żyjemy w czasach, w których wyjątkowo łatwo przychodzi nam szukanie coraz większych, coraz mocniejszych, coraz bardziej spektakularnych wrażeń. Może to jakiś rodzaj sportu? Jednocześnie coraz trudniej odnaleźć nam radość w prostych czynnościach, w zwykłych aktywnościach. Nie wystarcza już wyjście na (zwykły) spacer, rozmowa, czy prosta gra towarzyska. To jest przecież tak mało atrakcyjne. Wszystko ma być naj, mocniej, best i w ogóle. Inaczej jest marne. Muszą być wrażenia, wrażenia, wrażenia … I gdzie jest granica? A gdzie będzie granica dla naszych dzieci, dla kolejnych pokoleń?

No i gdzie tym razem?

Dominikana, Wyspy Kanaryjskie, Kenia, Australia, Nowy Jork, Honolulu, a może Chorwacja, Włochy, Francja, Prowansja … no gdzie na te wakacje? Jakie miejsce wybrać, jakie atrakcje, jaką linię lotniczą, jakie biuro podróży? Co zrobić, żeby udanie spędzić urlop? Przecież wszystko już widzieliśmy, wszędzie byliśmy.

A może inaczej?

Uważam, że swoich wrażeń warto szukać (także) inaczej. I że to jest możliwe. I nie dotyczy to tylko wyjazdów urlopowych. Bardzo sobie cenię poczucie wolności i to często rodzi we mnie bunt przeciwko panoszącym się trendom. Modny, wspaniały Nowy Jork, Dubaj, Rzym, czy jakiekolwiek inne ‘światowe’ miejsce? Do każdego z nich z ochotą pojadę (lub polecę), ale także chętnie pójdę do najbliższego lasu pooglądać motyle i posłuchać drzew.

Chciałbym pokazać (i próbuję to robić) moim dzieciom, że to co mają w zasięgu ręki, wzroku, kroków swoich nóg, tuż za płotem może być i jest atrakcją. Wyjście nad strumyk może stać się wspaniałą wyprawą, fajną przygodą. I to nic, że byliśmy tam wczoraj i byliśmy tam trzy dni temu.

W świecie gotowych i pozornie łatwych rozwiązań, zupek instant i pigułek na prawie wszystko, coraz trudniej używać własnej wyobraźni, ale jest to możliwe. A przy odrobinie treningu …

Zatem, czy aby na pewno wszystko widzieliśmy? A może Bory Tucholskie, Roztocze ( o takie), Bieszczady? A może namiot na podwórku u znajomych? A może dwa tygodnie we własnym mieszkaniu, z całą rodziną, za to bez pośpiechu i gonitwy?

Spacer po Plantach

Był kwiecień, początek kalendarzowej wiosny, sobota. W tym dniu nasza średnia córka miała urodziny koleżanki. Zaproszenie kilka dni wcześniej znaleźliśmy na półce w szafce przedszkolnej szatni – to taka standardowa procedura kolportażowa. Potwierdziliśmy i sobota przestała być wolna. Impreza została zaplanowana w samym centrum Krakowa, a w zasadzie na środku Krakowskiego Rynku w budynku Sukiennic, w mieszczącym się tam oddziale Muzeum Narodowego. Młoda na urodzinach, a ja mam dwie godziny czasu. I co tu robić? Wracać? bez sensu. Zostałem i urządziłem sobie spacer po krakowskim Starym Mieście. Planty, Franciszkańska, Bracka, Rynek, Kościół Mariacki … Wszystkie te miejsca widziałem setki razy, tylko co z tego, skoro za każdym razem można na nie popatrzeć inaczej – trzeba tylko chcieć. I tak oto „wyszedł mi” bardzo fajny i niespieszny spacer, po którym została garść zdjęć (ostatnie dwa zostały zrobione późnym wieczorem trzy dni później).

Na koniec

Małe dzieci potrafią cieszyć się z prostych, wręcz banalnych rzeczy. Mam nadzieję, że moje wewnętrzne małe dziecko nigdy we mnie nie umrze. Tymczasem, może pójdę z córkami na spacer pouśmiechać się do tańczących na wietrze liści. Atrakcyjne atrakcje są fajne, ale proste rzeczy atrakcje także mają w sobie wiele piękna.

Bo ta chwila, która trwa może być najlepszą z Twoich chwil …

Fragment z piosenki „Do kołyski” zespołu Dżem.

Kościół_Mariacki

Sukiennice

Stare_Miasto_łańcuchwitraż "Bóg Ojciec" w bazylice Franckiszkanów

Sukiennice_nocą1 Sukiennice_nocą

Pin It on Pinterest

Share This